Koniec wakacji

Przez ostatnie 25 lat, europejscy pracownicy przyzwyczaili się do stale rosnących wynagrodzeń i coraz krótszego czasu pracy. Mają dłuższe urlopy, krótszy tydzień pracy, a na emeryturę idą przed 65. rokiem życia. Zdaje się jednak, że nadchodzi kres tej beztroskiej epoki – pisze The Time Europe.

W ubiegłym miesiącu Francuzi wyszli na ulicę aby bronić swojego prawa do wczesnych, pełnopłatnych emerytur, które niektórym należały się nawet już po 52. roku życia. Kraje europejskie były dumne z zapewniania swoim obywatelom bezpłatnej edukacji, opieki medycznej i wysokich emerytur. Te przywileje były dostępne tak długo, jak długo gospodarka funkcjonowała sprawnie i była w stanie zapewnić na to wszystko środki. Rządy dokonywały jedynie niewielkich cięć wydatków socjalnych. Niestety, starzenie się populacji, zmniejszanie się produktywności i ogólna zła koniunktura zmuszają do poważnych reform systemu.

Oczywiście niecierpliwie oczekiwane ożywienie gospodarcze wreszcie musi nadejść. Tyle, że większość ekonomistów jest zdania, iż będzie ono raczej słabe. Przeciętny wzrost gospodarczy per capita w Unii Europejskiej spada systematycznie: w latach 70. wynosił 2,6% rocznie, w latach 80. – 2,1%, a w latach 90. już tylko 1,7%. I ten trend będzie się prawdopodobnie utrzymywał przez kolejne dekady. Jak wynika ze statystyk na przeciętną kobietę w UE przypada 1,5 dziecka, podczas gdy w celu utrzymania populacji na stabilnym poziomie wskaźnik ten powinien wynosić 2,1. Jednocześnie rośnie odsetek ludzi po 65. roku życia. Jeśli ten trend się utrzyma, a polityka nie zmieni, w 2050 roku w Unii Europejskiej będzie zaledwie 40 milionów pracujących osób.

To wszystko powiększa jeszcze i tak już sporą przepaść między Europą i USA, gdzie długoterminowy wzrost pozostaje stabilny, a liczba urodzin nie maleje. Amerykańscy pracownicy spędzają np. przeciętnie o 475 godzin więcej rocznie w pracy niż pracownicy w Holandii (prawie 20 dni!). Jednak teraz sytuacja gospodarcza zmusza rządy we Francji, Niemczech, Włoszech i pozostałych krajach Piętnastki do „amerykanizacji” polityki pracy.

Europejskie rządy narażają się więc związkom zawodowym, czego najlepszym przykładem są strajki we Francji. Pracownicy sektora publicznego sparaliżowali komunikację i zamknęli szkoły, aby zaprotestować przeciwko zmianom w przepisach emerytalnych, które zmusiłyby ich do pracy przez 40 lat a nie tak jak obecnie – przez 37,5 roku. Tak naprawdę jest to protest przeciwko zderzeniu z brutalną rzeczywistością gospodarczą. Jeśli gospodarka ma otrząsnąć się z panującej stagnacji i pokonać bezrobocie, Europejczycy będą musieli pracować dłużej i ciężej, albo za mniejsze pieniądze. Nic dziwnego, że rozpoczęły się strajki – nikt nie chce końca swoistych europejskich wakacji.

Przedsiębiorcom europejskim przeszkadzają wysokie koszty pracy i biurokracja. Coraz częściej firmy przenoszą swoją działalność do innych krajów, gdzie koszty pracy są niższe. Time Europe podaje przykład niemieckiej firmy z Overath, wytwarzającej narzędzia tnące, która już 10 lat temu zaczęła przenosić produkcję na Węgry, gdzie koszty pracy były niższe o jedną czwartą. Od tego czasu firma utworzyła 200 nowych miejsc pracy na Węgrzech i tylko 40 w Niemczech. Coraz więcej niemieckich przedsiębiorstw myśli o częściowej lub całkowitej przeprowadzce za granicę – niemal jedna na cztery niemieckie firmy zamierza w ciągu najbliższych trzech lat przenieść przynajmniej jeden swój zakład do innego kraju.

Przepisy prawa pracy również bardzo przeszkadzają pracodawcom w racjonalnym gospodarowaniu zatrudnieniem. Redukcja liczby pracowników wiąże się z wielomiesięcznymi formalnościami i często kończy się w sądzie pracy. A zazwyczaj jest niezbędna dla uratowania istnienia firmy, czyli również pozostałych miejsc pracy. Przepisy prawa pracy powodują, że firmy europejskie nie spieszą się z inwestowaniem i zatrudnianiem nowych ludzi w swoich krajach. Przeszkodą jest również restrykcyjna polityka fiskalna i wysokie stopy procentowe. „Logika dyktuje obcinanie podatków w czasie recesji i obcinanie wydatków publicznych w czasie wzrostu gospodarczego. My robimy coś dokładnie przeciwnego. To ogranicza wzrost i sprawia, że spowolnienie gospodarcze trwa dłużej” – komentuje Jean-Paul Fitoussi, znany francuski ekonomista.

Przedstawiciele związków zawodowych widzą konieczność wprowadzenia reform. „Nie jestem pewien, czy rząd docenia powagę sytuacji. Musi zacząć prowadzić aktywną politykę gospodarczą, w przeciwnym razie będziemy coraz głębiej pogrążali się w kryzysie” – uważa Michael Sommer, przewodniczący jednego z największych niemieckich związków zawodowych. Nawet wojownicze francuskie związki zawodowe przyznają, że gruntowne reformy są niezbędne. Po prostu nie ma wystarczającej liczby młodych ludzi, którzy mogliby zarabiać na emerytury pokolenia swoich rodziców. Mimo wszystko strajkują. Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Le Monde, 80% Francuzów zdaje sobie sprawę, że finansowanie emerytur jest poważnym problemem, wymagającym natychmiastowego rozwiązania, jednocześnie 49% popiera stanowisko strajkujących związków zawodowych.

Na podstawie artykułu z The Time Europe,, „The Holiday’s over”, Peter Gumbel


Zobacz również