Jak wybrać dobrą szkołę?

Szkół fotograficznych przybywa w błyskawicznym tempie i duża w tym zasługa popularyzacji fotografii cyfrowej. Coraz trudniej zorientować się, które z nich oferują naukę na przyzwoitym poziomie, a które tylko dobrze się reklamują... Którą wybrać?

Szkół fotograficznych przybywa w błyskawicznym tempie i duża w tym zasługa popularyzacji fotografii cyfrowej. Coraz trudniej zorientować się, które z nich oferują naukę na przyzwoitym poziomie, a które tylko dobrze się reklamują... Którą wybrać?

Olbrzymi "boom" na szkoły fotograficzne to zjawisko bardzo świeże i dla wielu osób z branży jednak zaskakujące. Praktycznie nikt z naszych rozmówców - specjalistów z branży - nie potrafił odpowiedzieć na pytanie: dlaczego właśnie teraz nastąpił taki ich wysyp? Fakt pozostaje faktem - szkół jest bardzo dużo. Dla Danuty Konarzewskiej (warszawska Artystyczna Policealna Szkoła Zawodowa - Studio Sztuki) obraz ten daleki jest jeszcze od ideału. Za przykład stawia miasta amerykańskie, gdzie nawet w małych miejscowościach są przeróżne szkółki, ogniska, świetlice liczone w tysiące, w których mieszkańcy mogą realizować swoje pomysły. Rzeczywiście, z tej perspektywy jesteśmy ciągle "Kopciuszkiem", jednak w porównaniu do tego, co było klika lat temu, można dostać zawrotu głowy od bogactwa propozycji.

Zajęcia związane z fotografią na uczelniach artystycznych pojawiły się stosunkowo niedawno. Pionierem pod tym względem była krakowska ASP, której katedra fotografii w ub.r. obchodziła 20-lecie. Nikt jednak nie ma wątpliwości, że obecnie prym wiedzie jednak ASP w Poznaniu. Poza tą placówką możemy także mówić o silnych ośrodkach w Gdańsku, Wrocławiu czy Łodzi. Jednak to nie w tych szkołach dziś bije tętno rozwoju zainteresowania fotografią.

Po pierwsze: praktyka czy teoria?

Prace słuchaczy Akademii Fotografii w Warszawie. Warsztaty z martwej natury prowadzone przez Pawła Żaka. Temat: Spotkanie.

Prace słuchaczy Akademii Fotografii w Warszawie. Warsztaty z martwej natury prowadzone przez Pawła Żaka. Temat: Spotkanie.

Niszą rynkową, która teraz tak dynamicznie się rozrasta, są w rzeczywistości szkoły pomaturalne. I tu pojawia się nasz pierwszy dylemat. Izabela Jaroszewska, dyrektor Europejskiej Akademii Fotografii, mówi, że najważniejsza linia podziału w kształceniu w zakresie fotografii przebiega obecnie między zdobyciem odpowiedniej praktyki zawodowej a ubieganiem się o wyższe wykształcenie fotograficzne oferowane przez wyższe uczelnie artystyczne. Jest ono w głównej mierze teoretyczne. Alternatywa wygląda więc banalnie: papier czy praktyka? W tym zawodzie nikt raczej nie pyta o to, kto, jaką uczelnię skończył, tylko prosi o przedstawienie własnego portfolio. Dobre zdjęcia otwierają drzwi do dobrej pracy, ich braku lub słabości nie zrekompensuje nawet tytuł magistra czy licencjata. EAF może poszczycić się tym, że jak podaje ok. 20% absolwentów z miejsca dostało pracę w szanowanych agencjach lub tytułach prasowych. Dlatego ważną rzeczą jest, aby zawczasu pomyśleć nad tym, jaki cel stawiamy sobie, wybierając się do szkoły. Czy mamy potrzeby praktyczne, czy też bardziej interesują nas teoretyczne aspekty fotografii? W tym drugim przypadku oferta wyższych uczelni jest jak najbardziej na miejscu.

Warto też wiedzieć, że mimo iż obecnie nawet wśród kandydatów najpopularniejszymi aparatami są cyfrówki, praca z nimi zaczyna się zazwyczaj dopiero na drugimi roku nauki. Kto myślałby więc o nauczeniu się tylko posługiwania sprzętem cyfrowym, ten może napotkać na bariery nie do przeskoczenia. Pierwszy rok bowiem to niezmienne ABC fotografii - sprzęt analogowy, praca w ciemni i nauka tradycyjnych technik obrazowania. Im tego więcej, tym lepiej - z takiego założenia wychodzą nauczyciele. Im bowiem lepsza umiejętność pracy ze sprzętem analogowym, tym większa szansa na to, że aparat cyfrowy nie wyręczy we wszystkim autora, lecz pozostawi mu pole do twórczości.

Po drugie: warsztat i zaplecze dydaktyczne

Nie każdy jednak myśli tylko o fotografii w kontekście pracy zarobkowej. Gros ludzi w szkołach to pasjonaci lub hobbyści. Często zdarza się, że chwytają za aparat, bo posługiwanie się nim wydaje się być prostą drogą do pierwszych przeżyć artystycznych. Z czasem jednak odkrywają, że są to tylko złudzenia. Zrobić dobre zdjęcie, różniące się od tysięcy zdjęć nijakich, to prawdziwa sztuka. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że aparat trzeba dobrze poznać. Jest on narzędziem, którego "udział" w pracy fotografa oceniany bywa często na 50%. Trzeba poznać budowę, sposób kadrowania, grę światłem i wiele innych podstawowych zagadnień, które pozwolą nam w miarę pewnie czuć się z nim w dłoni. Decydując się na szkołę fotograficzną, warto zorientować się w jej bazie sprzętowej. Jak wygląda ciemnia, ile jest stanowisk, czy dostęp do niej jest dowolny, czy nie jest aby przypadkiem podnajmowana w innym miejscu, jak wyposażone są pozostałe pracownie? Nie bez kozery będzie też pytanie o bibliotekę szkoły i zapoznanie się z jej zawartością. Dobre albumy, periodyki fotograficzne, literatura fachowa - to wszystko wbrew pozorom wcale nie jest tak łatwo dostępne.

Po trzecie: osobista deklaracja

Bardzo ważną sprawą jest też rozpoznanie własnych głębszych potrzeb. To temat szczególnie delikatny, bo dotyka osobowości człowieka. To chyba w tym miejscu trzeba sobie postawić pytanie o to, czym fotografia jest dla nas osobiście - jaki jest nasz stosunek do niej? Anna Czajkowska, tegoroczna absolwentka kursów organizowanych przy Związku Polskich Artystów Fotografików, mówi, że odnalazła w fotografii sposób na wyrażenie własnych, osobistych reakcji na wydarzenia, jakie niesie życie. Opowiada o sesji zdjęciowej realizowanej w jednej z rzeźni: - "To był sposób na pokonanie własnego lęku wobec zwierząt i krwi. Czułam, że muszę się z tym zmierzyć". Z tą wypowiedzią w pełni korelują słowa Andrzeja Zygmuntowicza, jednego z najlepszych polskich fotografików, którego zdaniem dla wielu z nas przekaz w formie obrazu wydaje się dziś być często łatwiejszą formą komunikacji niż słowa - "Ludzie chwytają za aparat coraz częściej z potrzeby rozładowania nawarstwiających się w nich emocji, próbując wyrazić i rozładować stany, jakie w nich mają miejsce. Bywa jednak tak, że zapominają poddać odbiorcy jakiś klucz do zrozumienia swego przekazu".

Również Janusz Lirski ze ZPAF-u uważa, że coraz częściej wokół nas można zaobserwować zjawisko, iż aparat staje się "protezą" dla osoby fotografującej. Zamiast oryginalności rzuca się w oczy raczej automatyzm w wykonywaniu zdjęć. Dlatego z najwyższym uznaniem wyraża się o otwartości młodych twórców takich jak Anna Czajkowska, dla których fotografia staje się czymś więcej niż tylko techniką: - "Fotografia jest dla nich również sposobem życia, który niesie w sobie inną wrażliwość postrzegania świata".

Po czwarte: szukanie mistrza

Zygmuntowicz i Lirski nie mają żadnych wątpliwości - fotografia jest działaniem twórczym człowieka. Zawiera w sobie jakaś tajemnicę. Nie da się jej zmierzyć "mędrca szkiełkiem i okiem". Ale do tego trzeba nie tylko specyficznej wrażliwości, o której już wspomnieliśmy, ale także dobrych wzorów. Niemal każda szkoła chwali się, że współpracuje z uznanymi artystami. Wiadomo, kontakt z Wielkimi fotografii to okazja do tego, by skorzystać z rady najlepszych fachowców w branży. Wybierając się do szkoły fotograficznej, powinniśmy się zorientować, jacy fotograficy współpracują z daną placówką oraz - co szczególnie istotne - jak często przyjeżdżają na zajęcia. Tajemnicą poliszynela jest bowiem, że są szkoły, które wśród wykładowców wymieniają nazwiska osób, które odwiedzają szkołę tylko sporadycznie - np. podczas prac plenerowych lub dyplomów.

Danuta Konarzewska ubolewa, że u wielu osób, które chcą się zajmować fotografią, poziom wiedzy na jej temat jest bardzo niski. Wtóruje jej Andrzej Zygmuntowicz, który odradza naukę fotografii osobom, które nie posiadają wyobraźni plastycznej. Trudno przewidzieć, czy ktokolwiek posłucha tej rady. Sytuacja na rynku szkolnym pokazuje raczej coś odwrotnego. Kto tylko może, szturmuje szkoły. Zdarza się jednak potem, że uczniowie mają pretensje do swych wykładowców, bo spodziewali się czegoś innego niż im zaproponowano. Dlatego mamy jeszcze jedną radę: nie należy zapoznawać się z ofertą szkół tylko na podstawie tego, co o sobie mówią, ale po prostu wybrać się z wizytą do tych, które nam najbardziej odpowiadają na mały rekonesans. Najlepiej uczynić to w ciągu okresu nauki. Wtedy istnieje największa szansa, aby dowiedzieć się szczegółów od starszych uczniów lub spotkać absolwentów. Równie istotną korzyścią takiego działania będzie możliwość zapoznania się z bazą szkoły oraz zorientowanie się, czy np. uczniowie mają możliwość wystawiania na bieżąco swoich prac w jakiejkolwiek galerii.

W szkolnictwie fotograficznym panuje teraz "wolna amerykanka". Dlatego postulat Mateusza Romaszkana z Akademii Fotografii, by szkoły zwarły swe szyki w walce o stworzenie jednolitego programu dotyczącego zawodu - fotograf, wydaje się dziś być mało realny. Specjaliści twierdzą, że część szkół nie wytrzyma na dłuższą metę silnej konkurencji. Każda ze szkół jest dziś bardziej zajęta utrzymaniem lub umocnieniem swej pozycji niż myśleniem w kategoriach działań wspólnych, korporacyjnych.


Zobacz również