Gdzie ten kolor

Między obrazem na monitorze a jego repliką w drukarce dzieje się wiele tajemniczych procesów. Poznajmy kilka z nich.

Między obrazem na monitorze a jego repliką w drukarce dzieje się wiele tajemniczych procesów. Poznajmy kilka z nich.

Dziewięciu na dziesięciu odbiorców usług druku przyznaje, że nie rozumie niektórych terminów branżowych. Czterech na dziesięciu obwinia drukarski żargon za źle zrealizowane zlecenia. Z 2068 biznesmenów z Europy ponad połowa uważa terminologię drukarską za frustrującą.

Koło za kołem

Tworzenie iluzji szarości z kropek białych i czarnych.

Tworzenie iluzji szarości z kropek białych i czarnych.

Maszyny w drukarniach nie przypominają wyglądem poczciwych atramentówek, niemniej jednak zasady kolorowego druku w jednych i drugich są bardzo podobne. W obu używa się białego tła i tzw. kolorów subtraktywnych. Barwa tła gra odgrywa bardzo istotną rolę. Jego biel jest mieszaniną wszystkich barw, z których farba pochłania, "odejmuje" (stąd nazwa "subtraktywne") niepożądane składniki, pozostawiając tylko te, które dają iluzję właściwego koloru. Inaczej powstaje obraz na monitorze kineskopowym, gdzie barwy tworzą się wskutek "dodawania" (stąd kolory addytywne) światła z trzech źródeł, czerwonego, zielonego i niebieskiego.

Jednak chcąc zrozumieć reguły rządzące drukowaniem, lepiej zapomnieć na chwilę o kolorze i zająć się czernią, bielą i przestrzenią między nimi. Pierwszym pecetom wyświetlanie grafiki nie przychodziło łatwo, dominował wtedy tryb tekstowy i dopiero karta Herkules umożliwiła wstawianie dowolnej kombinacji jedynek i zer do pamięci obrazu i zapalanie na monitorze odpowiadających im punktów. Dzięki niej pecety w ślad za Macintoshami mogły wejść do świata typografii. Widoczne na ekranie czarne piksele na białym tle udawały czarny atrament na białym papierze. Ale nie tylko czarny, nawet tak prymitywnych komputerów używano także do zarządzania drukiem kolorowym.

Klejony analog

Dzisiaj tworzenie krojów czcionek i innych figur z dużej liczby pojedynczych pikseli wydaje się naturalne, ale w czasach, kiedy Bill Gates określał maksymalną pojemność pamięci peceta na 640 KB, tych punktów nie starczało na wygładzenie wszystkich łuków. Wyższą jakość druku zapewniały urządzenia znakowe, dalekopisy czy maszyny do pisania, wyposażone w rozetki z pewną liczbą czcionek o stałej wielkości. Bardziej elastyczne drukarki igłowe mogły tworzyć dużo więcej krojów i wielkości czcionek, ale w horrendalnie niskiej rozdzielczości. Z tego powodu nadawały się tylko do szkiców. Chcąc zaimponować wystrojem i elegancją, na przykład przygotowując poster na seminarium, trzeba było uciekać się do letrasetów, czyli arkuszy z wyciętymi i podklejonymi czcionkami różnych krojów i wielkości. Brało się z nich pojedyncze znaki i wcierało w określone miejsca naszego dzieła. Jeśli potrzebnych było więcej egzemplarzy, zabierało się gotowy wytwór do najbliższej fotokopiarki i tam reprodukowało.

Na śmietnik

Pojawienie się drukarki Apple LaserWriter z rozdzielczością 300 dpi i prędkością ośmiu stron na minutę odesłało cały ten świat do lamusa. Nawet więcej, LaserWriter był zaprojektowany do współpracy z Page Makerem, pierwszą aplikacją do składu komputerowego, która bardzo ułatwiała wzbogacanie wyglądu. Tekst wielokolumnowy ozdobiony obrazkami mógł być zreprodukowany w jednym przejściu przez drukarkę. LaserWriter nadawał się także do profesjonalnego projektowania, ponieważ - w odróżnieniu od swych laserowych konkurentów - mógł przetwarzać polecenia postscriptowe. Ten język, wymyślony przez Adobe, sam definiował programowo układ strony i fonty, co uniezależniało go zarówno od rozdzielczości, jak i rodzaju konkretnego urządzenia. Obraz wygenerowany przez każdy model akceptujący PostScript, powinien być dokładnie taki sam. Można było na przykład wydrukować szkic dokumentu na LaserWriterze w 300 dpi, poprawić i ostateczną wersję naświetlić w 1448 dpi na Linotroniku 100, (pierwszej naświetlarce akceptującej PostScript). Miał dwa miliony punktów na calu kwadratowym, dwadzieścia razy więcej niż 90 tysięcy z laserówki. Ten wzrost liczby oczywiście korzystnie odbije się na jakości. W profesjonalnym druku ułatwienie polega także na umożliwieniu przygotowania całej gotowej strony. Urządzenia poprzedniego pokolenia produkowały długie szpalty, które trzeba było przycinać do wymiarów kolumny.

Półtony czy szczegóły

Wysoka rozdzielczość obrazu z naświetlarki nie musi być wykorzystana tylko do odwzorowania szczegółów. Umożliwia także stopniowanie intensywności między bielą a czernią. Półtonowanie, czyli wytwarzanie w ten sposób odcieni szarości, wymaga szerszego wyjaśnienia. Ta technika opiera się na wykorzystywaniu słabości ludzkiego wzroku, który odpowiednio drobne akcenty postrzega jako całość. Dzięki temu najmniejszy element, widziany jako jeden, może składać się z kilku drobniejszych plam. Aby stworzyć wrażenie na przykład 50-procentowej szarości, wystarczy połowę powierzchni każdego punktu pokryć czarnymi plamami. Wykorzystując precyzyjny ekran z dużą gęstością punktów, możemy tylko z mozaiki czarnych i białych kropek symulować istnienie wielu odcieni szarości. Zmniejszając jeszcze bardziej wielkość elementarnej plamy, dojdziemy do tak subtelnego rozkładu intensywności, że na drodze między bielą a czernią przestaniemy różnicować poszczególne stopnie.

W PostScripcie numer 1 i 2 rozróżnia się 256 poziomów szarości. To wymaga zbudowania kraty z 16x16 punktów białych lub czarnych. Ale może się okazać, że w zadanej rozdzielczości urządzenie nie będzie pracować tak dokładnie. Dysponując na przykład wydrukiem ze stu linii na cal z urządzenia 1200 dpi, musimy ograniczyć rozmiary siatki do 12x12 punktów (1200/100=12). Z tego powodu liczba odcieni szarości zmniejsza się do 144 (12x12). Jak z tego przykładu widać, liczba linii oryginału i zakres tonalny konkurują ze sobą o tę samą rozdzielczość urządzenia. W razie potrzeby możemy zwiększyć liczbę szczegółów kosztem jakości cieniowania lub odwrotnie.

Między pecetem a makiem

Obraz jest zbudowany z siatki plam różnej wielkości obróconej pod kątem 45 stopni do krawędzi. Najmniejsze plamy na tle i ramionach pokrywają ok. 10 procent powierzchni komórki, na włosach jest już 90 procent.

Obraz jest zbudowany z siatki plam różnej wielkości obróconej pod kątem 45 stopni do krawędzi. Najmniejsze plamy na tle i ramionach pokrywają ok. 10 procent powierzchni komórki, na włosach jest już 90 procent.

Postscriptowe urządzenie, które tworzy obraz z jednolitych czcionek, wektorowej grafiki z subtelnymi odcieniami szarości oraz czarno-białych fotografii charakteryzujących się ciągłym rozkładem tonów, nie mieści się na biurku. Kiedyś należało jakoś wysłać rezultaty swojej pracy do odpowiednio wyposażonego punktu, teraz - dzięki postscriptowej niezależności od urządzenia - można zwyczajnie wrzucić zapis obrazu w postaci pliku na krążek, ale ta sama niezależność spowoduje, że wynik będzie absolutnie zdefiniowany, bez żadnej możliwości poprawki. Co zrobić, aby przeprowadzić korektę?

Wydaje się, że lepiej zamiast PostScriptu wysłać oryginalny plik aplikacji DTP razem ze składowymi ilustracjami. To wygląda na dobry i prosty pomysł, ale nim nie jest, bo w obu miejscach trzeba mieć tę samą aplikację DTP, a także identyczne zestawy fontów. W ten sposób tworzy się pole minowe z problemów kompatybilności, zwłaszcza gdy dochodzi do przejścia między platformami pecetów i maków.

Wszystko razem

Na szczęście Adobe rozwiązało ostatecznie ten problem, przerabiając PostScript na edytowalny PDF, do którego można wpisać pożądany układ strony, fonty i grafikę, i to w jednym wieloplatformowym cyfrowym wzorcu. Jeszcze nie jest wystarczająco jednolity, przejrzysty i gwarantujący bezbłędność, jak PDF/X, ale stanowi duży krok w pożądanym kierunku.

Większy problem wynika z różnic technologii między drukiem profesjonalnym a zwykłymi laserówkami. Naświetlarki wytwarzają swój produkt za pomocą techniki fotograficznej i często ma on postać cienkiej warstwy soli bromkowej, transferowanej później na podłoże z plastiku czy aluminium. Chociaż w najnowszych urządzeniach CTP (Computer to Plate) wyeliminowano ten pośredni etap, wywoływanie płyty odbywa się tak samo, jak w innych procesach fotochemicznych. Dodatkowo stosuje się wzorce o 50-procentowej gęstości do sprawdzenia densytometrycznego, czy rzeczywiście półtonowanie ma taką wartość.

Czarno na białym

Wyprodukowanie matrycy, z której można zrobić więcej kopii, jest tylko pierwszym etapem. Na następnym obraz będzie przenoszony na papier. Dzisiaj matryce, takie jak pieczątki, z wypukłościami w tych miejscach, które miałyby być pokryte barwnikiem i odbite na papierze, są rzadkością, normą stało się wykorzystywanie litografii. Rysunek nanosi się tłustą kredką lub tuszem litograficznym, następnie powierzchnię pokrywa się słabym roztworem kwasu azotowego i gumy arabskiej. Dzięki temu niezarysowane partie zostają uodpornione na zatłuszczenie farbą. Rysunek zwilża się wodą, po czym nanosi się farbę drukarską, która przywiera tylko do niewytrawionych fragmentów, pokrytych wcześniej kredką lub tuszem. W litografii offsetowej atramentowy obraz jest przenoszony na wałek pośredniczący i dopiero z niego wędruje na papier. Program do DTP powinien sobie równie dobrze radzić z oryginałem pozytywowym, jak z negatywowym, oraz umieć tworzyć z niego odbicie lustrzane, gdyż takie warianty procesów drukowania mogą być zadysponowane.

Zanim ruszy prasa, należy wybrać papier do drukowania. Nie wystarczy jego rodzaj czy numer katalogowy, bo właściwości każdego zapasu są mniej lub bardziej odmienne. Papiery powlekane mają warstwę wprasowanej glinki kaolinowej, która nadaje im lekki połysk. Nośniki bez tego pokrycia są matowe. Papier gazetowy zwykle pochodzi z recyklingu i jest bardzo szorstki. Zdolność do pochłaniania barwnika rośnie od nośnika powlekanego aż do gazetowego, powodując powiększanie się rozmiarów kropli i zmieniając bilans półtonów. Na papierze powlekanym jednolite czarne i białe powierzchnie mogą za bardzo kontrastować ze sobą i wtedy jakość druku poprawia się, redukując zakres tonalny przez przyciemnienie bieli i rozjaśnienie stuprocentowych cieni.


Zobacz również