Idziemy na wycieczkę, bierzemy... smoka w teczkę, czyli wędrówki poza Skyrim

Jak mawia atrakcyjny nord z reklamy Old Spice: "Wszystko jest możliwe gdy pachnie się jak ...nord", albo też gdy użyje się kodu no-clip. Jeden z graczy komputerowych przetestował faktyczne granice świata Skyrim. Nikt nie spodziewał się tego co zobaczył.

Świat Skyrim jest bardzo duży i zwiedzenie całości zajmuje masę czasu. Ja sam mam na liczniku ponad 46 godzin już i nadal tylko skrawek terenu faktycznie zwiedziłem. Są jednak gracze, dla których obszar od razu dostępny to za mało i pragną czegoś więcej. Jeden z nich dotarł do najbardziej wysuniętego na południowy wschód punktu (Stendarr's Beacon), kierował się dalej w tym kierunku, aż natrafił na niewidzialną ścianę. Oczywiście w tym momencie włączył tryb no-clip ignorujący wszelkie ściany i przekroczył granice Skyrim.

Tak oto znalazł się w Morrowind, prowincji znanej z trzeciej części The Elder Scrolls . Jakościowo obszar ten był minimalistyczny, nieco zmniejszony proporcjami, o gorszych teksturach, ale jednak był! Kontynuując swoją wędrówkę dotarł również do Solstheim wyspy znanej z dodatku Bloodmoon do The Elder Scrolls III: Morrowind oraz wpadł w odwiedziny na Cyrodiil, gdzie toczyła się akcja poprzedniej części. Imperial City, odwiedzone przez gracza-turystę widzicie poniżej.

Spekulacje na temat tego dlaczego cały ten obszar jest dostępny w Skyrim są różne. Jedni uważają, iż możemy zakładać dodatki wysyłające nas do znanych odległych krain, inni stwierdzają, iż to czysta zabawa twórców z mapą, by mieć odniesienie do całości kontynentu. Jeszcze inni widzą w tym rękawicę rzuconą przez Bethesdę w kierunku środowiska modderów, które w ten sposób mogłoby próbować odtworzyć tamte krainy na bazie nowego TES Construction Set V. Dodatki były zapowiedziane już jakiś czas temu, więc pozostaje nam poczekać i zobaczyć czy jest choć cień szansy na zwiedzenie starych krain. Osobiście byłbym wdzięczny za powrót na wyspę Solstheim.


Zobacz również