Komórki za dwa lata - już bez funkcji telefonu

Seamless Mobility - te dwa krótkie słowa charakteryzują zorganizowany przez Motorolę European Innovation Day, który odbywał się w Paryżu. Seamless Mobility to telefony, które przełączają się między Wi-Fi i GSM/UMTS bez ingerencji użytkownika; to telefony zintegrowane z odtwarzaczami MP3, aparatami fotograficznymi, odbiornikami radiowymi, telewizorami, organizerami czy pilotami sterującymi całą domową elektroniką - zarówno z bliska, jak i na olbrzymie odległości. To telefony zapewniające szybkie transfery danych, niskie koszty połączeń, wygodę w użytkowaniu, brak konieczności "uczenia się"... Lada moment, lada dzień.

Tak naprawdę European Innovation Day rozpoczyna się dzień wcześniej przelotem do Paryża. Już od samego początku widzimy, że znaleźliśmy (piszący te słowa, czyli Łukasz, oraz wysłannik polskiego oddziału Motoroli, Wojtek) się w dziwnym kraju, w którym wszystko musi być troszkę inne i bardziej awangardowe - bo przecież nie wypada, by było normalne. Z prawdziwą ulgą witamy więc w podmiejskim pociągu jedyny polski akcent, który pozwala nam na zachowanie zdrowego rozsądku.

Tym swojskim akcentem jest oczywiście reklama Wódki Wyborowej, "pędzonej - jak głosi reklama - od pięciu wieków w ojczyźnie wódki, czyli Polsce". Czujemy się jak u siebie, wzdychamy do Wyborowej i zerkamy przez okno. A pociąg pędzi do stacji "Dworzec Północny", z którego mamy mieć już tylko kilka kroków do Le Méridien Montparnasse.

Reklama Wyborowej w francuskiej gazecie

Reklama Wyborowej w francuskiej gazecie

Ten dzień kończy się bardzo szybko, następnego dnia musimy wstać ok. 6:30, żeby zdążyć ze wszystkim...

Lotel Mehidię

Pobudka o 6:30. Pora jest tak wczesna, że gdzieniegdzie widać jeszcze przemykające chyłkiem grupy Indian zastawiające pułapki. Ciemno. Buro. Ponuro. Na ulicach pustki, wszyscy normalnie jeszcze śpią.

Z okna widzę mroczny Paryż z masą kamienic poustawianych w równoległoboki. Jak okiem sięgnąć rozpościerają się stare budowle mające pięć do dziesięciu pięter - górują nad nimi niektóre kościoły, oczywiście olbrzymie centrum biznesowe Montparnasse (bodaj najwyższy budynek w Paryżu) i hotele. Uliczki zawsze krzyżują się pod kątami ostrymi, nigdzie nie widać klasycznych, polskich skrzyżowań przypominających plusy (+). Dziwne... Na horyzoncie trzy dachy świątyń. Piękny widok. Niestety, trzeba uciekać.

7:00. W hotelu oczywiście błądzę, zjeżdżam o piętro za wysoko. Z reguły się tym nie martwię, z obsługą zawsze można się dogadać, jeśli człowiek wyraźnie mówi. Tym razem jest nieco gorzej: staję w kolejce do restauracji (na śniadanie), pytam o grupę Motoroli. Pani zerkają na mnie zdziwione. Jedna z nich dołem twarzy się uśmiecha, górą robi zdziwione oczy.

Po kilku minutach tłumaczenia i próbie telefonicznego ustalenia, gdzie mamy zbiórkę, daję sobie spokój. Mam dziwne wrażenie, że Francuzom ciągle wydaje się, iż językiem międzynarodowym od czasów podboju świata przez Rzymian jest język romański, a tych okrutnych Germanów i niesiony przez nich barbarzyński bełkot należy ignorować, to sam zniknie.

W końcu znajduję swoją grupę (uff!). Oprócz mnie i Wojtka jest w niej jeszcze Ladislav - jak się później okazuje ukraiński szef Chipa (czyli nie powinienem mu ręki nawet podawać :). Wsiadamy do autokaru, jedziemy. Nasz cel jest pod Paryżem, to:

Parc des Algorithmes

Niski czerwonawy budynek. Przy schodach logo Motoroli i Freescale. Przyjemna okolica, tylko że nikt na nią nie patrzy - dziennikarze są wygłodzeni, a w środku czeka ponoć śniadanie.

Siedziba Motoroli pod Paryżem

Siedziba Motoroli pod Paryżem

Po malutkiej przekąsce (ciepły rogalik + gorąca kawa) idziemy zwiedzać. Przystanek pierwszy: BAR.

Bar, czyli nowinki przy śniadaniu

Pierwszym telefonem, który oglądamy, jest model rozpoznający głos i na jego podstawie wybierający numery telefonów z korporacyjnej książki adresowej znajdującej się na serwerze w Stanach. Wystarczy ponoć przeciętna komórka z obsługą Javy - i dopracowane oprogramowanie server-side. No i pracownicy z dobrym akcentem: niestety, zaciągający z polska dziennikarz trafia we właściwe nazwiska tylko wtedy, gdy wybiera pracowników "Zawadzki" i "Kovalsky". "Jackson" i "Byron" są poza jego zasięgiem.

Motorola A732 rozpoznająca znaki rysowane na klawiaturze - azjatycki hit wkrótce w Europie

Motorola A732 rozpoznająca znaki rysowane na klawiaturze - azjatycki hit wkrótce w Europie

Dużo ciekawsze jest stanowisko nr 2 z Motorolą A732 (następcą A668), którą już od pewnego czasu można kupić w Azji. Dzięki reagującej na dotyk klawiaturze telefonu ("Finger Writing") użytkownik może wpisywać SMS-y rysując palcem "litery". Bez rysika, bez uczenia się obsługi telefonu, bez czytania instrukcji - po narysowaniu czegokolwiek na ekranie natychmiast pojawia się propozycja podobnego znaku. W pamięci oglądanej przez nas komórki były 19763 chińskie znaki (w tym 13 tysięcy tradycyjnego i 6763 uproszczonego chińskiego). To bardzo miłe uczucie pisać muskając telefon...

Dotykowa klawiatura to odpowiedź na potrzeby rynku: brak ekranu dotykowego i piórka znacząco obniża cenę sprzętu, a przy okazji upraszcza obsługę. Dzięki niewielkim rozmiarom telefon idealnie pasuje do rąk Azjatów.

Zaawansowane technologie nie mają wielkich wymagań odnośnie sprzetu: silnik rozpoznający znaki zajmuje mniej niż 64 kB pamięci i wystarczy mu procesor taktowany zegarem 206 MHz.

Dotykowa klawiatura - nie było łatwo

Jak opowiadają nam technicy z Motoroli, stworzenie klawiatury, na której dałoby się pisać końcem palca, wcale nie było proste: telefon musiał poprawnie rozpoznawać środek opuszki palca (która wcale nie jest mała), a sama klawiatura powinna pozwalać na bezwzrokowe wybieranie numeru - zatem klawisze muszą być odróżniane - a jednak nie wolno jej "szarpać" palca, który się po niej ślizga.

Podobnym wyzwaniem było stworzenie działającego w czasie rzeczywistym mechanizmu rozpoznawania wstawianych znaków - i to bez dostępu do sporej ilości pamięci RAM, wielkich baz danych czy szybkiego procesora.


Zobacz również