Koncertowe granie

Czy oglądanie koncertu w domu może dać więcej przyjemności niż uczestniczenie w nim na żywo? Przecząca odpowiedź nasuwa się sama... A jednak - najpierw trzeba posłuchać, jak brzmi opisywana w tym numerze instalacja kina domowego.

Czy oglądanie koncertu w domu może dać więcej przyjemności niż uczestniczenie w nim na żywo? Przecząca odpowiedź nasuwa się sama... A jednak - najpierw trzeba posłuchać, jak brzmi opisywana w tym numerze instalacja kina domowego.

To nietypowe kino domowe - z głośników zwykle brzmi muzyka. Nie znaczy to jednak, że telewizor nie jest wtedy włączony. Po prostu właściciel zestawu jest gorącym miłośnikiem koncertów nagranych na DVD. Choć niektórzy kwestionują zasadność takiej rozrywki, wydaje się, że wszystko zależy od odpowiedniego doboru sprzętu.

Sztuka polega na wyważeniu proporcji między zestawem przeznaczonym do słuchania nagrań audio a typowym kompletem pasującym do oglądania filmów. No bo koncert na DVD jest w końcu niczym innym, jak filmem o muzyce. System musi błyskawicznie przechodzić od wstrząsających basów do delikatnego szumu i radzić sobie zarówno z ciężkim, metalowym brzmieniem, jak i delikatnym głosem wokalistki. Trudne zadanie? Jednak w tym przypadku chyba udało się je zrealizować.

1. Kolumny

W tym zestawie najważniejsza jest jakość dźwięku. Głośniki muszą poradzić sobie zarówno z szeptem, jak i eksplozjami, a jednocześnie doskonale odtwarzać muzykę. Duże znaczenie miał też ich wygląd - właściciel systemu stawia mu duże wymagania estetyczne. Jak widać, sprawa nie była prosta: w grę nie wchodziły małe kolumienki typowe dla zestawów, na których ogląda się tylko filmy. Nie nadawały się też głośniki typowo audiofilskie - te z kolei niezbyt nadają się do grania mocnej muzyki wymieszanej na przykład z eksplozjami.

Ostatecznie zdecydowano się na mocne zróżnicowanie zestawu - z przodu zagrały duże kolumny podłogowe Mission m5, z tyłu znacznie mniejsze Piegi.

Potężne kolumny główne mission m53.

Potężne kolumny główne mission m53.

To, co najważniejsze w muzyce, a więc dwie kolumny główne, to niemal metrowe i ważące 23 kilogramy Mission m53. Sam dwudrożny system z bass refleksem i 15-centymetrowym głośnikiem zapewnia odtwarzanie niskich tonów, jakiego nie powstydziłby się niejeden pełny komplet z subwooferem. Ponieważ Mission m53 nie należą z pewnością do głośników, które można dyskretnie ukryć w pobliżu telewizora, ważne było, by dobrze się prezentowały i pasowały do reszty pokoju. Ten wymóg też nie był prosty do spełnienia: w pomieszczeniu dominuje jasne drewno i srebrne wykończenia. Tu akurat m53 pasowały idealnie: ich obudowy, podobnie jak panele podłogowe, są w kolorze jasnego buku.

Z kolei cały front kolumn to matowo-srebrny panel.

Kolumna centralna to, zgodnie z najlepszymi zasadami, element tego samego zestawu o identycznym brzmieniu, jak głośniki główne. Mission m5c ma dwa głośniki o średnicy 12 cm zamontowane po obu stronach kopułki wysokotonowej. Również z zestawu Mission m5 pochodzi subwoofer - potężna 52-litrowa skrzynia, z 30-centymetrowym głośnikiem oznaczona jako m5as.

Spoza rodziny pochodzi tylko para głośników efektowych. W oryginalnej serii Mission proponuje zupełnie odmienne stylistycznie głośniki m5ds - zapakowane w grafitową obudowę i przeznaczone do montaży w narożnikach pokoju nie każdemu muszą się podobać. Właśnie ze względów estetycznych, jak również z powodu brzmienia, w opisywanym zestawie użyto kolumn szwajcarskiej firmy Piega. Głośniki S3 SAT, mimo niepozornego wyglądu, są bardzo dobrze brzmiącą konstrukcją. Sygnalizuje to ich waga - mimo zaledwie 20 centymetrów wysokości, ważą 2 kilogramy. Nie ma tu mowy o żadnym plastiku - zapakowano je w obudowę z drapanego aluminium. Trzeba przyznać, że bardzo dobrze komponują się z resztą pokoju.

2. Mocowanie kolumn

Głośniki zostały specjalnie zamocowane.

Głośniki zostały specjalnie zamocowane.

Dobór głośników sprawił, że trzeba było pomyśleć o dobrym ich zamocowaniu. Główne kolumny i subwoofer nie sprawiły problemu - po prostu stoją na kolcach, przed którymi podłogę chronią ćwierćdolarówki.

Zabawa zaczęła się dopiero przy głośniku centralnym - to zresztą odwieczny problem instalacji kina domowego, gdzie źródłem obrazu jest telewizor. No bo co zrobić z niemal półmetrowej szerokości skrzynią ważącą 9 kilogramów? Czasami głośnik stawia się po prostu pod telewizorem - tu jednak, ze względu na konstrukcję szafki, było to niemożliwe. Z tyłu nie ma ściany, na której dałoby się zamocować półkę, a przecież trudno oczekiwać, by w eleganckim pokoju głośnik zwisał z sufitu.

Właściciel zestawu zabrał się więc do roboty i zbudował specjalny stelaż, na którym stoi głośnik centralny. Cała sztuka polegała na tym, by konstrukcję ukryć za telewizorem. Pierwszy projekt zakończył się spektakularną katastrofą - podczas pierwszej prezentacji dzieło się rozpadło. Na szczęście głośnikowi nic się nie stało - drobne obtarcie obudowy zostało starannie naprawione. Druga konstrukcja nie miała już wad pierwszej - stoi stabilnie od roku, dzielnie znosząc zainteresowanie pary kotów. Warto wspomnieć, że głośniki Mission m5 są dobrze ekranowane - mimo bliskości ekranu, nie pojawiają się na nim jakiekolwiek zakłócenia magnetyczne.

Problemy pojawiły się również przy instalacji tylnych głośników. Dostarczony przez Piegę uchwyt był zbyt wiotki, by stabilnie utrzymać je w pożądanej pozycji. Znowu niezbędna okazała się inwencja właściciela - tym razem obyło się bez problemów.

Założenia

System powstawał podczas generalnego remontu mieszkania. Dzięki temu udało się zarówno dyskretnie założyć całą instalację, jak i dopasować ją kolorystycznie do wnętrza. Estetyka była tu zresztą ważnym kryterium - utrzymany w kolorach jasnego buku i matowego srebra wystrój pokoju doskonale komponuje się zarówno z telewizorem, jak i głośnikami.

Ukrycie kabli w ścianach miało znaczenie nie tylko dla wyglądu pokoju - dwa buszujące po mieszkaniu koty z pewnością zainteresowałyby się biegnącym pod ścianą kablem, a to mogłoby się skończyć katastrofą. Przewody znikają więc zaraz za telewizorem i pojawiają się dopiero przy samych głośnikach.

Kotów nie pozostawiono jednak bez rozrywki - mają specjalne kocie urządzenie, które można drapać do woli.

Ze względu na sporą moc zestawu w mieszkaniu zainstalowano drzwi z uszczelnieniem, które dobrze tłumią dźwięk. Choć basy i tak się przenoszą, to taka izolacja pozwala jednemu z domowników pracować, podczas gdy drugi ogląda koncert Rammsteina.


Zobacz również