Im lepiej, tym gorzej

Prawidłowość jest taka: im Apple bardziej się stara, tym gorzej mu się powodzi.

Prawidłowość jest taka: im Apple bardziej się stara, tym gorzej mu się powodzi. Jego udział w rynku komputerowym stale topnieje, choć od pięciu lat robi wspaniałe komputery (właśnie, czy ktoś zauważył, że niedawno minęło już dokładnie pięć lat od rozpoczęcia sprzedaży pierwszego iMaca, czyli Bondi Blue, które to zaczęło się szturmem na amerykańskie sklepy i wyprzedaniem całych zapasów w ciągu zaledwie kilku godzin?).

O to jednak do Apple'a nie można mieć pretensji: robi co może, ale mu nie wychodzi. Już wyobrażam sobie Jobsa, który tłumaczy radzie nadzorczej: "Mimo zastosowania przez nas naukowych metod badania potrzeb rynku, konsumenci nie zareagowali tak, jak powinni, to znaczy tak, jak przewidywaliśmy w planie sprzedaży z końca ubiegłego roku". OK, zachowania klientów są nieprzewidywalne, ale ciekawe, czy ktoś w Apple'u zastanawia się nad reakcją konkurencji na rozmaite posunięcia.

Mieliśmy właśnie niedawno okazję obserwować reakcje dwóch firm na poczynania Apple'a na rynku oprogramowania. Microsoft ogłosił, że zaprzestaje prac nad kolejnymi edycjami przeglądarki Internet Explorer na Maca, a Adobe zapowiedziało, że program do montażu wideo Premiere będzie wkrótce dostępny tylko na pecety. Były to może posunięcia nerwowe, ale dające się łatwo usprawiedliwić. Apple od pewnego czasu proponował bowiem użytkownikom własne programy, konkurujące z produktami MS i Adobe: przeglądarkę Safari oraz software edycyjny Final Cut Pro. Komunikat Microsoftu można było nawet uznać za zabawny: szefowa działu produktów na Maca w MS stwierdziła, że Apple ma w takiej konkurencji uprzywilejowaną pozycję, bo produkuje także system operacyjny, więc może lepiej zintegrować oba produkty. W efekcie jego przeglądarka będzie pracować lepiej niż Microsoftu. Takie zarzuty jakoś nie docierały do Microsoftu, gdy rozpoczynał się jego proces o praktyki monopolistyczne. A były one toczka w toczkę takie same. Zastrzeżenia Adobe były podobne i firma wycofała się z rynku, na którym Apple ma konkurencyjny produkt.

Niestety, pozostaje pytanie, czy Apple liczył się z takimi reakcjami, czy też sytuacja go przerosła? Oba koncerny; Microsoft i Adobe to najwięksi producenci oprogramowania na Maki i Apple powinien zabiegać o utrzymanie z nimi dobrych relacji.

I choć ich przedstawiciele zapewniają, że te decyzje nie będą miały wpływu na prace nad innymi produktami makowymi, lepiej żeby Apple dmuchał na zimne. Byłoby prawdziwą katastrofą, gdyby Microsoft zrezygnował z prac nad nowymi wersjami Office na Maca. Tymczasem już w ubiegłym roku wygasła pięcioletnia umowa, która zobowiązywała MS do produkcji tego pakietu w wersji makowej.

Nowej edycji nie widać, Microsoft wkurza się o Safari.

Dziwnym trafem w Redmont do tej pory jakby nie zauważyli istnienia Keynote, czyli applowskiego programu do prezentacji, który całkiem udanie konkuruje z PowerPointem, a PowerPoint, jak wiadomo, stanowi część pakietu Office. Może jednak Gates się w tym nie pokapuje (albo chociaż przez miłosierdzie zacznie udawać, że nie wie, o co chodzi), bo inaczej zostanie nam applowski AppleWorks, o którym można powiedzieć wiele, ale nic dobrego.Zresztą samo zawieszenie prac nad Internet Explorerem dla wielu użytkowników Macintosha będzie oznaczać spore komplikacje. Safari nie działa ani z Mac OS-em, ani z pierwszymi wersjami Mac OS-a X, więc ich użytkownicy mogą przestać się łudzić, że dostaną jeszcze do rąk jakąś nową, szybszą przeglądarkę. Poza tym wystarczy spojrzeć na jakiekolwiek sieciowe statystyki, aby przekonać się, że Explorer dawno stał się sieciowym standardem i z myślą i o jego użytkownikach optymalizuje się większość stron internetowych. Nikt się nie zmartwi, jeśli otworzy taką stronę w Safari i banner z reklamą przesunie się trochę w lewo.

Niestety, optymalizacja może dotyczyć także bezpieczeństwa połączenia. A to oznacza, że jeśli korzystasz ze swojego konta bankowego przez Internet, może okazać się, że żadna transakcja nie zostanie zrealizowana, jeśli nie używasz odpowiedniej przeglądarki.

Na osłodę można sobie znaleźć jednak pocieszające wytłumaczenie całej tej historii. Microsoft - jak twierdzi jeden z analityków - mógł właśnie dokonać oceny swojego zaangażowania na rynku makowym, co doprowadziło do konkluzji, że rozwijanie Explorera na Maca to kiepski biznes, bo produkt jest darmowy, a rynek niewielki. W tej sytuacji lepiej skoncentrować się na tym, co przynosi prawdziwy dochód (a więc Office). Czyli że - jak zwykle w przypadku Microsoftu - chodzi o kasę. Tym razem byłaby to dobra wiadomość. Szkoda, że Premiere nie był darmowy.


Zobacz również