Laptop kontra desktop. Co lepsze?

Komputer stacjonarny kosztuje ok. dwa razy mniej niż jego przenośny odpowiednik o tej samej mocy obliczeniowej. Nie licząc atutu mobilności laptopy są znacznie gorsze od desktopów pod każdym względem. Wciąż chcesz kupić notebook?

Już kilka lat temu wielu proroków branży IT zaczęło przebąkiwać o końcu stacjonarnych komputerów PC. Duże, toporne, zajmujące miejsce, pożerające mnóstwo prądu i nieestetyczne miały zostać całkowicie wyparte przez mocno napierające notebooki. Wprawdzie te ostatnie były znacznie droższe, ale z czasem miało nastąpić zrównanie cen i tym samym śmierć desktopów.

Do niedawna trendy rynkowe zdawały się potwierdzać powyższą teorię, jednak od pewnego czasu następuje spora zmiana. Desktopy wracają powoli do łask. Jak się okazuje, notebook w rzeczywistości nie może w wielu zadaniach konkurować z komputerem stacjonarnym i nawet najżarliwsze koncerty życzeń i zamykanie oczu na fakty tego nie ukryją.

Zobacz również:

  • Komputery PC będą droższe

Desktop i notebook - geneza

Powyższa prawda wynika z przyczyn powstania obu typów komputerów a co za tym idzie ich najważniejszych cech. Zacznijmy od tego, że standardowy pecet miał być komputerem wydajnym, o łatwej do modyfikowania konfiguracji, potrafiącym poradzić sobie z najróżniejszymi zadaniami, a przy tym dostępnym dla każdego, kto tylko będzie potrzebował komputera tego typu. Notebook zaś wymyślono po to, by jego użytkownik mógł łatwo przenosić komputer i korzystać z niego bez podłączenia do sieci elektrycznej. Głównym celem było umożliwienie pracy na komputerze, a więc zarabiania pieniędzy w dowolnym miejscu. Wydajność i wielofunkcyjność były w wypadku notebooka drugorzędne.

Z czasem desktop dawał coraz większe możliwości rozbudowy i zmiany konfiguracji, stawał się coraz wydajniejszy, notebook zaś - coraz bardziej mobilny i praktyczny. Ogólnie można uznać, że te dwa rodzaje komputerów zgodnie egzystowały na rynku, nie wchodząc sobie nawzajem w drogę i trafiając do zupełnie odmiennych grup klientów. Jeśli ktoś potrzebował wydajności desktopa w domu i jednocześnie sprawnego komputera przenośnego, to kupował jeden i drugi, bez szukania kompromisów. Na całe nieszczęście dla jednych i drugich komputerów, a także ich użytkowników, istnieje coś takiego, jak marketing, czyli potrzeba zarabiania bez względu na koszty, jakie z tego powodu wszyscy będą musieli ponieść. W konsekwencji powstały twory tak dziwne, jak notebooki multimedialne bądź dla graczy, a jednocześnie desktopy zaczęto wtłaczać w coraz mniejsze obudowy, pozbawiające je sensu istnienia.

Trzy wynalazki, które wywołały wojnę

Tego rodzaju eksperymenty, czy też w pewnym sensie ślepe zaułki w ewolucji komputerów były skutkiem kilku rewolucyjnych wynalazków. Pierwszy był nie najnowszy, ale koszty przeszkadzały w jego upowszechnieniu. Chodzi o monitory LCD, wręcz stworzone do notebooków, bo pozwalające na zmniejszenie ich rozmiarów i poboru prądu. Kluczem do obniżenia ceny stało się ich spopularyzowanie, czyli zastąpienie nimi nawet wyświetlaczy kineskopowych (CRT) w desktopach.

Drugiego przełomu, który doprowadził do "wojny" między komputerami stacjonarnymi i przenośnymi, dokonał Intel, wprowadzając platformę Centrino. Wcześniej w notebookach stosowano najwyżej nieco zmodyfikowane procesory desktopowe. Pobierały dużo prądu i wydzielały mnóstwo ciepła, co stanowiło ogromną wadę. W trudnej sytuacji był sam Intel, który nieco wcześniej zastąpił bardzo udane Pentium III koszmarnym Pentium 4. Procesor ten do dziś może być symbolem technologicznej porażki i marketingowej potęgi producenta. Był tak kiepski, że opracowując procesory na platformę Centrino, Intel go pominął i sięgnął po rozwiązanie ze starszego Pentium III, znacznie je udoskonalając. W dalszej kolejności Centrino stały się także podstawą rewolucyjnych Core 2. Od tego czasu procesory desktopowe i notebookowe są ze sobą bardzo blisko spokrewnione - właściwie to różne wersje często tych samych układów, przystosowane do działania komputerach jednego lub drugiego rodzaju.


Zobacz również