Kultowe spod wody

Choć człowiek od dziesięcioleci lata w kosmos, choć Marsa eksplorują pojazdy będące owocem naszej myśli technicznej - swoiste wizytówki progresji cywilizacji, to rzeczą zdumiewająca jest, jak słabo znamy głębię oceanów.

Choć człowiek od dziesięcioleci lata w kosmos, choć Marsa eksplorują pojazdy będące owocem naszej myśli technicznej - swoiste wizytówki progresji cywilizacji, to rzeczą zdumiewająca jest, jak słabo znamy głębię oceanów.

Naukowcy przyznają się, że nasza wiedza o oceanach stanowi raptem 2-5% tego, co z czasem przyjdzie nam odkryć. Problem w tym, że choć znaleziono sposoby na to, aby człowiek przebywał tysiące kilometrów nad ziemią, poza kapsułą statków kosmicznych, to w głąb morskiej toni organizm ludzki, tylko w skafandrze, zanurzył się dotąd na rekordową głębokość... 313 m. Nic więc dziwnego, że morska otchłań to wielka tajemnica, a "Wielki błękit" w tytule kultowego filmu Luca Bessona urasta do rangi niemal mitycznej.

Na naszym rynku niemal równocześnie pojawiły się dwa obrazy tego reżysera, przez płetwonurków określane mianem kultowych. Cieszy to, tym bardziej że prawa do kinowych projekcji "Wielkiego błękitu" właśnie wygasają, tym samym niejako zostajemy skazani na krążek DVD. I świetnie, bowiem na płycie otrzymujemy wersję dłuższą, co dla miłośników zaglądania pod taflę wody jest nie lada gratką. Oczywiście, podstawowym atutem są genialne zdjęcia podwodne, podobnie jak historia rywalizacji dwóch mistrzów tzw. swobodnego nurkowania (czyli bez butli ze sprężonym powietrzem), wciągające, wręcz zapierające dech. Enzo i Jacques - przeciwstawne charaktery, różne motywacje, rywalizacja, ale i przyjaźń, a to wszystko jako tło do nieustannego przekraczania granic ludzkich możliwości. Jednak przyznam szczerze, że nie tylko sens, ale i piękno tego filmu docenia się dopiero wówczas, gdy choć raz założyło się na twarz maskę, na nogi płetwy, skafander, ot choćby piankę, a na plecy założyło jacket z butlą i dało nura. Świadomość zagrożenia i tego, że pod wodą jesteśmy gośćmi, uczy pokory do żywiołu, jakim jest woda przy jednoczesnym docenieniu bohaterów filmu.

Sam obraz kończy się... No właśnie, jeśli wśród Państwa jest ktoś, kto jeszcze nie widział "Wielkiego błękitu", to zazdroszczę mu. Niestety, pierwszy raz jest tylko jeden, potem powraca się do tego obrazu, bowiem ma jakiś magnes, a jest on coraz silniejszy z każdym... kolejnym nurkowaniem. Rodzajem dopełnienia "Wielkiego błękitu" jest film, który z racji na specyfikę (brak fabuły) w zasadzie nie został zauważony. "Atlantis" (film to dwanaście samoistnych etiud) producenci promowali hasłem "Co Jacques zobaczył w głębi" i w zasadzie zdanie to trafnie streszcza zawartość filmu. Znakomite zdjęcia podwodne, często zabawne, kiedy indziej majestatyczne, a to wszystko dopełnione muzyką Erica Serry. Jednak fragment, który zapiera dech w piersiach i może rościć sobie prawo do miana arcydzieła, nie został zilustrowany dynamiczną, rytmiczną muzyką Serry. Prowadzona przez nurka kamera wpływa między burty zatopionego wraku, przed naszymi oczami przepływa ławica małych ryb, światło tylko snopami wpada przez obrośnięte bulaje.

Reżyser zaczyna z nami grę. W tle słyszymy strojącą się orkiestrę, ławica okazują się niby tłumem widzów śpieszących na operowy spektakl. Rozpoczyna się przepiękna aria (Bellini "La Sonnanbula"), tyle że zamiast Marii Callas, naszym oczom ukazują się... królewskie manty. Giganty popularnie nazywane płaszczkami przywodzą na myśl operowe diwy, które pełne gracji przepływają nieśpiesznie, z powagą, dowodząc, że najlepszym reżyserem jest życie, a twórcą scenografii - natura. Równie mocne wrażenie pozostawia finałowa sekwencja "Narodziny", będąca montażem zdjęć wykonanych pod lodem. Niesamowite, przerażające, genialne!

"Atlantis" to zdecydowanie film dla koneserów. Jeśli ktoś ceni tylko wartką akcję, zjadliwe dialogi czy trupy ścielące się gęsto, to może o tym krążku zapomnieć. Tu bowiem do głosu dochodzi naturalne piękno czy może raczej piękno natury...

Piotr Iwicki - artysta, publicysta prasowy i radiowy, krytyk muzyczny. Absolwent Akademii Muzycznej w Warszawie, uznawany za czołowego polskiego perkusistę. Dumny posiadacz największej w Polsce kolekcji muzycznych DVD, jeden z pierwszych rodzimych krytyków publikujących na temat kina domowego w Polsce. Hobby - nurkowanie.


Zobacz również