Kino moje widzę ogromne

Drodzy moi, Czy wam też ciągle ktoś mówi, że film oglądany z płyty DVD to nie to samo, co widziany w kinie? Już mi się język wystrzępił od tłumaczenia, że wszystko zależy od tego, jakie DVD i jakie kino. Prawdziwe kino domowe, umieszczone we własnym, nie zagraconym pokoju, ze sporym monitorem i wszystkimi niezbędnymi głośnikami, może pokonać jakością projekcji niejedno tradycyjne kino.

Drodzy moi, Czy wam też ciągle ktoś mówi, że film oglądany z płyty DVD to nie to samo, co widziany w kinie? Już mi się język wystrzępił od tłumaczenia, że wszystko zależy od tego, jakie DVD i jakie kino. Prawdziwe kino domowe, umieszczone we własnym, nie zagraconym pokoju, ze sporym monitorem i wszystkimi niezbędnymi głośnikami, może pokonać jakością projekcji niejedno tradycyjne kino.

Szczególnie, jeśli w tym ostatnim przyjdzie nam siedzieć w pierwszych rzędach, tuż przed wielkim ekranem, z nieostrym wtedy obrazem. Albo pośród rozdokazywanego towarzystwa, strzelającego na chybił trafił popcornem i zaśmiewającego się z coraz bardziej idiotycznych uwag popisujących się chłopaczków. O nie, nie! Nie pozwolę sobie wmówić, że kino publiczne musi być lepsze niż kino domowe. Bywa jednak, że nie ma alternatywy, bo interesujące filmy, zakwalifikowane przez zachodnich dystrybutorów jako nie dość komercyjne, W OGÓLE NIE TRAFIAJĄ DO KIN. Wtedy jedyną naszą szansą pozostają wychodzące powoli z użycia kasety VHS i płyty DVD zapewniające pełnię przyjemności nawet w czasie oglądania kinowych superprodukcji. Chcecie przykładu? Proszę bardzo - film, który mnie olśnił i zachwycił, o którym czytałem w zagranicznych czasopismach, ale mogłem zobaczyć dopiero dzięki DVD: "Metropolis". Zrealizowany według mistrza japońskiego komiksu - mangi Osamu Tezuki należy do gatunku anime i już w chwili wyprodukowania (2001) stał się klasykiem gatunku, zarazem wywołującym burzliwe dyskusje wśród kinomanów. Nawiązuje do sławnego niemieckiego filmu futurystycznego Fritza Langa z 1927 roku, opowiadającego losy supermiasta przyszłości, nad którym chce zapanować szalony naukowiec. W tym celu konstruuje sztucznego człowieka, dziewczynę - Timę, która ma zasiąść na tronie i zapanować nad światem. Zanim jednak do tego dochodzi, Tima poznaje prawdziwe życie i prawdziwych ludzi...

W roku 1949 Osamu Tezuka, będąc pod wrażeniem niemieckiego filmu, stworzył swój kultowy komiks, dodając od siebie trochę japońskiej specyfiki. Pół wieku później Katsuhiro Otomo na podstawie sławnej mangi napisał scenariusz filmu, którego reżyserii podjął się Rin Taro. Realizacja "Metropolis" okazała się megaprzedsięwzięciem i zajęła prawie 5 lat! Gdy doszło do premiery, widzom dosłownie zaparło dech w piersiach. Olśniewające obrazy, rysowane w manierze gotyckiej, zestawiono z najnowszymi osiągnięciami techniki elektronicznej i muzyką... jazzową. Dało to efekt zwalający z nóg. Widz z początku jest kompletnie zdezorientowany, nie potrafiąc nazwać ani swoich odczuć, ani ich przyczyn. Zawirowanie konwencji, połączone z absolutnym wyrafinowanym mistrzostwem artystycznym, przyniosło rzadki w kinie rezultat i potęgę oddziaływania. Nie muszę dodawać, że nowa wersja "Metropolis" ma na świecie tysiące zwolenników. Dlaczego nie trafiła do polskich kin? Nie pytajcie mnie, tylko poszukajcie dwupłytowego polskiego wydania DVD (dodatkowo: trzy reportaże z planu, galeria fotosów, oryginalny komiks, filmografia twórców) i zaproście do swego domowego kina przyjaciół. Na pewno przeżyjecie razem niezapomniane chwile..

Tomasz Raczek Krytyk filmowy i felietonista. Z Zygmuntem Kałużyńskim stworzył duet znany z telewizji (Perły z lamusa) i rozmów drukowanych we Wprost oraz wydanych w trzech książkach: "Perły do lamusa?", "Poławiacze pereł" i "Perłowa ruletka".


Zobacz również