Gry niezależne #1 - The Misadventures of PB Winterbottom

Projekt jest prosty: w związku z tym, że wiele gier niezależnych nie otrzymuje wystarczającej atencji od prasy, co za tym idzie często także od graczy, postanowiłem to zmienić. Wpadłem na pomysł, by przedstawiać cyklicznie kolejną grę niezależną. Zainteresować Czytelników, często darmowymi grami, które na pewno dostarczą Wam masę rozrywki na najwyższym poziomie.

Należy Wam się historia, bez której felieton nie byłby kompletny. Sam pomysł na cykl zakiełkował w mojej głowie troszkę ponad rok temu. Zmęczony kolejnymi tytułami, w których atakowane są Stany Zjednoczone a amerykańska armia zupełnie nie radzi sobie z zagrożeniem i gdzie po raz kolejny musimy uratować świat, chciałem się poddać.

Po prostu pomyślałem sobie, że najwyższy czas przerzucić się na Guitar Hero na imprezach i zapomnieć, że gry były kiedyś dobre. W końcu ile można patrzeć na tendencyjne scenariusze, gdzie autorzy posuwają się już nawet do tego, że omijają tzw. "backstory" i zaczynają od zdania "musisz uratować świat/wszechświat/planetę/kraj/miasto/ulicę bo... w zasadzie bo tak!".

Trochę tak, jakby autorzy gier ostatniej dekady chcieli mnie zmusić do tego, abym zapomniał, że istnieje coś takiego jak fabuła, coś co przyciągało mnie do gier od czasów mojej młodości, wiele lat temu. Wtedy właśnie w moje ręce wpadło The Misadventures of PB Winterbottom. Przyznaję, może nie jest to najbardziej ambitna produkcja niezależna, lecz traktuję ją jako swoisty "punkt nawrócenia".

Szybko wciągnął mnie świat gier niezależnych, zwanych grami indie. Pomny wspaniałych tytułów, które nie ukazywały się jako "późna wersja beta uzupełniana następnie łatkami", jak często ma to miejsce teraz, rzuciłem się w wir darmowych, bądź naprawdę tanich gier, jak Audiosurf, Eufloria, World of Goo, Braid czy Auditorium. Byłem w szoku. Okazało się, że w dalszym ciągu zdolni autorzy gier, połączeni w malutkie studia, są w stanie opracować wartościowy produkt. Tytuł całkowicie przemyślany i gotowy do dystrybucji, bez żadnych błędów (bądź z takimi, których deweloper po prostu nie potrafi usunąć).

Zupełnie jak w dawnych czasach, gdy Internet był raczkującym bachorem amerykańskich uniwersytetów i armii, a gry pojawiały się niczym fantastyczne światy, których nie modyfikowało się dodatkowo "milionem" patchy. Szok przeszedł w ekscytację. Postanowiłem się dowiedzieć wszystkiego o tym rodzaju gier. Okazało się, że jest to zupełnie inna planeta, którą chciałbym Wam pokazać w cyklu będącym połączeniem felietonu i recenzji, który będzie ukazywał się co dwa tygodnie na łamach GameStar.pl.

Zacznę zatem od tytułu, który mnie osobiście przekonał do gier indie. The Misadventures of PB Winterbottom jest grą, która ukazała się dzięki studiu The Odd Gentleman. Gra będąca pracą magisterską na University of Southern California, ujrzała światło dzienne w lutym 2010 roku, dzięki Xbox Live Arcade. Gdy okazało się, że odnosi sukces została wydana przez 2K Play na platformie Steam w kwietniu 2010 roku.


Zobacz również