Kultowa okładka

Siedziałem sobie pewnego razu wygodnie na kanapie jedząc kanapkę, aż tu nagle piorun z telewizora: klip Kazika - "12 groszy". Do pokoju wchodzi Edyta z kawą, widzi mnie rozwalonego na kanapie i słyszy : - Dla Kazika zrobiłbym okładkę nawet za darmo. Fajny człowiek, może kiedyś coś zrobimy razem...

Siedziałem sobie pewnego razu wygodnie na kanapie jedząc kanapkę, aż tu nagle piorun z telewizora: klip Kazika - "12 groszy". Do pokoju wchodzi Edyta z kawą, widzi mnie rozwalonego na kanapie i słyszy : - Dla Kazika zrobiłbym okładkę nawet za darmo. Fajny człowiek, może kiedyś coś zrobimy razem...

Nigdy wcześniej nie miałem okazji poznać się z Kazikiem Staszewskim. Nie przypuszczałem, że może to nastąpić w przewidywalnej przyszłości. Po krótkiej zadumie nad tym, jak mogłaby wyglądać praca z Kazikiem, porzuciłem rozmyślania na ten temat. Refleksja była spontanicznym wyrazem mojego zachwytu klipem. Rozmowa przeszła na inne tematy. Pomyślałem wtedy, że okładki do płyt, które robiłem dla Polskiego Radia, raczej nie przynosiły mi satysfakcji artystycznej (o finansowej nie wspomnę), a projektowałem cały czas z nadzieją, że radio zacznie wydawać jakieś bardziej motywujące mnie pozycje (co się później spełniło, ale o tym innym razem).

Dwa czy trzy dni później mój przyjaciel Semafor wpada do studia Mars&Venus i z mostu wali, że kumpel zna kogoś, kto zna kumpla kogoś itd. W skrócie, że będzie robił okładkę dla Kultu. Oczywiście, ucieszyłem się, choć w duszy natychmiast zapłonął ogień zazdrości. Niby nie nalegałem, ale akurat pracy było mnóstwo, Semafor miał jakieś inne ważne projekty, a ja niespodziewanie miałem sporo czasu i dobry pomysł w głowie (oczywiście, pomysł na okładkę jakiejś płyty). Dziś mam wrażenie, że to Semi chciał mi zrobić przyjemność, odpalając sympatyczną robótkę. Dzięki za gest Semi! W każdym razie temat Kultu pociągnąłem dalej sam. Dwa dni później w studiu pojawia się Sławek Pietrzak ("Wydaffca") oraz Kazik Staszewski.

"Cześć, cześć - to są zdjęcia, to weź na okładkę, szybko weź na skaner, bach, bach, raz dwa, my się popatrzymy i wyjdziemy za godzinę z gotową okładką. Bo my wiemy dokładnie, co to ma być i nie mamy czasu, żeby tu wracać..." Szczęka mi opadła, natychmiast odechciało mi się robić cokolwiek, a już na pewno za darmo... Wydawca i Kazik zgodzili się na moją propozycję, żebyśmy się spotkali następnego dnia, a ja pokażę im moją wersję ich projektu. Siedziałem całą noc i następny dzień nad projektem, który tak optymistycznie ("...wiesz stary to jest już gotowe zdjęcie, weź jak jest...") opisali chłopcy z Kultu. Zdjęcia trzeba było retuszować, komponować, tworzyć layout. Temat: "Samotny człowiek na wysypisku śmieci". Darłem kawałki tektury, skanowałem sprężynki, jednym słowem zajęcia ZPT w podstawówce.

Wieczorem pokazałem projekt. Kazik: ... dla mnie ekstra. Sławek na to: ... dla mnie ekstra, robimy dalej. Z jednego "...szybko weź na skaner, bach, bach, raz dwa" przez następne dwa tygodnie w studiu robiliśmy kilkugodzinne nasiadówki. Okładka do CD, okładka do kasety, później reklama do prasy i plakat.

W dzień oddania książeczki CD do drukarni zmarł perkusista Kultu - Szczota. Szczota był na okładce, był na wewnętrznej stronie okładki oraz na samym krążku. Żeby uniknąć plotek, że wydawnictwo robi kasę na śmierci kolegi, że w jakikolwiek sposób to wykorzystuje lub robi mu mało subtelny ołtarzyk (Szczota w pierwszym projekcie był naprawdę wszędzie i to na dodatek w bardzo zbliżonych, ponurych ujęciach) oraz z innych, nie znanych mi powodów poproszono mnie o zlikwidowanie postaci Szczoty z innych fragmentów projektu, poza pierwszą stroną okładki (kasety i kartonika, do którego był przytwierdzony CD).

Nie wpłynęło to na kształt projektu, który w sumie uważam za udany. Szkoda tylko, że się na tym skończyła współpraca z SP Records...

Piotr Rosiński - grafik, absolwent warszawskiej ASP, przez dwa lata asystent w pracowni grafiki wydawniczej. Założył agencję Mars&Venus, której jest dyrektorem artystycznym. Obecnie studiuje reżyserię w Paryżu.


Zobacz również