Gotówka

Choć nie przynosi zysku - w czasie kryzysu najbardziej pożądanym aktywem staje się gotówka.

Mieczysław Grudziński

Mieczysław Grudziński

Gotówka w gotówce nie zarabia. Nie przybędzie jej od trzymania w kieszeni, portfelu czy w sejfie. Co najwyżej skurczy się o koszt wynajęcia skrytki lub niezbędnej ochrony. Aby gotówka zarabiała, potrzeba zamienić ją na jakieś aktywo - mniej lub bardziej zyskowne, ale i niosące ze sobą określone ryzyko. Ideałem byłoby takie aktywo, które przynosi duży zysk przy braku jakiegokolwiek ryzyka. Ale takie okazje zdarzają się rzadko. Zatem kiedy i po co trzymać aktywa w gotówce?

Zyskowność aktywów jest bardzo zróżnicowana. Niektóre z nich, np. złoto w długim okresie, przynoszą parę procent rocznie. Inne, np. niektóre kontrakty pochodne, zdarza się, że generują kilkadziesiąt procent w ciągu dnia, ale w mgnieniu oka mogą też przynieść równie wielką stratę. Aktywa finansowe w takiej postaci zawierają w sobie czyste ryzyko i nic więcej. Aktywa można łączyć i organizować w większe całości, jakimi są przedsiębiorstwa. Ich zyskowność też będzie zróżnicowana, choć nieco mniej, bo aktywa zorganizowane w przedsiębiorstwo podlegają dywersyfikacji.

Zyskowność, jaką przynoszą pojedyncze aktywa i ich zorganizowane całości, nie ma stałego charakteru. Ewoluuje wraz z czasem i zmieniającymi się warunkami. Niektóre z uwarunkowań mają trwały, niektóre cykliczny charakter. Stąd i zapotrzebowanie na gotówkę również się zmienia i jej pożądany poziom ma mniej lub bardziej sezonowy charakter. Kiedy gospodarka jest stabilna, przewidywalna, rezerw gotówki nie potrzeba zbyt wiele. Jej nadmierny poziom stanowi niepotrzebne obciążenie, bo gotówka "nie pracuje", a wymaga finansowania. Ale kiedy układ gospodarczy ulega destabilizacji, zapotrzebowanie na gotówkę wzrasta. Widać to zwłaszcza w kryzysie. Spadek produkcji i sprzedaży mógłby wprawdzie zmniejszyć zapotrzebowanie na kapitał pracujący, ale niewłaściwe lub spóźnione dostosowywanie firm i klientów do szybko zmieniających się warunków gospodarowania wcale nie zmniejsza zapotrzebowania na gotówkę, lecz przeciwnie. Paradoksalnie - obroty spadają, a kapitał pracujący rośnie. Zatrzymane inwestycje wiążą kapitał. Rezerwy gotówki i jej ekwiwalentów stają się więc kluczowe nie tylko dla przetrwania poszczególnych firm, ale i całych gospodarek. Wtedy cena (i zyskowność) gotówki potrafi wystrzelić do nieba. W pierwszej połowie czerwca 2009 r. krótkoterminowe stopy procentowe na rynku międzybankowym na Łotwie (RIGIBID-RIGIBOR) poszybowały w górę do prawie 20 - 25%, choć przez ostatnie miesiące pozostawały względnie stabilne na poziomie paru procent. A przecież jeszcze w drugiej połowie maja oprocentowanie overnight spadło tam nawet do około 1- 2%. To cena, jaką przyszło zapłacić za brak wystarczającej płynności systemu finansowego. Zbyt wiele kapitału zostało zamrożone w niepłynnych aktywach i gotówka stała się dobrem rzadkim.

Ale i sama gotówka nie zawsze jest bezpieczna. Niesie ze sobą ryzyko inflacji i ryzyko walutowe. W przypadku Łotwy ryzyka walutowego pozornie nie było, bo kurs łata jest od dłuższego czasu praktycznie sztywny względem euro, pozostając w 1-proc. przedziale dopuszczalnej zmienności. A jednak, mimo tak ogromnych różnic między oprocentowaniem łata i euro, nie było zbyt wielu chętnych, by dokonać zamiany euro na łata i wykorzystać tę sytuację. Ryzyko dewaluacji ciążyło nad nagrodą i dopiero 20-proc. premia była w stanie zrównoważyć sytuację na rynku łotewskim. Przy tej okazji wracam myślami do rozważań sprzed paru lat odnośnie tzw. jednostronnej euroizacji złotego. Zakładając, że byłoby to możliwe i wykonalne - ciekawe, jak wyglądałaby dzisiaj polska gospodarka, gdyby ówcześnie usztywniono kurs złotego względem euro. Złoty byłby niewątpliwie mocniejszy, ale czy przypadkiem nie ćwiczylibyśmy wariantu łotewskiego wobec braku możliwości dostosowania kursu złotego do jakościowo nowej sytuacji?

Z ryzykiem walutowym można sobie częściowo radzić. Wystarczy ulokować gotówkę w koszyku walut. Ale jeśli nawet część ryzyka walutowego uda się dzięki temu zdywersyfikować, to co zrobić z inflacją? Pojawi się nieuchronnie wraz z ożywieniem gospodarki. Wtedy nadmierne rezerwy gotówki, przy szybko rosnących cenach aktywów, zaczną obciążać bilans i obniżą efektywność dowolnego układu gospodarczego. Problem w tym, że nie wiadomo dokładnie, kiedy to nastąpi.

Autor jest wykładowcą Warsaw Illinois Executive MBA University of Illinois i Uniwersytetu Warszawskiego oraz pracownikiem naukowym Akademii L. Koźmińskiego.


Zobacz również