Godzilla kontra Ameryka!

Japoński terror katastroficzny z przełomu lat 70/80 powraca na ekrany w hollywoodzkiej superprodukcji Rolanda Emmericha. Spektakularne pojedynki z wrogimi potworami, destrukcja miast, walka z siłami Ciemności to podstawowe tematy serii japońskich filmów, z Godzillą w roli głównej.

Japoński terror katastroficzny z przełomu lat 70/80 powraca na ekrany w hollywoodzkiej superprodukcji Rolanda Emmericha. Spektakularne pojedynki z wrogimi potworami, destrukcja miast, walka z siłami Ciemności to podstawowe tematy serii japońskich filmów, z Godzillą w roli głównej.

Przepojone brutalnością, często bezwzględne i szokujące sceny zagłady miały zgodnie z intencją twórców wszczepiać młodzieży szlachetne idee pacyfizmu i ekologii. Sama Godzilla powstała w wyniku wybuchu jądrowego, Hedora to potwór zrodzony z tokijskiego smogu, Mechagodzilla to wysoce zaawansowana technologicznie maszyna do zabijania skonstruowana przez kosmitów pragnących zdobyć Ziemię. Wszystkie filmy z Godzillą miały swój niepowtarzalny styl, uroczo niski budżet, zadziwiające efekty specjalne i interesująco skomplikowaną fabułę. Mając w pamięci poprzednie produkcje pana Emmericha ("Wrota niebios" czy "Dzień Niepodległości"), myślę, że poza efektami specjalnymi nie czeka nas nic ciekawego.

Emmerich nie ma talentu do opowiadania historii (czy ktoś pamięta o co chodziło we "Wrotach Niebios"?), ale wsparty niezłym budżetem i specjalistami od efektów jest w stanie stworzyć sezonowe widowisko, z tym, że po nabiciu kasy, jego filmy nie mają szans stać się kultowymi. Cóż, może z Godzillą będzie zupełnie inaczej.

KOSZMARY DZIECI STWA

Inoshiro Honda - japoński reżyser, który "stworzył" Godzillę, w jednym z wywiadów stwierdził, że powodem powołania do życia monstrualnego, filmowego potwora były jego wojenne wspomnienia. Reżyser przeżył bowiem naloty dywanowe na Tokio, w których zginęło więcej ludzi niż w wyniku wybuchy bomby jądrowej nad Hiroszimą. Katastroficzne wizje zniszczonych miast i okropieństw wojny zmaterializowały się w jego twórczości właśnie za sprawą słynnego gigantycznego jaszczura.

Najważniejsze filmy z japońskimi potworami:

1954 r. - Godzilla (Godzilla - King of the Monsters)

1955 r. - Godzille Rides Again

1956 r. - Rodan, Ptak Śmierci (Rodan, the Flying Monster)

1962 r. - King Kong kontra Godzilla (King Kong vs. Godzilla)

1964 r. - Godzilla vs. Mothra

1964 r. - Ghidrah, The Three-Headed Monster

1965 r. - Godzilla vs. Monster Zero

1966 r. - Ebirah - Potwór z Głębin (Godzilla vs. The Sea Monster)

1966 r. - Pojedynek Potworów (The War of the Gargantuas)

1967 r. - Syn Godzilla (Son of Godzilla)

1968 r. - Destroy All Monsters

1969 r. - Godzilla's Revenge

1971 r. - Godzilla kontra Hedora (Godzilla vs. The Smog Monster)

1972 r. - Godzilla kontra Gigan (Godzilla vs. Gigan)

1973 r. - Godzilla vs. Megalon

1974 r. - Terror Mechagodzilli (Godzilla vs. Cosmic Monster)

1975 r. - Powrót Mechagodzilli (Terror of Mechagodzilla)

1984 - Godzilla 1985

1989 r. - Godzilla vs. Biollante

1991 r. - Godzilla vs. King Ghidora

1992 r. - Godzilla vs. Mothra

1993 r. - Godzilla vs. Mechagodzilla

1994 r. - Godzilla vs. Spacegodzilla

1995 r. - Godzilla vs. Destroyer

1998 r. - Godzilla

Gdzieś w środku lat 70-tych ojciec zabrał mnie do kina na film o tajemniczym tytule "Syn Godzilli". Nie miałem wtedy pojęcia, że obraz ten zmieni moje sny na najbliższe 20 lat. Tego się nie zapomina! Dziecinne wspomnienie straszliwego ryku Godzilli pozostaje w pamięci na zawsze! Wielokrotnie budziłem się zlany potem, patrząc z przerażeniem w okno, czy nie pojawi się w nim ogromna łapa potwora...

To było, oczywiście, dawno temu. Potem pojawiły się inne części serii, których nie opuściłbym już za żadne skarby: "Terror Mechagodzilli", "Pojedynek Potworów", "Godzilla kontra Hedora" itd.

Do dziś pamiętam jak zły Gajla miażdży w paszczy człowieka, a potem wypluwa przez zęby jego kości i ubranie. Albo jak Mechagodzilla masakruje "jeżojaszczura" rozrywając mu paszczę, krew strugami oblewa metalowy korpus Mechagodzilli, a jaszczur ucieka z rozerwaną szczęką wlokąc ją po ziemi.

Oczywiście z każdym kolejnym filmem bałem się coraz mniej, schemat fabuły powtarzał się do znudzenia, efekty specjalne pozostawały na tym samym poziomie, a później japońskie potwory zniknęły z naszych ekranów. Pojawiły się "Gwiezdne wojny" i "Indiana Jones".

PLASTIKOWE MAKIETKI I GUMOWE KOMBINEZONKI

Po kilku latach wszystko zmieniło się wraz z upowszechnieniem wideo. Stosunkowo szybko w wypożyczalniach kaset pojawiły się wszystkie filmy z Godzillą oraz rarytasy, które nie trafiły nigdy na ekrany polskich kin. Po dziesięciu latach nie budziłem się już w nocy z krzykiem, ani z zapartym tchem nie oczekiwałem na ostateczny pojedynek Godzilli z głównym potworem.

Mój umysł stał się bardziej krytyczny i od razu dostrzegłem w samej Godzilli przebranego w gumę sprytnego Japończyka, a czołgi japońskiej armii nabrały rozmiaru sklejanych modeli, które walają się gdzieś jeszcze w mojej dziecinnej szufladzie. Filmy te jednak pozostały dla mnie pięknymi baśniami, opowieściami z innego świata, przedziwnym miksem japońskiej mentalności i wyobraźni z hollywoodzkimi ambicjami.

Ograniczone środki i wymogi serii spłaszczyły same fabuły kolejnych odcinków. Najpierw tajemnicze kataklizmy, potem rozgromiona przez złego potwora japońska armia, a na końcu naukowiec wraz z Godzillą pokonują przeciwnika. Trzymanie się sprawdzonego, bajkowego schematu nie jest wszak niczym nagannym, wystarczy tylko wspomnieć klasyczne serie amerykańskich filmów katastroficzno-science-fiction, zwłaszcza z lat 50-tych, gdzie nawet bez jednego głównego bohatera, fabuła powtarzała się niepokojąco:

1. Nadejście tej "rzeczy" (pojawienie się potwora, lądowanie statku z obcymi etc.) widziane najczęściej jedynie przez młodego naukowca w podróży. Nikt mu nie wierzy.

2. Raport bohatera potwierdza się - tłum jest świadkiem jakiegoś aktu zniszczenia. Miejscowa policja zostaje zmasakrowana.

3. W stolicy nasz bohater podczas konferencji naukowców i polityków wygłasza swoje teorie przy mapie, wykresie czy tablicy. Niebezpieczeństwo zagraża już całej planecie. Korowód czarnych limuzyn przedstawicieli innych państw.

4. Następują dalsze masakry, atak międzynarodowy nie daje żadnego rezultatu. Obrazy paniki, zamieszania. Zdaje się, że nic nie w stanie uratować Ziemi.

5. Dalsze konferencje pod hasłem "Oni muszą mieć jakiś słaby punkt". Bohater pracuje w swoim laboratorium - wszystko zależy od zastosowania nowej broni. Odliczanie i ostatnie drgnienia potwora albo najeźdźców. Bohater i jego przyjaciółka przytuleni patrzą w niebo.

Chyba jednak od tego typu schematycznych fabuł wolę japońskie serie o potworach. Są po prostu bardziej egzotyczne, a wyobraźnia Japończyków jest mniej przewidywalna (chociażby zamienianie się najeźdźców w goryle po śmiertelnym postrzale, zaś lekko zranionemu obcemu tylko pół twarzy porasta włosiem, albo tradycyjna pieśń budzenia króla Sizara wykonana przez uroczą Japonkę w wersji easy-listening).

Oglądanie tych wszystkich produkcji po dziesięciu latach dostarcza wzruszeń innego typu, więcej powodów do złośliwych komentarzy i momentów zadziwienia nad chałupniczymi efektami lub radykalnymi rozwiązaniami fabularnych węzłów.

NARODZINY POTWORA

W pierwszej wersji z 1954 roku Godzillę pobudziły do życia wybuchy amerykańskich bomb atomowych, zrzuconych w 1945 roku na Japonię. Gigantyczny jaszczur został napromieniowany, stąd zresztą pojawia się jego broń specjalna - radioaktywny podmuch z paszczy. W wersji nowszej potwora obudziły wybuchy jądrowe przeprowadzone na Pacyfiku. W jednym i drugim przypadku Amerykanie są winni pojawienia się Godzilli, a sam film przez długi czas postrzegany był jako obraz antywojenny i stawiany na przykład obok takich pozycji jak "Ostatni Brzeg". Dzięki temu trafił w ogóle do polskich kin. W kolejnych odcinkach wymowa antyamerykańska i antywojenna zeszła na plan dalszy, tym bardziej, że Godzilla jako efekt amerykańskiej agresji stała się obrońcą Japonii i świata przed potworami innego rodzaju: kosmicznymi najeźdźcami czy też mutantami zrodzonymi z zanieczyszczeń i odpadów.

W drugiej połowie lat 70- tych cykl się urwał prawdopodobnie w wyniku wyeksploatowania tematu i spadku popularności kina katastroficznego. Krótki renesans w latach 80- tych i 90- tych nie należał do udanych i nie warto o nim wspominać.

Dopiero rok 1998 przyniósł radykalną zmianę. Mit uzyskał nowe, współczesne wcielenie za sprawą najpotężniejszej na świecie fabryki snów. Godzilla ryczy w klimatyzowanych salach, w technice dolby-surround, a gigantyczna akcja reklamowa od końca 1997 roku pochłonęła już 50 mln USD.

Zamiast makiet, trójwymiarowa grafika komputerowa, ogromna liczba statystów, akcja przeniesiona do Nowego Yorku, hollywoodzkie gwiazdy w obsadzie.

Obawiam się jednak, że to co sprawiało, że pamięta się charakterystyczny urok japońskich produkcji, to właśnie owe gumowe wdzianka, strzały laserowe przypominające snop światła z latarki - paluszka, plastikowe domki i podobni do siebie Japończycy mówiący w dubbingowanej angielszczyźnie, a poza tym Roland Emmerich nie jest z pewnością mistrzem kina akcji. Myślę, że poczekam na wersję wideo, która może ukazać się w miarę szybko po kinowej premierze...

P.S. Niestety twórca Godzilli - Inoshiro Honda nie doczekał amerykańskiej wersji swego dziecka. Zmarł w 1993 roku.

Godzilla w Sieci:

Oficjalna polska strona Godzilli - http://www.godzilla.com.pl/

Oficjalna amerykańska strona Godzilli - http://www.godzilla.com

Świątynia Godzilli - http://www.stomptpkyo.com/godzillatemple

Wiele ciekawostek o superpotworach - http://www.moonboy.com/godzilla

Zdjęcia, klipy, dźwięki, wygaszacze ekranu, wszystko, czego potrzebuje prawdziwy g-fan - http://monsterzero.org/GroundZero/ZillaStuff

Muzeum Godzilli - http://www.microlink.net/~conniegn/museum.html

Doskonała strona g-fanowska, gry, klipy, zdjęcia, fragmenty walk - http://www.chopperware.com/godzilla54

Tu znajdziecie praktycznie wszystko: historię, filmografię, filmiki, dźwięki, zdjęcia - http://www.avia-art.com/godzilla.htmlMeo


Zobacz również