Krzysztof Hołowczyc: "Elektronika zabija ducha sportów motorowych"

Korzystanie z komputera staram się ograniczyć do minimum. Tylko tyle, ile muszę, żeby zająć się swoimi sprawami, przejrzeć pocztę. Oczywiście odwiedzam też różne serwisy internetowe, ale nie powiem jakie, bo nie będę tu robił nikomu reklamy - mówi w rozmowie z PCWK Online Krzysztof Hołowczyc, kierowca rajdowy.

PCWK Online: Jakie jest Pana zdanie na temat różnego rodzaju komputerowych programów do nauki jazdy?

Krzysztof Hołowczyc: Myślę, że to jest przyszłość. Komputer jest coraz bardziej naturalnym sposobem komunikacji i tego typu systemy będą coraz lepsze. Oczywiście, jeździć w ten sposób na pewno się nie nauczymy. Kiedyś przecież trzeba dotknąć tej kierownicy i to całe żelastwo wprawić w ruch, w którąś stronę skręcić. Każdy, oprócz teorii, musi mieć również dużo praktyki.

Krzysztof Hołowczyc
Krzysztof Hołowczyc

Krzysztof Hołowczyc

Krzysztof Hołowczyc - jeden z najbardziej utytułowanych polskich kierowców rajdowych, mający w swoim dorobku wielokrotne tytuły Mistrza Polski, Mistrza Europy, udane starty w eliminacjach Mistrzostw Świata. Swoją przygodę ze sportem motorowym zaczął od kartingu jeszcze w szkole podstawowej. Na trasę pierwszego rajdu wyruszył Fiatem 125p w 1984r, by już w kolejnym sezonie zdobyć tytuł Mistrza Polski gr. N. Aktualnie jeździ swoim ulubionym Subaru Impreza. W 1997 r. został wybrany przez telewidzów TVP1 na Najpopularniejszego Sportowca Polski. Krzysztof Hołowczyc znany jest także ze swego zaangażowania w sprawy dotyczące bezpieczeństwa ruchu drogowego. Działał lub działa nadal w kampaniach "Pijani kierowcy wiozą śmierć", "Bezpieczny przejazd", a ostatnio "Wrzuć na luz, jedziesz na wakacje". Jest także założycielem Fundacji "Kierowca Bezpieczny".

Czy pewną wprawę może nam dać np. gra w komputerowe wyścigi?

Czy wyścigi dają wprawę? Trudno powiedzieć. Na pewno dają dużo zabawy. Nie porównywałbym tego do rzeczywistości, bo jak na razie nie ma jeszcze, przynajmniej dostępnych dla ogółu użytkowników, symulatorów z prawdziwego zdarzenia, mocno podobnych do realnej jazdy samochodem, ale rzeczywiście, sporo korzyści można z nich wyciągnąć. Przede wszystkim zwiększają prędkość reakcji, powodują, że dużo łatwiej jest nam się później odnaleźć w normalnym samochodzie. Ale na pewno nie da się przy ich pomocy nauczyć perfekcyjnie jeździć, czy też np. opanować jakiś tor do tego stopnia, że potem wsiądziemy do prawdziwego samochodu i już jesteśmy mistrzem. To jest jednak zupełnie inne odczucie.

Czy Pan sam próbował swoich sił na komputerowych torach?

Tak, oczywiście. Jeśli chodzi o moje przygody z grami, to kiedyś nawet podkładałem głos do gry na Playstation, do Collin Mc Rae Rally. Teraz bawią się w to głównie moje dzieciaki, ale i ja czasami siadam wraz z nimi za kierownicę, żeby się trochę pobawić. Muszę jednak zaznaczyć, że w grach jest jedna rzecz, która mi bardzo nie odpowiada - że człowiek dosłownie wali przy szybkości 200 km na godzinę w jakieś drzewa i... nic. Jest kolejne życie i leci się dalej.

Czy zatem nie ma to negatywnego wpływu na nasze późniejsze zachowanie już na drogach?

Nie, moim zdaniem nie przenosi się to z gry na samochód, bo rzeczywistość jest zupełnie inna. Negatywny wpływ jest o tyle taki, że jeżeli młodzi ludzie siedzą po parę godzin przed komputerem, to szkoda oczu, zdrowia i psychika siada. Zatem: uwaga dzieciaki.

Czy dużo czasu spędza Pan przed komputerem?

Staram się jak najmniej. Tylko tyle, ile muszę, żeby zająć się swoimi sprawami, przejrzeć pocztę. Oczywiście odwiedzam też różne serwisy internetowe, ale nie powiem jakie, bo nie będę tu robił nikomu reklamy.

Co Pan sądzi o przeładowaniu nowoczesnych samochodów elektroniką, różnego rodzaju komputerach pokładowych, itp.?

Elektronika będzie obecna w samochodach w dużo, dużo większym stopniu. To jeszcze nie jest szczyt możliwości. Będzie jej coraz więcej, w pewnym momencie będzie mogła wręcz, niejako z zewnątrz, "wchodzić" do samochodów. Znam dużo ciekawych opracowań, prowadzi się w tej chwili bardzo dużo badań nad systemami elektronicznymi, idziemy np. w tym kierunku, że już niedługo nie będzie układu kierowniczego, tylko joystick, za pomocą którego będziemy sterować samochodem. Będzie centralny komputer, który będzie zarządzał większością rzeczy w samochodzie. Do tego dążymy. Elektroniki będzie coraz więcej, to jest naturalne. Pewnie, ktoś może powiedzieć, gdzie jest kres? Odpowiem: nawet nie zdajemy sobie sprawę, jak daleko to jeszcze pójdzie.

Gdzie w tym wszystkim będzie miejsce dla człowieka? Czy to nie zabija w pewien sposób ducha motoryzacji?

Nie, nie, spokojnie. Proszę zauważyć, co dzieje się w sportach motorowych. Tam ciągle jeszcze samochody są dosyć spartańsko wyposażone. W pewnym sensie elektronika mocno psuje frajdę, psuje również zabawę dla kibiców. Wszystkie samochody z aktywnymi dyferencjałami, z tym wszystkim, co zostało rozbudowane, powodują styl jazdy, który jest bardzo "ciasny", tylko mówiący o tym, że trzeba szanować drogę, cenne sekundy, a te czasy, kiedy samochody po sto metrów bokiem dojeżdżały, kibice uciekali, ale i wyli z radości, że coś się dzieje, to niestety te czasy odejdą. Dlatego też, dla uatrakcyjnienia czy też podtrzymania tej atrakcyjności, Amerykanie jako pierwsi wprowadzili w sporcie motorowym zakaz używania elektroniki. Dzięki temu ten sport jest piękniejszy. W przypadku zwyczajnego samochodu, który jeździ po ulicy, wyposażenie go w zdobycze elektroniki daje kierowcy wielką frajdę, ale do sportu, do jazdy typu "extreme" absolutnie już się nie nadaje.


Zobacz również