Kambodża - inne spojrzenie na piractwo

Na portalu darkReading pojawił się ciekawy artykuł napisany przez administratora pracującego w Kambodży. Narzeka on na dostępność oprogramowania: twierdzi, że zakupienie legalnych wersji aplikacji graniczy z cudem.

Nathan Spande utrzymuje, iż zaopatrzenie się w oprogramowanie nie stanowi dla niego żadnego problemu. Okoliczny sklep pozwala bowiem na zakup kopii filmów, muzyki i aplikacji w cenie wynoszącej równowartość 2 dolarów za jedną sztukę nośnika.

Niestety, zdobycie legalnych wersji software'u graniczy z cudem.

Dla niego, jako dla administratora systemów, to prawdziwa plaga - pirackie kopie nośników zwykle zawierają nie tylko Microsoft Office, bazę danych Oracle czy grę Myst. Często umieszczono na nich dodatkowe prezenty w postaci wirusów i koni trojańskich.

Również dostęp do nowoczesnej infrastruktury jest poważnie utrudniony. Spande płaci równowartość 100 dolarów za łącze internetowe o przepustowości 128 kilobitów, podczas gdy ludzi zarabiających 60 dolarów miesięcznie uważa się za dobrze usytuowanych.

Administrator obawia się, iż wykorzystywanie pirackiego oprogramowania czyni z krajów rozwijających się doskonały łup dla cyberprzestępców poszukujących coraz to nowych maszyn do roli komputerów-zombie rozsyłających spam albo służących w atakach DDoS.

Na zakończenie warto przytoczyć jedną z jego uwag: pisząc artykuł Spande korzystał z OpenOffice.org Writera. Niestety, pakiet kosztuje w Kambodży przynajmniej tyle samo co Microsoft Office. Można go bowiem kupić na płycie za równowartość 2 dolarów albo pobrać z Internetu. Jako że płaci on nawet 0,1 dolara za każdy pobrany megabajt danych, łatwo przeliczyć, iż aby pracować z OpenOffice.org musiał najpierw wydać mniej więcej 10 USD.


Zobacz również