I znów nastał koniec...

Historia lubi się powtarzać i czyni to z niebywała wręcz satysfakcją. Powtórka z rozrywki: Reset padł! Znów nadszedł czas by zastanowić się nad przyczynami upadku czasopism komputerowych, nad ich przeszłością i przyszłością.

Słowo, które ostatnio w branży jest powtarzane bezustannie to recesja. W kraju nastał nowy cykl koniunkturalny, który prawdopodobnie za jakiś czas, może rok lub więcej, minie. Nastanie następny, być może inny, oby lepszy. Tymczasem jednak panuje recesja i nie zapowiada się na jakiekolwiek zmiany.

Charakterystyka tego zjawiska jest prosta. Zamiast się rozwijać branża się cofa. Pisma zmniejszają nakład, redukują koszta. Nie dotyczy to tylko czasopism komputerowych (pomimo iż cierpią najbardziej). Wszystkie pisma, magazyny czy dzienniki padają ofiarą wszechobecnej recesji. Dlaczego? Jedna z teorii głosi, że ludzie po prostu przestają czytać, wpędzają się we wtórny analfabetyzm. Nie jest tajemnicą, że spora cześć społeczeństwa w ogóle nie czyta! Dotyczy to przede wszystkim książek, ale odbija się rykoszetem także na wszelkiego rodzaju tytułach wydawanych cyklicznie.

Póki pismo przynosi choć minimalne zyski - jest dobrze. Gorzej, gdy zaczyna przynosić straty. Jednak... całej winy za upadek czasopism nie można przypisywać recesji. Pojawia się ona co kilka lat, a mimo to część tytułów wciąż dobrze się trzyma i nie ma zamiaru zaprzestać działalności.

Jednym z problemów, który nęka czasopisma o grach jest piractwo. Aby jednak zdać sobie z tego sprawę trzeba sobie uzmysłowić, że zyski pisma nie pochodzą jedynie z jego sprzedaży. Gdyby tak było ceny gazet byłyby bardzo wysokie. Część dochodów pochodzi z reklamy. Dystrybutorzy chcą poinformować potencjalnych nabywców o tym jakie tytuły pojawią się na półkach sklepowych. Jednak na rynku przesyconym piractwem nie opłaca im się tego robić, bowiem potencjalny klient zamiast pójść do sklepu i kupić legalną grę pojedzie w sobotę na giełdę i zapyta przysłowiowego już "Wanię" czy posiada w swojej szerokiej ofercie dany tytuł.

Obecnie jest trochę lepiej. Wielu ludzi docenia kupowanie gier w sklepach. Dostają bowiem finalną jej wersję (w przypadku płyt pirackich są to najczęściej skradzione bety - gra pojawia się na rynku wcześniej niż oryginał, ale za to ma mnóstwo błędów), instrukcję, pudełko, często dodatkowe bonusy (np. w postaci innej gry dołączonej do oryginału, koszulek, kubków...). Mają również świadomość, że zapłacili ludziom za ciężką pracę a nie ich okradli. Mimo tego krzepiącego zjawiska wciąż wielu rodziców woli dać dzieciom 20 zł na pirata niż zapłacić 100 zł za tę samą, lecz kupioną legalnie grę. A to niestety sprawia, że producentom opadają ręce. Starają się przyciągnąć klienta za pomocą ciekawej oferty cenowej, jednak piractwa nie są w stanie zwalczyć. Tak jak - pomimo usilnych starań - nie są w stanie tego zrobić pisma komputerowe.

Co nie podoba się czytelnikom w gazetach o grach? Przede wszystkim chyba tematy nie dotyczące gier. Najczęściej są przeznaczone dla bardziej wymagającego odbiorcy, którego nie interesuje jedynie granie. Do pewnego momentu - ok, tematy takie podobają się, zyskują aplauz. Jednak, gdy dyskusje zaczynają wchodzić w temat zbyt głęboko, gdy dochodzi w takim piśmie do rozmów na tematy np. polityczne, część czytelników się buntuje. Gdyby bowiem chcieli poczytać o walkach pomiędzy ugrupowaniami politycznymi z pewnością kupiliby Wyborczą bądź Politykę. Nie chce być źle zrozumiana, sama bardzo lubię czytać pismo w którym znajduję wszystko to co mnie interesuje, niestety jednak, przesada w tej kwestii nie jest przez czytelników mile widziana. Wytłumaczyć można to poprzez analogię. Czytelniczki pism kobiecych nie byłyby z pewnością zadowolone gdyby coraz większą część ich magazynów zajmowały opisy drużyn piłkarskich, czy dane techniczne najnowszego sprzętu komputerowego.

Następną rzeczą są tłumaczenia. Mogą być niewiadomo jak dobre, fachowe, profesjonalne - i tak się nie spodobają, a z pewnością nie spodobają się bardziej niż podobny tekst napisany własnoręcznie przez członka redakcji bądź współpracownika. Dlatego pisma tłumaczone w całości (mowa nadal o czasopismach o grach) najczęściej nie robią zbyt błyskotliwej kariery. Czytając tekst tłumaczony w czytelniku narasta bunt. Bo niby czemu ktoś kto napisał artykuł poza granicami kraju ma być lepszy od rodzimych redaktorów? Teraz Polska! My też potrafimy dobrze pisać i chcemy to wszystkim udowodnić.

Sprawa najbardziej delikatna - gdy pismo traci swój dawny klimat, klimat starych numerów, świetnych żartów, niepowtarzalnej atmosfery. Dlaczego tak się dzieje? Wiadomo - każde pismo miało kiedyś swoje początki. Każde zaczynało, tworzyło ekipę redaktorów i współpracowników, wydawało pierwsze numery, próbowało przekonać do siebie czytelnika. W końcu zawsze od czegoś trzeba zacząć. Z czasem tamten klimat znika. To naturalne zjawisko i nie da się go uniknąć. Pisma stają się bardziej profesjonalne. Być może nie mają już tak rodzinnego charakteru, może czytelnik czytając nowy numer nie czuje się już tak jak czuł się niegdyś - jak podczas spotkania z dobrymi kumplami. Ciężko już o pisane z niesamowitym rozmachem i poczuciem humoru recenzji, o świeżość zapowiedzi, i tak duży jak niegdyś zapał autorów. Każdy człowiek się wypala. Nawet najlepszy z czasem popada w rutynę.

Pojawia się oczywista sugestia. Wydawca może zawsze wymienić ekipę. Jednak jak dowodzi historia często działa to o wiele gorzej niż pozostawienie starej. Czytelnicy bowiem przywiązują się do redakcji, traktując redaktorów często jak członków własnej rodziny. To właśnie stała redakcja tworzy klimat pisma. I jakikolwiek by on nie był ciężko przestawić się na zupełnie nowe style prezentowane przez nowa ekipę. To tak jakby przestawić się po kilku latach na zupełnie inne pismo.

Na koniec dodać mogę jeszcze jedną sprawę. Multiplatformowość pisma. Mało kto posiada więcej niż jedną platformę na której gra. Owszem, zdarza się, że w domu znajdują się komputer i np. konsola. Pisanie o wszystkich platformach na łamach pisma nie koniecznie musi się podobać. Myślę, że kogoś kto nie posiada GameBoy’a dział na ten właśnie temat nie będzie zbytnio interesował. Czytelnik ciekawy jest tego w co może zagrać na swoim sprzęcie, dlatego też interesować go będzie tylko ta część czasopisma, która właśnie o nim traktuje. Jeżeli więc ma wybór pomiędzy pismem poświęconym tylko jednemu sprzętowi do grania (który posiada) a takim właśnie pismem multiplatformowym to chyba oczywistym jest co wybierze.

Jak wyglądać będzie przyszłość gazet traktujących o cybernetycznej rozrywce? Póki istnieć będzie rynek gier, póty będą o nich pisma. Nie sposób bowiem jest się połapać w natłoku informacji o nowych tytułach, nie sposób wszystkie samemu sprawdzić i stwierdzić która gra jest najlepsza. Wreszcie trzeba również wiedzieć co pojawi się niedługo na rynku i osobiście pograć w demo gry którą sobie gracz upatrzy. Pomimo tych krzepiących rokowań prawda jest jedna. Przetrwają tylko najmocniejsi.


Zobacz również