Kolejna bańka?

Czy boom bezprzewodowego Internetu Wi-Fi okaże się kolejną pomyłką i porażką wielu firm? Póki co sytuacja przypomina niedawny hałas wokół dotcomów, choć w miniaturowym wydaniu– pisze The Economist, nie wróżąc nowej technologii świetlanej przyszłości.

Wszystko wydaje się znajome. Pojawia się nowa technologia i zostaje błyskawicznie przyjęta przez entuzjastów techniki. Wyrastają setki nowych firm, mających nadzieję na zdobycie dużych ilości gotówki dzięki zakładanemu sukcesowi na masowym rynku. Problem zysków czy sensownego modelu biznesu zostaje na razie w pośpiechu pominięty. Jednak popyt okazuje się złudzeniem, następuje fala bolesnych bankructw i na powierzchni pozostaje jedynie garstka firm. Tak stało się w epoce dotcomów, a teraz podobny rozwój wydarzeń zapowiada się – na mniejszą skalę – w związku z technologią Wi-Fi.

Technologia Wi-Fi, pozwalająca na bezprzewodowy dostęp do Internetu, jest używana głównie w domach, szkołach, na uniwersytetach i w biurach. Osoby posiadające laptopy z portem Wi-Fi mogą połączyć się z Siecią poprzez specjalny punkt dostępowy z odległości do 50 m. Firma badawcza Gartner Dataquest szacuje, że w ubiegłym roku sprzedano na świecie 15 mln portów Wi-Fi do komputerów i 4,4 mln punktów dostępowych. Technologia przeżywa swój rozkwit nie tylko na rynku odbiorców prywatnych – wiele firm zaczęło wprowadzać „publiczne” punkty dostępu na lotniskach, w hotelach, sklepach, restauracjach – mając nadzieję na zyski z udostępniania Internetu.

Na razie więcej jest punktów dostępu prywatnych niż publicznych, jednak liczba tych ostatnich szybko się powiększa. W tym roku ma być ich ponad 70 tys. Konsorcja w Ameryce, Europie i Azji ogłosiły ambitne plany stworzenia dziesiątek tysięcy punktów dostępu w ciągu najbliższych kilku lat, nawet jeśli nie ma na razie żadnej pewności, że będzie na nie popyt. Jednocześnie - jak ocenia bank inwestycyjny Rajeev Chand of Rutberg & Company - inwestorzy od 2000 r. wydali na firmy Wi-Fi ponad 1,5 mld USD. W skrócie – wygląda to na kolejną bańkę. W jednym z ostatnich raportów Forrester’a możemy przeczytać komentarz „zupełnie tak jakby boom i upadek dotcomów się nie zdarzył”.

Najbardziej znaną sieć punktów dostępu Wi-Fi stworzyła T-Mobile w ponad 2 tys. kawiarni Starbucks w USA. Około 25 tys. osób tygodniowo łączy się za pośrednictwem tych punktów – co oznacza średnio mniej niż dwóch użytkowników dziennie przypadających na jeden punkt dostępu. Przy czym koszt połączenia każdego punktu z Internetem to kilkaset USD miesięcznie. Na gigantycznym lotnisku Schiphol w Amsterdamie z Wi-Fi korzysta zaledwie 12 osób dziennie. Operatorzy liczą, że popyt wzrośnie kiedy powstanie więcej punktów dostępu – brzmi to jak reminiscencja „wybuduj a oni przyjdą do ciebie” – kwintesencji postawy wielu firm podczas dotcomowego boomu.

Użytkowników może odstraszać wysoka cena. Nawet po ostatnich obniżkach używanie sieci punktów dostępu T-Mobile kosztuje 6 USD za godzinę, 40 USD za miesiąc i 360 USD za rok. Inni operatorzy w USA żądają od 40 do 70 USD miesięcznie. W Europie jest jeszcze drożej – ok. 150 USD miesięcznie.

Badanie przeprowadzone przez ForceNine Consulting wykazało, że popyt na punkty dostępowe Wi-Fi był ściśle związany z ceną i że przyszłe obniżki mogą wpłynąć na jego zwiększenie. Jedynie 3% ankietowanych Amerykanów gotowych jest zapłacić 2 USD za godzinę dostępu Wi-Fi, ale już co piąty zapłaciłby 1 USD. Oczywiście abonament w jednej sieci nie upoważnia do użytkowania innych, także konsumenci będą potrzebowali innego abonamentu na lotnisko i innego do kawiarni...

Nie jest to zresztą jedyny problem. Liczba osób, które noszą ze sobą laptopy wcale nie jest duża. Zdaniem Daniela Sweeney’a z firmy consultingowej Forward Concepts, podróżujący biznsesmeni stworzyli w przeszłości iluzoryczny rynek zbytu dla firm dostarczających bezprzewodowy dostęp do Internetu. Jeśli port Wi-Fi nie będzie dodawany do telefonów komórkowych, większość ludzi nie będzie nosić ze sobą urządzeń umożliwiających korzystanie z bezprzewodowego Internetu.

Nadchodzący przełom w Wi-Fi zmusi operatorów do zweryfikowania przydatności poszczególnych punktów dostępu. Być może powinni się skoncentrować na użytkownikach biznesowych – uważa Andrew Cole z Adventis. Punkty dostępu w kawiarniach, kinach czy centrach handlowych okażą się w większości nieopłacalne. Garnter przewiduje, że liczba punktów dostępu w tego typu miejscach osiągnie swój szczyt w 2005 roku a później zacznie spadać, ponieważ nierentowne punkty będą likwidowane.

Jednak Wi-Fi może mieć sens w hotelach, na lotniskach czy w centrach konferencyjnych. Niektórzy właściciele tych obiektów na pewno będą udostępniali Wi-Fi za darmo aby przyciągnąć klientów. Być może też zlecą zarządzanie tymi punktami firmom telekomunikacyjnym.

Ogólnie, perspektywy nie są zbyt radosne dla dziesiątków start-upów produkujących chipy, systemy i wyposażenie Wi-Fi. Nielicznym może się powieść i zostaną kupieni przez większych producentów sprzętu, jednak większość czeka upadek. Na razie Wi-Fi rozwija się i pozostanie popularne, jednak podobnie jak e-commerce może rozczarować wielu inwestorów, którzy liczyli na zdobycie fortuny.

Na podstawie artykułu „Bubble trouble”, The Economist, 26 czerwca 2003.


Zobacz również