Historia pewnego boomu

W drugiej połowie lat 90.w czasach boomu technologicznego na obszarze nad zatoką San Francisco powstało najwięcej miejsc pracy USA. Późniejsze załamanie w całości pożarło tę nadwyżkę. Jak przebiegało załamanie w innych ważnych dla IT ośrodkach oraz o podobieństwach obecnego kryzysu i załamania przemysłu lotniczego w obszarze Los Angeles traktuje opracowanie przygotowane przez jeden z dwunastu regionalnych banków Fed - w San Francisco.

Pomiędzy rokiem 1995 a końcem roku 2000 zatrudnienie wzrosło tam o 24%, czyli prawie dwukrotnie więcej niż w całych Stanach Zjednoczonych. Przemysł IT (produkcja i usługi) odegrał w tym wzroście rolę znaczącą - zatrudnienie w IT wzrosło wówczas o 67% i odpowiadało 30% wszystkich nowych miejsc pracy w obszarze nad Zatoką San Francisco.

Nie był to jednak jedyny ośrodek przemysłu IT, który doświadczył wówczas tak znacznego wzrostu. Pomiędzy rokiem 1995 a 2000 pięć innych ośrodków metropolitalnych zyskało wyraźnie na technologicznym boomie: Austin, Boston, Portland, Seattle i Waszyngton. Wszędzie, poza Bostonem zatrudnienie w IT wzrosło powyżej 42%. W Seattle zatrudnienie wzrosło nawet o 79%, przede wszystkim dzięki masowej rekrutacji prowadzonej przez firmy software'owe. W Washingtonie wzrost wyniósł 62%, do czego przyczynił się z kolei chłonny rynek telekomunikacyjny oraz sektor badawczo rozwojowy. Także we wszystkich sektorach pozainformatycznych w tych ośrodkach odnotowano wzrost zatrudnienia powyżej średniej krajowej (która wynosiła 13%), z wyjątkiem - ponownie - Bostonu. Największy wzrost w sektorach pozainformatycznych odnotowano w Austin (29%), na drugim miejscu pod względem zysków tego typu uplasowała obszar nad Zatoką San Francisco (19%).

Kiedy nadszedł krach...

Kiedy pękła bańka inwestycyjna, padła także gospodarka w okolicach San Francisco. Od czasów szczytowego poziomu zatrudnienia w grudniu 2000 roku pozarolnicze zatrudnienie zmniejszyło się tam o 350 tys. miejsc pracy, czyli o 9,5% (dane z sierpnia br.). To znacznie powyżej średniego krajowego spadku, który wyniósł 2%. Około połowy tych strat przypadło na sektor IT. Spadek w całości pochłonął wcześniejszy wzrost zatrudnienia w obszarze nadzatokowym, cofając wskaźniki wielkości zatrudnienia do poziomu z roku 1998.

Załamanie IT uderzyło szczególnie silnie w poziom zatrudnienie z dwóch powodów. Zatrudnienie w sektorze IT spadało tu szybciej niż w pięciu pozostałych metropoliach informatycznych, ponieważ gospodarka regionu bardziej niż gdzie indziej zależała od koniunktury w informatyce. W 2000 roku miejsca pracy w IT stanowiły 13,5% wszystkich miejsc pracy w strefie zatokowej (w Bostonie i Waszyngtonie - po 10%, i po około 7,5% w pozostałych trzech regionach). Średnia w Stanach Zjednoczonych wynosiła w tym czasie 4,5%.

Zatrudnienie w IT w firmach w obszarze Zatoki San Francisco spadło o 34%, (większy spadek miał miejsce tylko w Austin). W tym czasie w całych Stanach zatrudnienie w sektorze IT spadło o 16%. Spadki zatrudnienia "nad Zatoką" wyniosły odpowiednio 31% miejsc pracy sprzed załamania w produkcji IT, 28% w firmach software'owych, 32% w telekomunikacyjnych i po 50% w firmach ISP, portalach i centrach przetwarzania danych.

W Austin także doświadczono spadku zatrudnienia w IT powyżej jednej trzeciej, dotyczyło ono jednak niemal wyłącznie sektora produkcji. W Portland i w Bostonie spadek także wyniósł powyżej średniej krajowej.

Dwie metropolie informatyczne w miarę dobrze przetrwały załamanie - Wazyngton i Seattle. W Seattle firmy piszące oprogramowanie odnotowały nawet jeszcze 9-proc. zatrudnienia, kompensując tym samym straty w innych działach IT.

Deja vu?

Według opracowania Fed, obecna sytuacja przypomina pod wieloma względami czasy recesji w przemyśle lotniczym w Los Angeles - Long Beach na początku lat 1990. Ówczesne załamanie związane z restrukturyzacją przemysłu zbrojeniowego było jedną z najdłuższych i najgłębszych depresji w historii Kalifornii. Recesja zatrudnienia w LA-LB ciągnęła się przez 44 miesiące i pożarła 513 tys. miejsc pracy (12,3% w stosunku do szczytu zatrudnienia).

Krócej trwające załamanie w obszarze zatokowym (32 miesiące) pochłonęło już także około 10% miejsc pracy. A oznak poprawy sytuacji nie widać.

Wyraźne są jednak i różnice - zatrudnienie w obszarze "nad Zatoką" rosło znacznie szybciej w ciągu dwóch lat boomu niż w czasie koniunktury w LA - LB. Tyle też mniej więcej - 2 lata - zajęło recesji pożarcie wzrostu w obszarze San Francisco i powrót do stanu sprzed boomu, z 1998 roku. W LA-LB wzrost liczby miejsc pracy trwał dłużej, bo 5 lat i tyle samo zajął powrót do stanu z 1985 roku. Po drugie, dane na temat osobistych zarobków dla Kalifornii i zmian wartości nieruchomości w San Francisco sugerują, że w strefie zatokowej spadek zamożności i zarobków był mniejszy niż w LA-LB.

Wreszcie, o ile restrukturyzacja przemysłu obronnego miała charakter trwały i na stałe wpłynęła na gospodarkę LA-LB, to załamanie w IT ma w charakter czasowy. W związku z przeczuwanym powrotem koniunktury, pytaniem o zasadniczym znaczeniu jest raczej czy obszar San Francisco zdoła utrzymać swoją pozycję krajowego centrum produkcji i usług IT.

Co przyniesie przyszłość

Za wcześnie mówić o powrocie dobrych czasów nad Zatokę San Fransisco i odrobieniu strat liczby miejsc pracy. Za takim optymistycznym scenariuszem przemawia jednak kilka czynników. Przede wszystkim zaplecze uniwersyteckie, laboratoria badawcze, wykwalifikowana siła robocza. Ponadto, dane z II kw. br. wskazują że obszar nadal przyciąga znaczące środki kapitału vc na różnych polach, w tym w biotechnologię. Same fundusze vc także mają chyba najgorsze już za sobą. Po trzecie, kilka kluczowych firm IT posiadających swoje kwatery główne odnotowało według ostatnich danych wzrost przychodów. I wreszcie - inwestycje w IT na poziomie krajowym rosną, a prognozy dla tego wzrostu są obiecujące.


Zobacz również