Lepiej widać spod wody?

Drodzy moi, nie wiem, czy wszyscy zauważyli, że na DVD ukazał się jeden z najbardziej klasycznych filmów wojennych ''Das Boot'' (wydawca: Kino Świat), w reżyserii Wolfganga Petersena. W opublikowanej obecnie ''wersji reżyserskiej'' trwa prawie 3,5 godziny, ale ogląda się go jednym tchem, a właściwie na jednym, wstrzymanym oddechu.

Drodzy moi, nie wiem, czy wszyscy zauważyli, że na DVD ukazał się jeden z najbardziej klasycznych filmów wojennych ''Das Boot'' (wydawca: Kino Świat), w reżyserii Wolfganga Petersena. W opublikowanej obecnie ''wersji reżyserskiej'' trwa prawie 3,5 godziny, ale ogląda się go jednym tchem, a właściwie na jednym, wstrzymanym oddechu.

Ta wstrząsająca epopeja wojenna pokazuje II wojnę światową na Atlantyku z punktu widzenia załogi niemieckiej łodzi podwodnej. Jednej z tych, które zatapiały konwoje transportowe aliantów: statki handlowe, pasażerskie i sanitarne z rannymi. Hitlerowskie U-booty cieszyły się złą sławą: były szybkie, sprawne, wszechobecne. Ich kapitanowie nie znali litości dla załóg zatapianych statków: nikogo nie ratowali, nie brali jeńców wojennych; patrzyli, jak rozbitkowie tonęli na ich oczach. Dlaczego więc mamy się rozczulać nad losem marynarzy niemieckich, którzy sami znaleźli się w poważnych kłopotach, gdy odwróciła się karta wojny?

Siła filmu "Das Boot" (największa produkcja w historii niemieckiej kinematografii) polega właśnie na tym, że pokazuje on wojnę z pozycji wroga; z pozycji tego, który nie miał racji i którego przywykliśmy nienawidzić. Przez ponad 200 minut patrzymy, jak niemieccy chłopcy (w sensie dosłownym, bo w drugiej fazie wojny armia hitlerowska uzupełniała braki w swoich szeregach pośpiesznie przyuczonymi do walki nastolatkami) konfrontują swoje wyobrażenie o walce za Fźhrera z realiami służby na łodzi podwodnej. Tygodnie spędzone pod wodą w strachu, klaustrofobii, monotonii rejsu, ciągłym zagrożeniu stwarzanym przez coraz bardziej niemożliwą do wygrania wojnę. Tam, pod wodą, hitlerowskie "szare wilki", jak ich nazywano, traciły swój heroiczny wymiar. Na marynarskich kojach pojawiały się fotografie ukochanych kobiet (nie tylko Niemek!), na okrętowym gramofonie lądowała francuska płyta Josephiny Baker, śpiewającej "J'attendrai" ("Czekam cię") i amerykańska - z piosenką "It's a long way to Tipperary". Śpiewali, słuchali, marzyli o miłości. Tak, wrogowie naszych ojców byli takimi samymi ludźmi, jak nasi ojcowie. I tak samo jak oni bezsensownie ginęli w nie przez siebie wypowiedzianej wojnie.

Siła filmu "Das Boot" tkwi także w tym, że kompromituje on ideę wojny "dla Ojczyzny". Kompromituje w gruncie rzeczy samą istotę wojennej konfrontacji, wskazując na kłamstwo, na którym została zbudowana: na propagandową manipulację, każącą cywilom i żołnierzom uwierzyć w sens czegoś, co jest całkowicie sprzeczne z ich prawdziwym życiowym interesem. I to niezależnie od tego, po której stronie wojennej barykady się znajdą!

Zanim więc amerykańskie wojska wraz ze sprzymierzonymi z nimi armiami (w tym polską) wyruszą do Iraku, włóżmy do odtwarzacza DVD płytę z klasyczną wojenną epopeją, dajmy się ponieść opowieści i dopuśćmy do głowy myśli, na które zwykle nie mamy czasu. Bo może się okazać, że spod wody, z pokładu prawie zatopionej przez brytyjskie niszczyciele i leżącej na dnie Cieśniny Gibraltarskiej niemieckiej łodzi podwodnej lepiej widać to, co jest istotą wojny: militarną fatamorganę, prowadzącą tych, którzy w nią uwierzą, do upadku; złudne poczucie, że wojnę można zacząć i skończyć wtedy, kiedy się tego chce.

Należę do tych, dla których "Das Boot" to film kultowy, a muzyki z jego ścieżki dźwiękowej słucham z prawdziwym nabożeństwem. Reżyserską wersję "Okrętu" wydaną na DVD (Edycja Specjalna) przyjąłem jednak nie jako niezbędną pozycję mojej filmowej kolekcji klasycznych arcydzieł, lecz jako paląco aktualną przypowieść, mogącą wpływać na nasze postawy także wobec wydarzeń jak najbardziej aktualnych. I właśnie dlatego tak gorąco ją polecam!

Tomasz Raczek Krytyk filmowy i felietonista. Z Zygmuntem Kałużyńskim stworzył duet znany z telewizji (Perły z lamusa) i rozmów drukowanych we Wprost oraz wydanych w trzech książkach: "Perły do lamusa?", "Poławiacze pereł" i "Perłowa ruletka".


Zobacz również