Jak "Windows fanboy" Linuksa testował

Jestem użytkownikiem Windows i nie czuję palącej potrzeby przesiadki na inne systemy operacyjne. Zwolennicy Linuksa podkreślają, że jest to system przyjazny, prosty w obsłudze, bezawaryjny i na dodatek darmowy. Nigdy nie miałem z nim do czynienia, postanowiłem więc w ramach próby przesiąść się na jakiś czas na Linuksa i spróbować robić dokładnie to samo na co pozwalał mi system Microsoft. Nie zamierzam wykazywać wyższości któregokolwiek z systemów, opiszę jedynie wrażenia z pierwszej pracy z Linuksem z punktu widzenia zwykłego, szarego użytkownika.

Marcin Jaskólski

Swoją przygodę z Windows zacząłem od wersji 98. Przelotnie miałem do czynienia z Millenium i kilkukrotnie robiłem podejście do Windows 2000. XP pozwolił mi uwierzyć, że Windows wcale nie musi się tak często wieszać. Po premierze Visty przesiadłem się na nią bez większego entuzjazmu. Zbiegło się to z wymianą komputera na nowszy - nie po to przecież kupowałem kartę graficzną z obsługą DirectX 10, żeby z niej nie korzystać. Lepsza obsługa procesorów wielordzeniowych niż w przypadku XP również nie była bez znaczenia. Po instalacji SP1 okazało się, że jest to system stabilny, a liczbę jego zawieszeń od tego czasu mogę policzyć na palcach jednej ręki. Nie zamierzam tu bynajmniej rozpływać się w pochwałach dla systemu giganta z Redmond, bo każdy kto twierdzi, że jest to system idealny, powinien szybko udać się do specjalisty i nie chodzi mi tu bynajmniej o serwis komputerowy. Wizerunek Windows powinien nieco poprawić Windows 7, który w stosunku do Visty nie tylko został odchudzony, ale jego 64-bitowa wersja w końcu ma realne szanse na wyparcie 32-bitowych reliktów.

Zwolennicy obu systemów, nie pałają do siebie miłością - Źródło: TechBizConnection

Zwolennicy obu systemów, nie pałają do siebie miłością - Źródło: TechBizConnection

Nie planuję rychłej zamiany systemu operacyjnego, bo Windows spełnia moje podstawowe potrzeby. Gdy zamierzam kupić do komputera dodatkowy sprzęt, nie muszę się zastanawiać, czy jego producent udostępnił sterowniki pod Windows, bo jest to oczywiste (przynajmniej jeśli chodzi o 32-bitowe wersje). Pod Windows znajdę potężną bazę oprogramowania, w tym niezliczoną ilość gier, a możliwość sięgnięcia po najnowsze produkcje jest dla mnie istotna. To właśnie na ten system powstaje najwięcej produkcji rozrywkowych i on umożliwia mi podziwianie w akcji świeżych nowinek technologicznych. Tym niemniej nie należy się ograniczać. Może faktycznie system Microsoftu nie jest mi potrzebny do szczęścia, a wszystkie trapiące mnie niegodności związane z jego używaniem znikną gdy tylko sięgnę po darmowego Linuksa? Postanowiłem zweryfikować to empirycznie - na jakiś czas odstawić Windows i zainstalować OS spod znaku pingwina.

Pierwszym wyzwaniem był oczywiście wybór dystrybucji. Mogłem wybierać pomiędzy Debianem, Fedorą, Gentoo, Knoppiksem, Mandrivą, PCLinuxOS, Red Hat Enterprise, Sabayon, SimplyMEPIS, Slackware, SUSE i Ubuntu. Wizyta na kilku stronach upewniła mnie, że powinienem sięgnąć po Ubuntu, który jest polecany dla początkujących użytkowników. Podróż w świat pingwinów rozpocząłem od polskiej strony Ubuntu, gdzie znalazłem dział Start z Ubuntu.

Windows i Linux w jednym stali domu

Windows i Linux w jednym stali domu

Dowiaduję się, że nie muszę rezygnować z Windows. Mogę równolegle zainstalować Ubuntu i korzystać z obu systemów. Jako człowiek z natury leniwy postanowiłem skorzystać z instalatora Ubuntu pod Windows o nazwie Wubi, który uruchomiony pobiera po prostu całą dystrybucję i instaluje ją jako alternatywny system. Wrodzona ostrożność nie pozwala mi instalować Ubuntu na moim domowym systemie, ale wykorzystuję do tego starego twardziela, który dzielę na dwie partycję, z czego na pierwszej instaluję Windows.

Przed instalacją Linuksa przeglądam stronę Ubuntu.pl, a także próbuję zorientować się o dostępności sterowników posiadanego przeze mnie sprzętu. Instrukcja na stronie firmy Brother nieco zbija mnie z tropu. Wedle informacji zawartych na stronie, instalacja sterowników pod Linuksa powinna wyglądać następująco:

Wydawało mi się, że czasy obowiązkowego wykorzystywania konsoli użytkownicy Linuksa mają już za sobą, a wszystko wygląda podobnie jak w Windows. Nieco skonfundowany odkładam kwestię sterowników na bok. Może Ubuntu rozwiąże za mnie ten problem.


Zobacz również