Jedenaste: nie wyrzucaj

Która z używanych na co dzień rzeczy najbardziej szkodzi środowisku? Nie samochód i nie lodówka. Największy wróg lasów równikowych stoi na biurku.

Która z używanych na co dzień rzeczy najbardziej szkodzi środowisku? Nie samochód i nie lodówka. Największy wróg lasów równikowych stoi na biurku.

To nie żart. Wyniki badań prowadzonych na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio, które opublikowano na początku marca, mogą wprawić w osłupienie. Do produkcji przeciętnego peceta wraz z 17-calowym monitorem zużywa się 1,8 tony surowców: wody, paliw i najrozmaitszych chemikaliów. Jak policzyli skrupulatni Japończycy, samych paliw potrzeba około 40 kg, czyli mniej więcej dziesięć razy więcej niż waży finalny produkt. To szokujące dysproporcje, zwłaszcza w porównaniu z innymi urządzeniami.

Budowa samochodu czy lodówki, których czepiliśmy się na początku, pochłania tyle paliwa, ile waży sam produkt.

Wydawać się może, że potem jest już tylko lepiej: komputer wyjeżdża z fabryki i potem już nikomu ani niczemu nie szkodzi.

Niby tak, ale od grzechu pierworodnego uwolnić się nie sposób. "Życie" lodówki jest dłuższe niż komputera. Pobiera ona energię z sieci przez dłuższy czas. Mimo to, uwzględniając energię potrzebną do wyprodukowania obu urządzeń, komputer i tak okazuje się bardziej prądożerny.

Im bardziej wyrafinowane stają się pecety, tym większe stanowią zagrożenie dla środowiska. Procesory buduje się w sterylnych warunkach. A konieczność utrzymania rygorystycznej czystości w całym ciągu produkcyjnym, powoduje coraz większe zużycie paliw i wody. Dziś do wytworzenia kości pamięci, która waży dwa gramy, potrzeba 1,3 kg paliw i materiałów. To już 650 razy tyle, co produkt. Biorąc pod uwagę, że do tej pory na świecie sprzedano około miliarda komputerów i co roku produkuje się ich 130 mln, straty ekologiczne muszą być ogromne.

Te badania mogą mieć gigantyczne znaczenie dla całego przemysłu komputerowego. Można się wręcz spodziewać, że ich efektem będą zmiany nie tylko w sposobach produkcji, ale także w konstrukcji samych komputerów. Jest to tym bardziej pewne, że w przypadku komputerów słabo sprawdza się recykling (choć oczywiście jest mocno promowany; Unia Europejska już od przyszłego roku będzie wymagać przetwarzania zużytych komputerów).

Producenci z komputerowego złomu najczęściej odzyskują same metale, rzadko tworzywa sztuczne, w ogóle nie zawracając sobie głowy całymi elektronicznymi bebechami peceta, których produkcja pochłonęła najwięcej materiałów i energii. Dlatego możemy się spodziewać, że niedługo na producentów mogą zostać nałożone pewne obowiązki dotyczące utylizacji komputerowych odpadów. Można się też spodziewać wzrostu cen pecetów, jeśli producenci już w momencie sprzedaży zostaną obciążeni kosztami złomowania i recyklingu sprzętu - takie rozwiązanie funkcjonuje w wielu krajach w przypadku samochodów, zastanawiano się nad nim także u nas.

Ale japońskie badania pokazują, że recykling przynosi bardzo wątłe korzyści. Rozbudowa komputera i przedłużenie cyklu jego życia daje dwudziestokrotnie większe oszczędności energetyczne niż przetworzenie. Możemy się więc spodziewać, że producenci zaczną konstruować komputery tak, byśmy chcieli używać ich latami, a nie wyrzucać. To niezgodne z logikąĘbiznesową, ale w ten sposób unikną kar za złomowanie sprzętu.

Co się zmieni? Komputery będą miały o wiele większe możliwości rozbudowy niż obecnie. To oznacza, że muszą mieć odpowiednio dużo wolnych złączy, ale także miejsca w środku, byśmy mogli dodawać nowe układy i urządzenia. Uproszczony zostanie dostęp do wszystkich elementów i podzespołów. Zapewne zmieni się sposób ich montażu, tak aby można je było z dziecinną łatwością wyjąć i zamienić na nowszą część. Ale przede wszystkim możemy spodziewać się, że wzrośnie rola standardów: komputery staną się bardziej zunifikowane. Użytkownik komputera nie będzie musiał zastanawiać się, czy kupić procesor ze 174 nóżkami, czy tylko ze 128, bo wszystkie będą ich miały tyle samo lub przynajmniej wszystkie będą pasować do jednego typu gniazda.

Dlatego komputerów będziemy używać dłużej. Chętniej też będziemy kupować urządzenia używane. Już widzę kolejną kampanię reklamową Apple'a. Luzak, stary żółw z filmu "Gdzie jest Nemo", zachwala pierwszego iMaca w kolorze bondi blue: dwadzieścia pięć lat i ciągle na fali!


Zobacz również