Hakerzy i filantropi

Wpisz kod dostępu, a będziesz mógł zarządzać wirtualnym światem. Związek między realnością i fikcją jest tak niewielki, że niektórzy nazwą to grą pozorów.

Wpisz kod dostępu, a będziesz mógł zarządzać wirtualnym światem. Związek między realnością i fikcją jest tak niewielki, że niektórzy nazwą to grą pozorów.

Kod dostępu to efektownie zrealizowana sensacja z wybuchową domieszką akcji, u której fundamentów leżą międzynarodowe spiski, tajne organizacje i anarchiści ery cyfrowej, czyli hakerzy. Fabuła zakreśla olbrzymie koło, próbując ogarnąć jak najwięcej i zmieścić w skompresowanej formie prawie wszystko. W związku z tym w Kodzie dostępu zobaczymy wspaniałe niespotykane samochody, finezyjne strzelaniny, oryginalne wybuchy, niesamowite pościgi, piękne seksowne kobiety oraz organizacje, które tworzą naszą rzeczywistość, choć oficjalnie w niej nie funkcjonują.

W poszukiwaniu algorytmu

Kod dostępu to historia Stanleya (Hugh Jackman), najlepszego hakera w USA, który otrzymuje propozycję nie do odrzucenia od tajemniczego Gabriela (John Travolta). Osobą, dzięki której panowie będą mieli okazję się lepiej poznać, jest piękna i wyzywająca Ginger (Halle Barry). Gabriel potrzebuje człowieka obeznanego z komputerem na tyle, aby potrafił stworzyć 128-bitowego - mutującego robaka. Program ten jest potrzebny do kradzieży 9,5 mld USD z tajnych kont rządowych. Pieniądze pochodzą z nielegalnych operacji DEA, która zarobiła je przy okazji misji mających na celu schwytanie handlarzy narkotykami.

Dlaczego wybrano Stanleya? No cóż, jest jednym z niewielu, którzy potrfią w ciągu minuty włamać się do komputera Ministerstwa Obrony, mając przystawiony pistolet do głowy i jednocześnie uprawiając miłość francuską. Taka "wielozadaniowość" potwierdza tylko jego klasę. Poza tym Stanleyowi zależy na pieniądzach. Dlaczego? Z powodu córki Holly (Camryn Grimes), która mieszka z jego byłą żoną popadającą w alkoholizm i ojczymem, będącym królem filmów porno. Po odbyciu wyroku za hakerstwo Stanley nie może się nawet zbliżać do córki, a z pracy fizycznej nie ma szans zebrać środków na dobrego adwokata. Kolejne odwołania nie przynoszą oczekiwanego rezultatu. Można by rzec, że Gabriel spada Stanleyowi z nieba.


Zobacz również