Już na ekranach: 'CyberPorn'

''Erotyka on-line'' - ogromna popularność, wyjątkowa szybkość ekspansji i niespodziewanie wysoki stopień perwersji. Tak można w skrócie ocenić to charakterystyczne dla lat 90. zjawisko.

''Erotyka on-line'' - ogromna popularność, wyjątkowa szybkość ekspansji i niespodziewanie wysoki stopień perwersji. Tak można w skrócie ocenić to charakterystyczne dla lat 90. zjawisko.

W naszych czasach seks jest wszędzie - w książkach, czasopismach, filmach, telewizji, na reklamach perfum. Objawia się na wizytówkach agencji towarzyskich i sextelefonów wkładanych pod wycieraczki samochodów. Emanują nim filmy z piersiastymi modelkami i modelami o wiecznej erekcji, potem masowo wypożyczane za kilka złotych w wypożyczalni kaset wideo bądź kupowane w sexshopach. Ludzie już się przyzwyczaili do seksu do tego stopnia, że nie zauważają jego wszechobecności.

Kombinacja seksu z komputerami doprowadza do stanu otępienia wielkich naszego świata. No bo jak wytłumaczyć, jeśli nie pewnego rodzaju otępieniem, nagłe odkrycie jakiegoś amerykańskiego senatora, że z Internetu można uzyskać, a następnie wyświetlić na ekranie domowego komputera pornograficzne zdjęcia? Przecież to nawet wie dorastający nastolatek, choć trochę obyty z tym medium (a trzeba pamiętać, że takich jest coraz więcej). Aż tu niespodziewanie gazety alarmują, rodzice i nauczyciele załamują ręce, a ustawodawcy starają się przykręcić "niemoralny kurek" - czasem nieefektywnie i bez poszanowania zasad konstytucyjnych.

Dziś 10-letni chłopiec ogląda pornograficzne zdjęcia w swoim pokoju bez podawania fałszywych danych albo wykradania świerszczyków swojemu tacie. Nie wierzycie? Dzięki rozwojowi technologii Internetu, dziecko przez przysłowiowe jedno kliknięcie myszką może otrzymać dostęp do setek pornograficznych stron WWW. Wiele osób zaczęło wręcz twierdzić, że Internet jest niebezpieczny, gdyż nie zapewnia odpowiedniego poziomu zabezpieczeń przed niepowołanym dostępem. Faktycznie, Internet w pewnym sensie przynosi podobny efekt, jaki dałoby założenie sexshopu w dziecięcym pokoju i zakazanie dziecku oglądania "eksponatów". I pozostaje prosty (jednakowoż jakże trudny) wybór - czy dorośli powinni mieć pełne prawo do wolności słowa (szczególnie głośno mówi się o tym w Stanach Zjednoczonych, gdzie Amerykanie powołują się na Pierwszą Poprawkę do Konstytucji, zapewniającą to jedno z podstawowych praw człowieka i obywatela), czy powinni to prawo ograniczyć w celu ochrony małoletnich przed zgubnym wpływem pornografii i innych "niemoralnych" treści? W Stanach Zjednoczonych w lutym 1996 r. Kongres uchwalił tzw. Akt Obyczajowości Komunikacji (Communications Decency Act - CDA). Od tego momentu Internet stał się tematem kontrowersyjnym. CDA powoduje, że umieszczanie lub przesyłanie materiałów nieprzyzwoitych osobom małoletnim w Internecie lub w serwisie on-line staje się przestępstwem kryminalnym. Jest to pierwszy akt prawny regulujący globalną sieć. Jego intencją jest ochrona małoletnich na całym świecie przed dostępem do materiałów pornograficznych.


Zobacz również