Gdzie się podział suwak

Kilka lat temu - może siedem, może osiem - będąc w Cupertino Kw siedzibie Apple'a mogłem poprzyglądać się nowym technologiom, nad którymi pracował dział badań i rozwoju. To, co zrobiło wtedy na mnie największe wrażenie, to mechanizm streszczania tekstów, jaki pokazywał mi szef tego działu, Frank Casanova, który teraz, po latach, znów pracuje w Apple'u.

Kilka lat temu - może siedem, może osiem - będąc w Cupertino Kw siedzibie Apple'a mogłem poprzyglądać się nowym technologiom, nad którymi pracował dział badań i rozwoju. To, co zrobiło wtedy na mnie największe wrażenie, to mechanizm streszczania tekstów, jaki pokazywał mi szef tego działu, Frank Casanova, który teraz, po latach, znów pracuje w Apple'u.

Działanie tego mechanizmu z punktu widzenia użytkownika było dziecinnie proste. Za cały interfejs służył suwak, którym określało się stopień kompresji tekstu. Dojeżdżając nim stopniowo do końca skali można było skrócić cały dokument, np. list mailowy, do kilku akapitów, zdań, a w końcu pojedynczego zdania. Mechanizm wykorzystywał słowa uznawane za kluczowe: określał jako istotne te fragmenty tekstu, w których następowało nagromadzenie takich wyrazów, a inne uznawał za mało ważne i w efekcie je pomijał.

Nie wiem, jakie były efekty działania tej technologii, to znaczy na ile sensowne, "relewantne" dla całości były takie streszczenia - widziałem przecież tylko krótką prezentację, ale uznałem, że to wielka sprawa. Dziś zresztą brak takiego suwaka odczuwam coraz bardziej. Jak każdy dostaję coraz więcej listów, mam dziesiątki dokumentów do przeczytania, przeglądam coraz więcej stron w Internecie w poszukiwaniu tego, co mnie interesuje.

Niestety, Apple jakby zapomniał o magicznym suwaku, na który ja ciągle czekam. Co się stało? Może nie działał doskonale, a może jego dopracowanie pochłonęłoby miliony dolarów, które trzeba było przeznaczyć na coś innego - nie wiem. Ale wiem, że jeśli chodzi o komputery i IT przyszłość jest zupełnie nieprzewidywalna.

Przyszło mi to do głowy, kiedy jeździłem najbardziej chyba "odjechanym w przyszłość" samochodem, jaki można zobaczyć na drogach, Toyotą Prius (komputer to takie dwudziestowieczne urządzenie, przeciętny samochód ma dzisiaj więcej procesorów, dlatego wróciłem ostatnio do pasji z dzieciństwa - samochodów). Prius, który właśnie zdobył tytuł samochodu roku 2005, to rzecz całkowicie wyjątkowa, napędzają go dwa silniki - spalinowy i elektryczny, przy czym baterii silnika elektrycznego nie trzeba nigdy podłączać do sieci - same ładują się w czasie hamowania. Dzięki takiemu napędowi to samochód niebywale ekologiczny i oszczędny: spala około 5 litrów benzyny na setkę. Takie auta to zapewne przyszłość motoryzacji. Analitycy przewidują, że w ciągu najbliższych trzech lat śladami Toyoty pójdzie ponad 20 innych marek.

Dlatego stosunkowo łatwo mogę sobie wyobrazić samochód przyszłości. Do hybrydowego napędu wystarczy dodać mechanizmy znane już z innych modeli: system Citroëna ostrzegający wibracjami fotela, kiedy zaczynamy bez kierunkowskazu wyjeżdżać poza swój pas ruchu, adaptacyjne reflektory, doświetlające drogę na zakręcie (np. w BMW), utrzymujący zadaną prędkość tempomat połączony z radarem pilnującym, aby nie zbliżyć się zanadto do poprzedzającego nas pojazdu (Mercedes), czy w końcu system automatycznego parkowania Toyoty - na ekranie dotykowym w desce rozdzielczej kierowca jedynie pokazuje skrajne punkty, a auto samo wjedzie pomiędzy nie (Toyota).

W komputerach przyszłości tak łatwo przewidzieć się nie da, co nie znaczy jednak, że jest to branża rozwijająca się w szybszym niż inne tempie. Po prostu łatwiej pisze się software, niż wymyśla nowy silnik, czy - niech będzie - nawet procesor. W ogóle rozwój w dziedzinie sprzętu nie wydaje się szczególnie spektakularny, bo obiektywnie niewiele się tu zmienia, chyba że za wielkie zmiany uznać upychanie w procesorze coraz cieńszych ścieżek. Nie jest to jednak przecież przełom jakościowy, jego istota sprowadza się wyłącznie do tego, że nowszy sprzęt umożliwia działanie bardziej zaawansowanych programów. Ale pisanie software'u nie wymaga szczególnych nakładów, toteż często traktuje się je cokolwiek nonszalancko. Dlatego pewnie zdarza się, że całkiem udane porcje kodu leżą gdzieś głęboko na dnie zapomnianych twardych dysków, jak ten suwak do streszczania, pogrzebany gdzieś w Cupertino.


Zobacz również