Internet kontrolowany

Podobnie jak w Rosji, Wielkiej Brytanii oraz w Stanach Zjednoczonych, także w i Polsce władze planują wprowadzić w życie przepisy regulujące kwestie "podsłuchiwania" Internetu.

Podobnie jak w Rosji, Wielkiej Brytanii oraz w Stanach Zjednoczonych, także w i Polsce władze planują wprowadzić w życie przepisy regulujące kwestie "podsłuchiwania" Internetu.

Polskie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji planuje kontrolowanie treści przesyłanych przez Internet - projekt specjalnego rozporządzenia "w sprawie szczegółowych wymagań i sposobu wykonywania przez operatorów zadań na rzecz obronności, bezpieczeństwa państwa oraz bezpieczeństwa i porządku publicznego" został już przesłany członkom Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.

Ministerstwo proponuje w nim aby każdy dostawca Internetu w Polsce zainstalował na własny koszt urządzenia, umożliwiające uprawnionym organom (m.in. policji i UOP) przechwytywanie i archiwizację dowolnych informacji przesyłanych w Sieci. Z projektu wynika również, iż providerzy musieliby pokryć wszystkie koszty związane z budowaniem i utrzymaniem tego typu „systemów podsłuchowych”. Obowiązek dotyczyłby zarówno dostawców usług, czyli ISP (Internet Services Provider) jak i dostawców technologii dostępowych - IAP (Internet Access Provider). Wszystkie swoje propozycje MSWiA uzasadnia koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa państwa - celem projektu jest likwidacja przestępstw i patologii w Sieci.

Projekt nie dotyczy tylko dostawców usług internetowych, ale również operatorów sieci telefonii przewodowej i komórkowej. Z tymże operatorzy ci, już od kilku lat udostępniają swoje zasoby na rzecz służb specjalnych na mocy zapisów w otrzymanych koncesjach. Nowe rozporządzenie zostało przygotowane ze względu na wejście w życie nowego Prawa Telekomunikacyjnego. Akt ten jest na razie w fazie opracowań wewnętrznych i konsultacji międzyresortowych a jego ewentualne wejście w życie wymagać będzie porozumienia MON, Ministerstwa Sprawiedliwości, Ministerstwa Finansów i innych instytucji. W przypadku akceptacji projektu stosowne rozporządzenie wyda Ministerstwo Łączności, które zobligowane jest do tego prawem telekomunikacyjnym.

Ogromne wydatki

Najwięcej emocji wśród dostawców Internetu wzbudza fakt, iż musieliby oni sami pokryć wszystkie koszty związane z budowaniem i utrzymaniem infrastruktury pozwalającej podsłuchiwać Internet. „Sam pomysł nie podoba nam się, gdyż jest to forma cenzury. Nasza firma nie chce wydawać pieniędzy na takie rzeczy” – uważa Marcin Królak, dyrektor handlowy w firmie C.R. Media. Wątpliwości, co do kwestii finansowania pomysłu ma także prawnik NASK, Artur Piechocki – „w razie wprowadzenia przez organy państwowe kontroli Sieci, jej finansowanie powinno być realizowane przez te organy a nie przez operatorów. Koszty wykonania danej czynności powinny obciążać podmiot, który żąda jej wykonania”.

Przedstawiciele dużych firm internetowych uważają, że jeśli rozporządzenie wejdzie w życie po prostu będą zmuszeni dostosować się do niego. Gorzej wygląda sytuacja z firmami średnimi i małymi, które nie będą w stanie realizować jego założeń ze względu na związane z tym wydatki. Nasuwa się pytanie o sens obciążania operatorów dodatkowymi kosztami działalności w sytuacji rozwijającego się jeszcze rynku usług internetowych w Polsce. „Dla dostawców usług internetowych projektowane wymagania będą bardzo trudne, jeżeli wręcz niemożliwe do zrealizowania i spowodują konieczność zaniechania takiej działalności przez słabsze kapitałowo podmioty” – uważa Wacław Iszkowski, prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Tym samym zamiast zwiększać konkurencyjność na rynku, nastąpi "urzędowe" jej ograniczenie.

Internauci uważają, że projekt może zniechęcić wiele ludzi do korzystania z Sieci, gdyż dotychczas jedną z głównych zalet Internetu była prywatność. „Kontrola sieci przez jakąkolwiek instytucję, jest sprzeczna z samą ideą Internetu. Gdyby nie brak cenzury, Internet by nie powstał” – uważa Katarzyna Halicka, specjalista od public relations w Wirtualnej Polsce.

Mała skuteczność

Nie wiadomo czy nasze służby specjalne dysponują odpowiednimi technologiami umożliwiającymi przeglądanie tak ogromnej ilości danych przepływających przez sieć. „Mam duże wątpliwości czy nasze organy ścigania (policja, UOP) sprostają wymaganiom, jakie przedstawią się przy nowych technologiach” – twierdzi Olaf Gajl, prezes firmy Polska OnLine. Tym samym organy te również zmuszone będą do poniesienia kosztów, aby korzystać z nowych możliwości wynikających z niemal nieograniczonego dostępu do informacji przepływających w Sieci. Providerzy zgodnie twierdzą, że taka ilość danych jest po prostu niesprawdzalna. Jeśli uznać, że nazwa strony, pliku, czy nawet pojedynczego obrazka niczego nie sugeruje i łatwo ją zmienić, należałoby obejrzeć w sieci wszystko a to jest po prostu niewykonalne. „Przy tak olbrzymich ilościach danych przepływających przez serwery, wykorzystanie tego systemu do walki z przestępczością będzie minimalne – uważa Olaf Gajl. Dane od większości małych operatorów wykorzystywane będą raz na kilka lat, lub w ogóle. Koszty poniesione na przejęcie i archiwizację danych okażą się niepotrzebne”.

"Jeżeli przestępca ma naprawdę coś do ukrycia nie korzysta z Internetu. Przestępstwa popełniane w Internecie uważam za mało szkodliwe społecznie" – twierdzi Marcin Królak z firmy Polbox. Specjaliści twierdzą, że ewentualna walka z przestępczością w Internecie powinna wyglądać zupełnie inaczej. "Nie należy kontrolować internautów, którzy tylko korzystają z Sieci (odwiedzanie stron). Ewentualna kontrola powinna obejmować tych, którzy tworzą Internet, czyli głównie osoby zakładające strony” – uważa Piotr Piszczek, dyrektor działu projektów multimedialnych w firmie Zig-Zag. Podobne rozwiązanie problemu przestępstw w sieci proponuje Wacław Iszkowski, który uważa, iż "nie należy korzystać z metod śledzenia użytkowników, ale raczej instalować taki sprzęt i oprogramowanie, które uniemożliwiałoby nielegalne działania. Niewiele jest bowiem pożytku ze złapania e-włamywacza, gdy już wcześniej dokonał e-włamania i ukradł lub zniszczył zasoby danych".

Jednak organy ścigania z pewnością skorzystają z możliwości przechwytywania informacji. „Jeżeli ustawodawca przyjmie takie przepisy, nasi funkcjonariusze chętnie skorzystają z pojawiających się uprawnień. Rozporządzenie takie ułatwi nam walkę z przestępczością w Internecie” – uważa Magdalena Kluczyńska, rzecznik prasowy Urzędu Ochrony Państwa.

Wątpliwości prawne

Niektórzy specjaliści uważają powstający projekt za martwy przepis. „Nie wszyscy zastosują się do nowego przepisu, gdyż koszty mogą okazać się za duże. Spowoduje to niezdrową konkurencję na rynku dostawców Internetu w postaci donosów” – twierdzi Olaf Gajl, prezes firmy Polska OnLine. Wiele kontrowersji wzbudza również treść paragrafów 4 i 7, z których wynika, że Polska chce wprowadzić rozwiązania znacznie wykraczające poza międzynarodowe standardy normatywne w tej dziedzinie. „ISP mieliby archiwizować cały ruch internetowy przechodzący przez ich serwery i to na czas z góry nie określony. Jest to rozwiązanie sprzeczne z ustaleniami Komitetu Ekspertów Rady Europy i projektem konwencji dotyczącej ścigania przestępstw w cyberprzestrzeni” – twierdzi Andrzej Adamski, członek Komitetu Rady Europy ds. Cyberprzestępstw (PC-CY).

W innych krajach po wprowadzeniu w życie podobnych przepisów, nastąpiła fala krytyki ze strony organizacji ochrony praw obywatelskich. „Z pewnością rozwinie się jeszcze dyskusja, czy takie rozporządzenie nie narusza praw do prywatności oraz tajemnic handlowych w związku z kontrolą informacji przekazywanych sieciami” – uważa Artur Piechocki, prawnik NASK. Nie wiadomo także jeszcze, jakie konsekwencje grożą operatorom w razie niedostosowania się do przepisów rozporządzenia i jakie konsekwencje poniosą dostawcy usług, którzy nie będą mogli wywiązać się z zobowiązań wobec swoich klientów. Wprowadzenie rozporządzenia w obecnej postaci może spowodować zakończenie działalności większości małych firm - ich klienci nie będą mogli wyegzekwować zobowiązań wynikających z umów, gdyż firmy te nie będą już istniały.

Projekt rozporządzenia z pewnością będzie jeszcze modyfikowany. „Zbieramy wszelkie uwagi i korzystamy z opinii na temat wad i zalet projektu rozporządzenia. Zapis końcowy postaramy się tak opracować, aby zapewnić bezpieczeństwo obywatelom, uwzględniając jednocześnie interesy operatorów sieci” - twierdzi Zbigniew Tadeusiak, dyrektor departamentu spraw obronnych w Ministerstwie Łączności. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że kolejne wersje tego rozporządzenia będą przygotowywane w konsultacji ze środowiskiem operatorów i dostawców usług internetowych oraz, co jest równie ważne, z organizacjami zajmującymi się ochroną praw obywatelskich.


Zobacz również