Grand Thieft Auto

"Grand Theft Auto" - jeden z lepiej sprzedających się tytułów w tym roku. Gra, która poruszyła wszystkich przeciwników komputerowej rozrywki, podziałała jak kij wsadzony w mrowisko. Jej kampania reklamowa to programy telewizyjne, radiowe i artykuły w prasie dotyczące przemocy w grach komputerowych. W sklepach z grami, w zamorskich krajach, można kupić grę taniej jeżeli przyniesie się policyjny mandat.

"Grand Theft Auto" - jeden z lepiej sprzedających się tytułów w tym roku. Gra, która poruszyła wszystkich przeciwników komputerowej rozrywki, podziałała jak kij wsadzony w mrowisko. Jej kampania reklamowa to programy telewizyjne, radiowe i artykuły w prasie dotyczące przemocy w grach komputerowych. W sklepach z grami, w zamorskich krajach, można kupić grę taniej jeżeli przyniesie się policyjny mandat. W wielu krajach znalazła się na "czarnych listach" gier zabronionych. Jaka jest i dlaczego budzi tak negatywne reakcje? Twórcy GTA wykorzystali kilka sprawdzonych pomysłów, które umieścili w jednej grze. Jest tam bardzo wiele elementów psychopatycznej strzelaniny typu "Postal" czy "Take No Prisoners" połączonych z równie szalonymi pomysłami z "Carmagedeon", wszystko to w oprawie z "Micromachines". Sukces zapewniony - każdy miłośnik gier zręcznościowych, w których nie zabraknie krwi i szybkiej akcji sięgnie po ten produkt. Przy okazji reklama jaką robią jej wszyscy przeciwnicy zachęci większość niezdecydowanych. Na płycie jest co prawda naklejka informująca, że gra przeznaczona jest tylko dla dorosłych, ale nie wydaje mi się żeby ktokolwiek się tym przejmował tak więc dzieciarnia będzie miała przednią zabawę. Nie do mnie jednak należy to oceniać, choć wolałbym założyć, że w grę tą bawią się ludzie świadomi tego czym jest świat realny, a czym wirtualny i nie usłyszeć nigdy o kimś kto zainspirowany tą grą...

Cóż, się właściwie w tej grze dzieje? Fabuła jest bardzo prosta, zaczynamy, jak jest to określone w polskiej wersji instrukcji do gry, jako zwykły dresiarz, w jednym z amerykańskich miast. (Swoją drogą nigdy nie słyszałem o amerykańskich dresiarzach.) Jako "ambitny", początkujący gangster mamy plan: chcemy stać się szanowanym członkiem mafii. Aby udowodnić, że jesteśmy tego godni musimy zarobić odpowiednią ilość gotówki, a zadowolony szef poleci nas następnemu dobremu "wujkowi". Pieniądze zarabiamy na wiele różnych sposobów. Najbardziej opłacalne jest wypełnianie misji, które zleci nam ktoś wysoko postawiony w mafijnej organizacji. W mieście jest sporo budek telefonicznych, jeżeli odbierzemy dzwoniący telefon, zostanie nam przekazana informacja na temat tego co powinniśmy zrobić. Przeważnie nie wiemy o co dokładnie chodzi i jesteśmy odsyłani z jednego miejsca na drugie. Na przykład gdzieś ukraść samochód potem znaleźć sklep z bombami, zamontować bombę w samochodzie i wysadzić budynek, który nie podoba się naszemu szefowi. Misje są bardzo zróżnicowane, tak że właściwie nie mogą się znudzić, czasem musimy kogoś śledzić, dostać się w jakieś strzeżone miejsce, wykończyć konkurencyjny gang, czy odebrać haracz od restauratorów. To tylko kilka przykładów. Misji jest naprawdę mnóstwo, będziemy w nich występować jako chłopiec na posyłki, szofer, tytułowy złodziej samochodów, płatny morderca, a czasami zwykłe mięso armatnie w wojnie gangów.

Oprócz tych zlecanych przez telefon, dostajemy lapidarne wiadomości na pager: "W Północnym Chinatown stoi podejrzany samochód. Sprawdź go." Takie zdanie jest kolejnym zleceniem, które możemy przyjąć. Innym sposobem zarabiania jest sprzedaż skradzionych samochodów. W mieście są doki, w których zawsze znajdzie się chętny do handlu człowiek ze swoim podnośnikiem. Nie jest to jednak tak dochodowy interes jak na przykład udział w obrabowaniu banku. Jest jeszcze coś. Za każde zabójstwo również dostajemy punkty. Niektóre są szczególnie premiowane, jak na przykład rozjechanie człowieka, którego właśnie wyrzuciliśmy z samochodu aby się nim przejechać, lub załatwienie całej grupy ogolonych buddystów, którzy bębnią na swoich bębenkach i nucą niezrozumiałe modlitwy pielgrzymując po mieście. Również za każdą stłuczkę dostaniemy symboliczne dziesięć dolców.

Uzbieranie okrągłej sumki miliona punktów okazuje się nie być wcale takie proste, a tyle potrzeba na pierwszym poziomie Liberty City. Na kolejnych poziomach odpowiednio więcej, a każde kolejne miasto jest co raz trudniejsze. I tu wychodzi jedna z poważniejszych wad GTA - brak możliwości zapisywania stanu gry. Wyniki są zapamiętywane dopiero po przejściu każdego poziomu. To wymaga jednak sporego skupienia przez dłuższy czas, tak więc jeżeli siada się do tej gry po to aby ją przejść trzeba dysponować sporą ilością wolnego czasu. Przy takim podejściu do tej gry nie można sobie również pozwolić na zbytnie rozbijanie się po mieście. Policja, choć często zachowuje się zupełnie nieracjonalnie, przez cały czas prowadzi naszą kartotekę, zapisując co już przeskrobaliśmy. Kiedy przekroczymy pewien limit zaczynają nas szukać. Na początku nie jest to może zbyt uciążliwe - czasem usłyszymy syrenę i zobaczymy policyjny samochód za nami. Jednak kiedy policjanci się na nas naprawdę wkurzą zaczną ustawiać blokady na ulicach i strzelać bez ostrzeżenia. Jedynym wyjściem w takiej sytuacji jest przedrzeć się jakoś do warsztatu gdzie za sporą sumkę znajomi mechanicy przemalują nam samochód i wymienią tablice rejestracyjne. Najczęściej jednak to się nie uda. W takich momentach ruch uliczny staje się naprawdę denerwujący a rozpędzone samochody policyjne wjeżdżające nam w bagażnik wcale humoru nie poprawiają. Kiedy policjanci już nas dopadną są dwie możliwości: albo nas zamkną, przez co stracimy sporą część punktów i wszystkie bronie, albo trafimy do szpitala ciężsi o kilka gram ołowiu i lżejsi o kilka litrów krwi. W grze dysponujemy ograniczoną liczbą "żyć" dlatego trzeba starać się na nie uważać i nikogo bez potrzeby nie prowokować.

Kiedy już będziecie mieli płytę z grą GTA, polecam wam wrzucić ja do odtwarzacza CD i wysłuchać ścieżki dźwiękowej. Już to powinno zwrócić waszą uwagę. Nie spotkałem do tej pory tak bardzo zróżnicowanej i zrobionej na tak wysokim poziomie muzyki do gry. Często zdarza się, że dobre filmy mają gorszą ścieżkę dźwiękową niż ta niepozorna gra. Znajdziecie tutaj bardzo zróżnicowaną muzykę. Coś czego Amerykanie jeżdżąc swoimi "brykami" słuchają najchętniej. Muzyka w tej grze staje się integralną częścią zabawy. Buduje klimat i ma spory wpływ na wasze zachowanie (chyba mi uwierzycie jak wam powiem, że inaczej czuję się w samochodzie w którym leci muzyka country niż w takim, w którym grzeje ostre techno). Naprawdę świetnym pomysłem jest to , że muzykę można ustawić w tryb radiowy, co oznacza tyle, że w każdym samochodzie będzie mogli słuchać czegoś innego. W mieście nadaje siedem stacji radiowych, każda inną muzykę, może to być: rap, techno, funky, rock, czy nawet country. Muzyka przedzielona jest reklamami odpowiednich stacji radiowych i czasem usłyszymy nawet listę przebojów.

To co najbardziej podoba mi się w GTA to mnóstwo szczegółów, drobnych rzeczy, które potrafią zaskakiwać na każdym kroku, przypominając rzeczywistość. Trudno jest przy tej grze mówić o jakimkolwiek realizmie, ale jest w niej coś co pozwala myśleć o świecie tych miast. Wyobraźcie sobie, że do płonących samochodów lub budynków przyjeżdża na sygnale straż pożarna, zatrzymuje i z sikawki umieszczonej na dachu gasi pożary. I wcale nie dzieje się to natychmiast, tak żebyście to wy zobaczyli. W mieście jest kilka budynków straży, tak jak szpitali, posterunków policji, warsztatów, sklepów z bronią, doków i dopiero kiedy coś się dzieje odpowiedni pojazd wyjedzie z najbliższej bazy i pokonując ruch uliczny ruszy w kierunku wypadku. Podobnie jest zresztą z karetkami. "Zabity" człowiek leżący w kałuży krwi na chodniku również doczeka się pomocy. Po pewnym czasie przyjedzie karetka, wysiądzie lekarz i uleczy biednego cywila. Ten jakby nigdy nic podniesie się i pomaszeruje dalej. Prawda, że zabawne i niesamowite przy okazji? Te miasta żyją własnym życiem zupełnie niezależnie od nas, choć będziemy się starali jak najbardziej im to życie obrzydzić. Ludzie nie pozostają zupełnie obojętni na to co robimy: rozbiegają się w panice krzycząc kiedy wjeżdżamy na chodnik albo parkową ścieżkę, uciekają kiedy wyjmujemy pistolet - kiedy wyjdziemy na ulice pod koła samochodu zahamują, ale obrzucą nas obelgami. Kierowcy nie zapominają także do czego służy klakson w samochodzie i namiętnie go używają widząc pirata drogowego lub nierozsądnego przechodnia. To tylko część "smaczków" z GTA. Trzeba je jednak samemu zobaczyć aby móc je docenić.

Niewątpliwą zaletą GTA jest również możliwość gry w sieci w dwóch różnych trybach: Cannonball Run i Deathmatch. Pierwszy z nich to wyścig, który polega na zaliczaniu kolejnych punktów kontrolnych rozmieszczonych na ulicach miast, drugi natomiast to znany skądinąd pojedynek pomiędzy graczami na ilość zabójstw. Nie chciałbym tego porównywać do "Quake'a", z którym Dathmatch kojarzy mi się najbardziej , bo to nie są gry do porównania, ale muszę powiedzieć, że sieciowe GTA złe nie jest. Ostatnio zauważyłem, że przybywa zwolenników tej sieciowej rozgrywki wypierając inne tytuły.

Graficznie GTA nie jest żadną rewelacją. Miasta są niby trójwymiarowe i wielopoziomowe ale samochody już nie. Kolorystycznie właściwie nie można też niczego grze zarzucić, ale po pewnym czasie jednolita kolorystyka staje się nieco monotonna. Dobrze, że trzy dostępne miasta różnią się nie tylko mapami, ale i ogólną charakterystyką - samochodami i architekturą. Przez całą grę mamy widok z góry, jak to szumnie określono w instrukcji, ze śledzącego nas helikoptera. Kamera odpowiednio do prędkości naszego poruszania się zbliża się i oddala, dzięki czemu przy dużej prędkości mamy większe pole widzenia. Jest to bardzo istotne w momentach, w których musimy uciekać przed policją, lub śpieszymy się gdzieś aby wypełnić zlecone nam zadanie. Na początku wydaje się to prawie niemożliwe, ale przy odrobinie wprawy naprawdę da się jeździć prawie bezkolizyjnie, nie rozjeżdżając przechodniów na chodnikach.


Zobacz również