Japońska organizacja od kuchni

Sieć restauracji Global Dining zrewolucjonizowała japońskie podejście do zarządzania pracownikami.

Goszczące w Tokio ważne osobistości zazwyczaj odwiedzają tradycyjne japońskie restauracje ryotei, w których kobiety w tradycyjnych kimonach podają sake i tradycyjne japońskie dania. Tegoroczna wizyta George'a Busha uczyniła drobny wyłom w tej tradycji. Premier Junichiro Koizumi, dbając o zachowanie swojego populistycznego wizerunku, zaprosił go bowiem do modnej restauracji Gonpachi - piszą autorzy z The Economist w artykule "Food for thought".

Był to niewątpliwie wielki dzień dla Kozo Hasegawy, założyciela sieci Global Dining, do której należy Gonpachi. Jest to sieć popularnych restauracji, które oferują dobre jedzenie po umiarkowanej cenie i są czynne do późna. W ramach przymiarek do międzynarodowej ekspansji, kilka lokali otwarto również w USA.

Restauracje mają nietuzinkowy wystrój - np. jedna z nich stylizowana jest na gotycki zamek, inna przypomina dyskotekę z lat 70. Jednak największym atutem sieci są wydajni i profesjonalni pracownicy, traktowani w bardzo niekonwencjonalny dla japońskich przedsiębiorstw sposób. W 1983 roku, w dziesięć lat po rozpoczęciu działalności, Kozo Hasegawa stwierdził, że tradycyjny patriarchalny japoński system zarządzania restauracjami powoduje, że odpływają z nich klienci i pieniądze. Firma, której roczna sprzedaż kształtuje się obecnie na poziomie 98 mln USD, wprowadziła system opierający się na silnej konkurencji wewnątrz zespołu, oraz systemie nagród i kar, systemie który mógłby zaszokować nawet pracowników amerykańskich, nie mówiąc już o japońskich.

Większość, spośród liczącego 1400 osób, zespołu zatrudniana jest początkowo w niepełnym wymiarze godzin. Zazwyczaj są to 20-latkowie, otrzymujący minimalną płacę. Aby dostać podwyżkę młody pracownik musi uzyskać poparcie większości swoich współpracowników na jednym z regularnie odbywających się zebrań. Osoba nieodporna na krytykę nie przejdzie tej próby, gdyż koledzy zwykli na zebraniach omawiać bardzo szczegółowo wady i zalety delikwenta. Takie zebranie dla tradycyjnych japońskich pracowników, pasywnych i unikających wszelkich bezpośrednich konfrontacji, musi być szokujące.

Życie w Global Dining wcale nie staje się łatwiejsze na wyższych szczeblach drabiny kariery. Podwyższenie sprzedaży, podstawowe zadanie kierowników restauracji, jest ciężkie w dobie złej koniunktury gospodarczej. Złe wyniki oznaczają dla kierownika natychmiastową degradację, sukces zaś - równie szybką nagrodę. Naonobu Takashima, 25-letni szef restauracji La Boheme (o wystroju imitującym europejski średniowieczny zamek), został zatrudniony w 2001 roku jako kelner, na kilka godzin dziennie. Za godzinę dostawał 7 USD. Pół roku później awansował. Teraz zarabia 7 razy więcej niż na początku kariery i jest to tempo niesłychane w Japonii.

Jednak błyskotliwa i błyskawiczna kariera 25-letniego kelnera wzbudziła wiele kontrowersji. Po programie telewizyjnym z jego udziałem, wielu japońskich biznesmenów, którzy przez całe życie powoli i z mozołem pięli się w górę w swoich korporacjach, uznali jego sukces za niemożliwy do zaakceptowania, czemu dawali wyraz np. na stronach internetowych.

Jednocześnie specyficzna kultura firmy Global Dining zyskuje sobie wpływowych admiratorów. Szefowie niektórych koncernów wysyłają tam swoich najmłodszych pracowników, aby przeszli trening w sieci restauracji.

Global Dining wykształciło armię wysoko wyspecjalizowanych fachowców, wyćwiczonych w zarządzaniu restauracjami. Pracownicy sieci stanowią łakomy kąsek dla konkurencji. Nawet ci, którzy zostali z firmy wyrzuceni, szybko i bez większych problemów znajdują nową posadę.

Rotacja jest zresztą spora. Gdy Global Dining weszło w 1999 roku na giełdę nastąpił istny exodus kadry kierowniczej - jedna czwarta spieniężyła otrzymane udziały w firmie, aby założyć swoje własne restauracje. Firma nie tylko straciła kilka gwiazd, ale zyskała groźnych konkurentów.

Zakończenie tej historii również zapowiada się nietypowo jak na Japonię. 52-letni Kozo Hasegawa, zamierza po raz kolejny sprzeciwić się japońskiej tradycji i zamiast w momencie odejścia na emeryturę pozostawić firmę w rękach kogoś z rodziny, chce ogłosić na swoje miejsce konkurs.


Zobacz również