Kto uratuje amerykańską gospodarkę

Konsumenci i ich portfele nie mogą zrobić już wiele więcej dla poprawy sytuacji gospodarczej, jeśli nie wzrośnie liczba miejsc pracy. Korporacyjna Ameryka będzie więc musiała coś z tym zrobić - pisze BusinessWeek.

Zakończyła się niepewność związana z wojną z Irakiem, nadeszła wiosna a z nią oczekiwanie na wzrost sprzedaży w USA, jednak konsumenci wcale nie kwapią się do kupowania. Prognozy przewidywały, że koniec wojny z Irakiem będzie oznaczał znaczący wzrost wydatków konsumenckich. Tak się nie stało. Może dlatego, że konsumenci są zmęczeni wiązanymi z nimi przez ostatnich kilka lat nadmiernymi nadziejami- kiedy to podtrzymywali gospodarkę mimo rosnącego bezrobocia, skandali księgowych w wielkich korporacjach i ataków terrorystycznych.

W marcu br. zamówienia w przemyśle (z wyłączeniem przemysłu obronnego i lotniczego) wzrosły o 3,1%. Ekonomistów napawa to optymizmem - zwiększone inwestycje wpłyną pozytywnie na wzrost gospodarczy w drugiej połowie roku.

Jednak bez optymistycznie nastawionych konsumentów, gospodarce będzie ciężko wyjść z dołka. Amerykanie do pewnego stopnia chcą wydawać - indeks zaufania konsumentów wprawdzie spadł w momencie wybuchu wojny, ale sprzedaż detaliczna (bez wliczania samochodów) wzrosła o 1,5%. Indeks zaufania konsumentów wzrósł w kwietniu br., kiedy szybki koniec wojny w Iraku był już pewny, ale w tym samym czasie sprzedaż detaliczna spadła o 0,9%.

"Konsumenci wydają swoje wszystkie pieniądze" - mówi David Wyss, główny ekonomista Standard & Poor's. Jednak rosnące bezrobocie i nie rosnące płace hamują te wydatki. Kiepsko mają się również rynki finansowe. Mogłoby im pomóc obniżenie stóp procentowych.

Sprzedawcy detaliczni nie spodziewają się wielkiego ożywienia latem tego roku, np. Wal-Mart, największy dom sprzedaży detalicznej na świecie, obniżył swoje prognozy na 2003 rok.

Aby podnieść poziom wydatków konsumenckich, należałoby podnieść poziom zatrudnienia. Lee Scott, dyrektor wykonawczy w Wal-Marcie powiedział, że wzrost liczby miejsc pracy, bardziej niż cokolwiek innego, jest kluczem do podniesienia wysokości sprzedaży.

Jednak nie widać na horyzoncie żadnej poprawy na rynku pracy. Bezrobocie w USA wyniosło w kwietniu br. 6% (podobnie jak w grudniu 2002) i jest to najwyższy wskaźnik od 9 lat. A analitycy przewidują, że w tym roku bezrobocie jeszcze wzrośnie.

Pewne nadzieje można wiązać jednak z zapewnieniami Białego Domu, że proponowane obniżenie podatków wpłynie korzystnie na poziom wydatków gospodarstw domowych. Z kolei Michael Green, wiceprezes Cap Gemini Ernst&Young twierdzi, że koniec wojny z Irakiem poprawił nastroje najbogatszych Amerykanów. W luksusowym domu towarowym Nieman Marcus sprzedaż wzrosła w kwietniu o 3,2%, podczas gdy analitycy spodziewali się spadku sprzedaży. "Ludzie zamożni przestają wydawać na początku recesji, jednak później znowu zaczynają kupować zgodnie z dawnymi przyzwyczajeniami" - mówi Michael Green.

Jednak najbogatsi nie wskórają wiele sami. Ważne jest, aby firmy zaczęły realizować inwestycje odłożone na później z powodu wojny w Iraku. Jeśli tak się stanie, gospodarka może ruszyć do przodu już w drugiej połowie 2003 roku - podsumowuje BusinessWeek.

Na podstawie artykułu Amy Tsao z BusinessWeek "Business Spending to the Rescue", 16 maja 2003


Zobacz również