Kodak DC260

Brzmi to reklamiarsko, ale musimy przyznać, że DC260 zrobił na nas ogromne wrażenie. Jest to na pewno jeden z najlepszych aparatów cyfrowych średniej klasy, jakie mogliśmy wypróbować, a przy tym oryginalnie zaprojektowany i ze względu na swój interfejs po prostu fajny, a nawet można powiedzieć - seksowny.

Brzmi to reklamiarsko, ale musimy przyznać, że DC260 zrobił na nas ogromne wrażenie. Jest to na pewno jeden z najlepszych aparatów cyfrowych średniej klasy, jakie mogliśmy wypróbować, a przy tym oryginalnie zaprojektowany i ze względu na swój interfejs po prostu fajny, a nawet można powiedzieć - seksowny.

Na pierwszy rzut oka

Z zewnątrz przypomina lustrzankę, przez proporcje bryły z zamontowanym u dołu motorem, choć jest zdecydowanie mniejszy. Obiektyw umieszczono przy bocznej krawędzi. Jest to trzykrotny zoom o ogniskowej 3,0-4,7, co odpowiada wartościom od 38 do 115 mm w aparatach małoobrazkowych. Na przedniej ściance znajduje się także lampa błyskowa i wizjer, czujniki światła, automatycznego pomiaru ostrości i lampy błyskowej oraz port podczerwieni do komunikacji z komputerem. Z tyłu znajdziemy oczywiście wyświetlacz LCD, pokrętło zmiany funkcji (rejestracja zdjęć, przeglądanie, połączenie z komputerem), przyciski do sterowania funkcjami aparatu przez wyświetlacz oraz mikrofon i głośniczek (tak, tak, DC260 rejestruje też dźwięk).

Wyświetlacz ciekłokrystaliczny sprawdza się znakomicie jako interfejs aparatu: przejrzysty układ funkcji, kolorowe ikonki nie zostawiają żadnych życzeń. Bez zarzutu sprawuje się też przy przeglądaniu zdjęć: można nawet obejrzeć powiększenia wybranych fragmentów. Wybór jakiejkolwiek opcji przez przyciśnięcie klawisza aparat dodatkowo potwierdza przyjemnym dla ucha puknięciem. Niestety, gorzej z wykorzystaniem LCD jako celownika. Wizjer optyczny, choć dobrze pokazuje rzeczywisty kadr, jest umieszczony mało wygodnie, dokładnie w rogu aparatu, przez co rozprasza nas obraz widziany poza wizjerem. Użycie w tym celu wyświetlacza niewiele zmienia: przy jakimkolwiek ruchu obraz rozmywa się i widać raczej plamy niż realne obiekty.

W akcji

Nie dajmy się jednak zwieść szczegółom; jako narzędzie DC260 radzi sobie doskonale. Używając tego aparatu, nigdy nie mieliśmy zastrzeżeń do odwzorowania kolorów. Pod tym względem Kodak radzi sobie lepiej niż większość konkurentów. Największa rozdzielczość, jaką można uzyskać, to 1536 x 1024 piksele. Wynik wyższy niż w przypadku wszystkich 10 aparatów cyfrowych podobnej klasy, jakie porównywaliśmy w listopadzie ub.r. (Polaroid PDC-3000 mógł się wprawdzie pochwalić nieco większą rozdzielczością, ale osiągniętą wskutek interpolacji programowej).

Zdjęcia są rejestrowane na karcie CompactFlash, standardowo o pojemności 8 MB (można dokupić karty 10-MB). Obrazki są zapisywane jako pliki JPEG, mieści się ich od 14 do 32. Przykra wiadomość dla użytkowników Maców: DC260 nie daje się połączyć z większością standardowych Macintoshy. Oprócz portu podczerwieni ma złącza typu RS, a więc używane tylko w pecetach, oraz USB, zastosowane w iMacu. Jest jeszcze jedna możliwość i właśnie z niej korzystaliśmy: Kodak sprzedaje adaptery PC Card (PCIMCIA) do kart CompactFlash. Wystarczy włożyć kartę do adaptera i wsunąć ją do gniazda w PowerBooku, a po chwili na desktopie ukaże się ikonka, obrazująca kartę, tak jak każdy dysk zewnętrzny. Znakomite rozwiązanie, które ma tę zaletę, że nie wymaga żadnego oprogramowania: ani sterownika do karty (obsługa odbywa się na poziomie systemu), ani do transferu zdjęć, które po prostu przeciągamy z karty na dysk komputera. Istnieją także zewnętrzne czytniki kart CompactFlash, podłączane do portu SCSI; oferuje je także sprzedawca aparatu.

Przed decyzją

Kodakowi nie brakuje wyszukanych funkcji, spotykanych w aparatach wyższej klasy, takich jak zdjęcia poklatkowe (seria z zadanym odstępem czasu) czy długi czas ekspozycji (do 4 sekund w trybie manualnym).

Z drugiej strony, nie pozbawiony jest wad, może niezbyt istotnych, ale czasami uciążliwych. Suwak sterujący zoomem jest aż nadto czuły, co utrudnia kadrowanie planu. Podobnie jak w przypadku innych modeli Kodaka, trzeba poczekać kilka sekund, zanim aparat się włączy albo wyłączy. Zawodne jest działanie licznika zdjęć możliwych jeszcze do zapisania.

DC260 to poważny konkurent Olympusa C-1400L (D-600L według oznaczeń amerykańskich), który wypadł najlepiej w naszym listopadowym zestawieniu. Oferuje podobną jakość zdjęć przy nawet trochę wyższej rozdzielczości, choć ustępuje mu w działaniu wizjera. Z pewnością jest jednak faworytem, jeśli aparat ma być wykorzystywany w połączeniu z komputerem przenośnym.


Zobacz również