Jestem za

Z Kazikiem Staszewskim rozmawia Olo Sawa.

Z Kazikiem Staszewskim rozmawia Olo Sawa.

O.S.: Chciałbyś sprzedawać płyty nagrane w mp3?

foto: Andrzej Gieorgiew

foto: Andrzej Gieorgiew

K.S.: Doskonale zdaję sobie sprawę, że to, co robimy teraz nagrywając i sprzedając muzykę na krążkach kompaktowych, trwa moment, jest już niemalże archaizmem. Paradoksalnie jednak, propozycja technologiczna w postaci standardu mp3 też wydaje się lekko nieświeża.

Mp3 przy wszystkich swoich zaletach - kompresji 10:1, łatwej dystrybucji i możliwości docierania z konkretnym kawałkiem do konkretnego człowieka - jest ersatzem. Nikt bowiem mi nie wmówi, że muzyka na tym nie traci. Spece twierdzą co prawda, że tego, co ucina konwersja do formatu mp3, nie jesteśmy i tak w stanie usłyszeć, ale ja wiem swoje. Być może nie jesteś w stanie usłyszeć przejść tonalnych na walkmanie, ale sprzęt audiofilski nie zna tolerancji.

Pytanie, co się stanie z CD? Pewnie powstanie jakieś towarzystwo przyjaźni płyty kompaktowej, a ludzie będą kupować srebrne krążki na podobnej zasadzie jak teraz kupują winyle. Sam słucham winyli, bo mają ciepły, miękki dźwięk. Ale takich jak ja jest może 1000, może mniej. Za parę lat zbierze się grupa entuzjastów CD, gdyż reszta będzie ściągać kawałki z sieci.

Droga ta natomiast na pewno nie będzie wiodła przez mp3. Pojawi się raczej coś innego, dającego i lepszą kompresję, i lepszą jakość niż dzisiejsze propozycje koncernów komputerowych. Nie wiem, co wymyśli Gates z Wozniakiem. Nie wiem, choć jestem spokojny, że coś wymyśli. Znajomy, który siedział za Oceanem, mówił mi ostatnio, że w laboratoriach Microsoftu czy Apple'a tworzy się teraz rzeczy, od których boli głowa. A nie sprzedaje się ich tylko dlatego że trzeba sczyścić magazyny.

O.S.: Sprzedawałbyś muzykę w sieci?

K.S.: I tak sprzedają ją piraci. Po co mam się mieszać... Poważnie mówiąc wiem, że Internet na razie jest luksusem. Tak samo komputery. I to jest jedna z barier, która staje na przeszkodzie sprzedaży moich kawałków czy utworów Kultu w sieci. Co z tego bowiem, że wystawię sklep z moimi płytami, kiedy kupi je 100 osób? Ale nie jest to jedyna przeszkoda. Drugą jest powszechna, postkomunistyczna mentalność Polaków, którzy uważają, że dobra niematerialne nie są czyjąś własnością. Można je skopiować, dać koledze do posłuchania, urządzić przy piracie imprezę.

A to jest złodziejstwo. I mogę ci powiedzieć wprost - gdyby ludzie tak bardzo nie kradli, to bym się w ogóle nie zastanawiał.

O.S.: Menuhin cieszył się, jak ktoś pokazywał mu pirackie nagranie jego płyty.

K.S.: A z czego tu się cieszyć? Z tego, że ktoś cię przewala na kasę?

O.S.: Sieć daje ci możliwość dotarcia z konkretnym utworem do konkretnego człowieka. Korzystałbyś sam z tej możliwości?

K.S.: Nie. Zobacz jak odbywa się to teraz. Mam przyjacielski układ z wytwórnią SP Records, która wydaje moje płyty. Z właścicielem się przyjaźnię i - co najważniejsze - mam do niego pełne zaufanie. Nie zawsze tak było. Z moimi płytami wędrowałem od wytwórni do wytwórni. Lepszych, gorszych, nie zawsze uczciwych. Wiem w każdym razie, że nie chcę sam wydawać płyt; nie chcę tego robić osobiście.

Jak na rynku pojawia się nowa płyta, od razu w 5 muzycznych gazetach w tym kraju piszą o tym, jaka jest fajna i że koniecznie musisz ją mieć. To jest bagno, którego chcę unikać. Dlatego ograniczam moje działania promocyjne do niezbędnego minimum. Nie udzielam wywiadów, jak nie muszę, nie bawię się w setki sesji zdjęciowych. I chciałbym, żeby robił to za mnie ktoś inny.


Zobacz również