Kolejny lęk przed lataniem

Sektor turystyczny ma się coraz gorzej, gwałtownie spada liczba biznesowych podróży, a po zamachach terrorystycznych i wybuchu wojny z Irakiem nadeszła epidemia wirusowego zapalenia płuc, która ostatecznie zniechęciła ludzi do podróżowania - pisze The Economist.

Przemysł turystyczny, a zwłaszcza sektor związany z podróżami biznesowymi, został zaatakowany w niemal bilblijny sposób, zupełnie tak jakby ruszyli nań jeźdźcy Apokalipsy (choć na razie tylko trzej). Śmierć (atak terrorystyczny 11 września), wojna (z Irakiem), a teraz jeszcze zaraza (zapalenia płuc SARS) uderzyły w linie lotnicze, hotele i organizatorów sympozjów oraz konferencji.

Groźny wirus zapalenia płuc atakuje przede wszystkim Azję - dotychczas ostatni bastion rozwoju przemysłu turystycznego. Hervé Gourio, prezes Carlson Wagonlit Travel, drugiej na świecie co do wielkości firmy zajmującej się organizacją podróży, oczekuje, że przychody z podróży służbowych do Azji spadną w tym roku o 5%. Przez poprzednie 4 lata notowano dwucyfrowy wzrost.

Zdaniem przedstawicieli banku inwestycyjnego BNP Paribas, rozprzestrzeniające się wirusowe zapalenie płuc jest dla przemysłu turystycznego większym zagrożeniem niż wojna z Irakiem i może na bardzo długo negatywnie wpłynąć na funkcjonowanie linii lotniczych, hoteli i handlu. Jest to bardzo niepokojące, zwłaszcza, że sektor turystyczny i tak od dawna ma spore kłopoty na całym świecie. Nawet jeszcze przed rozpoczęciem wojny z Irakiem, przychody z organizacji podróży służbowych spadły w Europie o 5% i o 10% w USA. A konflikt zbrojny w Iraku prawdopodobnie spowoduje spadek przychodów o kolejne 5%.

Reakcja na wybuch epidemii SARS (Severe Acute Respiratory Syndrome) ze strony firm była błyskawiczna i stanowcza. Wiele przedsiębiorstw odradzało swoim pracownikom służbowe podróże do krajów azjatyckich. 2 kwietnia br. Światowa Organizacja Zdrowia po raz pierwszy w swojej historii ogłosiła alarm dla podróżujących, którzy mają unikać przebywania w Hong Kongu i w chińskiej prowincji Guangdong - miejsc, gdzie choroba rozprzestrzenia się najszybciej. Amerykański Departament Stanu wcześniej wydał podobne ostrzeżenie dla podróżnych.

Wojna z Irakiem i epidemia wirusowego zapalenia płuc pogorszyły i tak już trudną sytuację niektórych linii lotniczych. Na początku kwietnia Air Canada (specjalizujący się w trasach azjatyckich) znalazł się na granicy bankructwa. Podobny los spotkał kilka linii z USA (w tym United Airlines). Chcąc zapobiec katastrofie amerykański Kongres zaproponował więc dodatkowe 3 miliardy USD na ratowanie linii lotniczych.

Według wstępnych ocen, liczba pasażerów lotów do Hong Kongu w ciągu ostatnich tygodni zmalała o 30%. Oznacza to poważne kłopoty dla azjatyckich przewoźników, którzy jeszcze do niedawna notowali zyski. Jak oblicza analityk z J.P. Morgan, 10-proc. zmniejszenie ruchu w Cathay Pacific HK kosztuje tego przewoźnika 1,3 mln USD dziennie. Azjatyckie linie lokalne, takie jak China Southern czy China Eastern, mogą ucierpieć nawet jeszcze bardziej.

Sprawy mają się równie kiepsko na rynku hoteli i organizatorów konferencji. Światowe Forum Gospodarcze odłożyło na później przewidzianą na początek kwietnia w Pekinie konferencję poświęconą chińskiej gospodarce. General Motors przekłada konferencję, która miała odbyć się w Szanghaju, a Intel odwołuje konferencje w Pekinie i Taipei. Liczba hotelowych rezerwacji w Hong Kongu spadła w porównaniu z rokiem ubiegłym o ok. 30%, a w Singapurze o 20%.

Jednak zdaniem niektórych analityków jest to zjawisko przejściowe i ludzie znowu zaczną intensywnie podróżować, zwłaszcza, jeśli poprawi się koniunktura w biznesie. W tej chwili firmy starają się stosować tanie formy komunikacji - od wideokonferencji po pocztę elektroniczną, jednak, jak podkreśla The Economist, nic nie zastąpi bezpośrednich spotkań.

Na podstawie artykułu z The Economist "Business travaillers"


Zobacz również