Kraina wiecznego dymania

Wśród odwiecznych rajskich marzeń ludzkości idea raju seksualnego zajmuje miejsce poczesne, choć na ogół spowite woalem niejakiej dyskrecji.

Wśród odwiecznych rajskich marzeń ludzkości idea raju seksualnego zajmuje miejsce poczesne, choć na ogół spowite woalem niejakiej dyskrecji.

Kiedy mówi się o krainie wiecznej sytości albo o mlekiem i miodem płynącej krainie wiecznego dostatku jasne jest, że we wszystkich tych krainach oprócz zaopatrzenia gastronomicznego występować też będzie obfite zaopatrzenie w uciechy erotyczne. Kiedy mówi się o krainie wiecznej szczęśliwości to jasne jest, że bez względu na to, jaki rodzaj indywidualnej szczęśliwości byłby w takim raju oferowany, nie może w nim braknąć oferty cielesnej. W raju kibiców koszykówki po wiekuiście fascynującym meczu będzie niewątpliwie możliwość nawiązania bliższego kontaktu z wybraną koszykarką, w raju melomanów - z wybraną skrzypaczką, w raju telewidzów z wybraną spikerką (zwłaszcza zapowiadającą pogodę na jutro). Kiedy jest mowa o nadziei nieśmiertelności, jest w tę nadzieję wpisana nadzieja nieśmiertelnego obcowania płciowego. Kiedy jest mowa o nadziei na wieczną młodość, w tę nadzieję jest chyba w sposób najbardziej natrętny wpisana nadzieja, że zawsze będzie tak jurnie i tak zmysłowo, jak za młodu. Skądinąd nadzieja na wieczną młodość jest najbardziej frajerską nadzieją ludzkości. Nie dlatego najbardziej frajerską, że najbardziej nierealną, najbardziej frajerską, dlatego że marzenie o powtórzeniu czy o wiecznym trwaniu młodości jest zarazem bezwiednym pragnieniem powtórzenia i trwania wszystkich błędów erotycznych młodości, a błędy (i wypaczenia) erotyczne młodości bywają po prostu straszne. Jest to jednak temat na osobne opowiadanie, wracam do wątku rozkoszy wiekuistych.

Od czasu do czasu w gazetach pokazują się informacje o ekscentrycznych milionerach, którzy wyrazili wolę i uiścili odpowiednią opłatę, by ich po śmierci zamrozić, następnie zaś - by ich po odpowiednim czasie odmrozić. Karykaturalna ta, przez swą realność, forma marzenia o życiu, jeśli nie wiecznym to znacznie przedłużonym, także podszyta jest seksualną mrzonką. Milionerzy ci wszakże niechybnie liczą, że po dziesięcioleciach ich wydobyte z zamrażarki genitalia dalej będą - po profesjonalnym odmrożeniu - sprawne. Wstrząsający sukces Seksmisji polega na tym, że obraz ten zawiera prawie wszystkie wymienione wątki i że pokazuje je - jak to film - dosłownie. Faceci zostają zamrożeni i zostają z bardzo dobrym skutkiem po kilkudziesięciu latach odmrożeni. Przez ten spędzony pod lodem czas nic im nie wysiadło, dalej są - zwłaszcza Jerzy Stuhr - gotowi do dzieła. Im nic nie wysiadło, ale coś bardzo poważnego wysiadło przez ten czas w świecie. Świat i ludzkość została mianowicie zdominowana i opanowana przez agresywne, technologicznie sprawne i całkowicie zdeseksualizowane dupy. To znaczy one są niezwykle seksowne, one są bardzo seksownie w czarne podkoszulki i legginsy odziane, one jak się rozbierają, to bardzo seksownie na tle futurologicznych sprzętów wyglądają - tyle że o tym wszystkim nie wiedzą. (Nawiasem mówiąc, zwyczaj pokazywania zgrabnej panienki gołej jak biblijna Ewa na tle quasi-nowoczesnych kabli i pulpitów jest równie archetypiczny, jak powszechny. Zmysłowe zdjęcia Joli umieściliśmy w wirtualno-kosmicznej scenerii, tłem była pewna tajemnicza elektrownia - obwieszcza tryumfalnie pismo Playboy.) Ponieważ nowe władczynie Ziemi o swojej seksualności nie mają zielonego pojęcia, Stuhr i Łukaszewicz są w podwójnie czy wręcz wielokrotnie frapującej sytuacji. Oni nie tylko znaleźli się w erotycznym raju, oni nie tyko znaleźli się w rojowisku emanujących narkotyczną cielesnością panienek - oni także muszą te boginie seksu uświadomić i wyszkolić. Mało jest obrazów aż tak pełnych spełnień. Dać się zamrozić i przeżyć to jest dużo. Dać się zamrozić i ocknąć się w dobrej formie to jest bardzo dużo. Ale dać się zamrozić i po odmrożeniu zostać misjonarzem seksualnym to jest największe dobro, jakie może człowieka spotkać. Jest to też bardzo silne źródło napędu fabularnego.

W Seksmisji podstawowym (i też jakoś odwiecznym) napędem dramaturgicznym jest naoczne zderzenie człowieka teraźniejszości z człowiekiem przyszłości. Człowiek teraźniejszości jest z natury rzeczy bardzo fajny, bo jest nasz. Człowiek przyszłości też jest fajny, tyle że jest, że tak powiem fajny inaczej, a raczej fajny trudniej. Człowiek przyszłości jest mianowicie bardzo fajną laską, która w dodatku nie wie, że jest fajną laską. Jak powszechnie wiadomo bardzo fajną laskę trzeba zmiękczyć i urobić, co nieraz bywa trudne. A tu jeszcze przychodzi trudność dodatkowa, tu przychodzi mianowicie dać odpowiedź na pytanie, nad którym od wieków ślęczą najtęższe umysły ludzkości. Pytanie to brzmi: Jaka fajna laska jest trudniejsza do zmiękczenia, ta która wie, że jest fajną laską czy ta która nie wie? W udzielaniu odpowiedzi przestrzegałbym przed pochopnością. Jest więc Seksmisja filmem o odwiecznych marzeniach ludzkości i jest zarazem historią wielkiego podrywu, tym większego, tym zabawniejszego i tym bardziej ekscytującego, że dokonywanego na tzw. (to co z tego że pozornym) zderzeniu cywilizacji. Czas krzyżuje się tu z przestrzenią i przyszłe mieszkanki Ziemi mają w sobie pozór mieszkanek innej planety. Po blondynkach, brunetkach i mulatkach przyszła pora na kosmitki - zdają się twierdzić twórcy filmu. I mają rację - kosmitki są bardzo fajne.


Zobacz również