Licencjonowane gnioty

Powoli zaczynamy przyzwyczajać się do tego, że filmy kinowe pracują jak woły - ciągną mianowicie całą stertę śmieci: kubeczki, ręczniczki, pieluszki... i oczywiście gry komputerowe.

Powoli zaczynamy przyzwyczajać się do tego, że filmy kinowe pracują jak woły - ciągną mianowicie całą stertę śmieci: kubeczki, ręczniczki, pieluszki... i oczywiście gry komputerowe.

Nikt nie dziwi się już, że gdy pojawia się film dla szeroko pojętej młodzieży, w sklepach potykasz się o wszystko, na czym zmieści się logo i twarz głównego bohatera. Taki jest ten świat. Wiesz także z drugiej strony, że jeśli szukasz dobrej gofrownicy, nie kupisz tej z rozwrzeszczaną facjatą Pikachu. Jeśli szukasz użytecznego czajnika, omijasz wszystkie te, w których ucho stanowi ponętnie wygięty Legolas, a gwizdek to głowa Gandalfa. Człowiek intuicyjnie czuje, że nie są to towary najlepszej jakości. Bo cóż - złapiesz Legolasa nie tak jak trzeba i wrzątek na podłodze.

Stąd też rodzi się pytanie: dlaczego wreszcie nie postawimy sprawy jasno?! Film to film! Komiks to komiks! Zmiana sposobu przekazu zawsze będzie się wiązać ze stratą jakości produktu! Niemal wszystkie gry komputerowe oparte na licencjach znanych filmów i książek rozczarowują. Jak to się dzieje, że nikt nie zwraca na to uwagi?

Jak pupcia niemowlaka...

Wyścig się rozpoczął! Teraz gra i film mają rzesze fanów. Boska Angelina sprawiła, że oba produkty wspierają się bardzo sprawnie! Niedługo premiera kolejnej odsłony Tomb Raidera, a po niej pewnie drugiej części filmu.

Wyścig się rozpoczął! Teraz gra i film mają rzesze fanów. Boska Angelina sprawiła, że oba produkty wspierają się bardzo sprawnie! Niedługo premiera kolejnej odsłony Tomb Raidera, a po niej pewnie drugiej części filmu.

Wszystko zaczęło się od dzieci. Dzieci mają wszystkie cechy doskonałego klienta. Kochają zabawę, działają pod wpływem emocji, łatwo ulegają modom i do wieku lat kilkunastu są przekonane, że telewizja mówi prawdę. Co tydzień armia kilku milionów maluchów w Polsce zasiada do oglądania nowych przygód Hugo. Na tym produkcie zarabiają wszyscy (telewizja, branża telekomunikacyjna, wydawca), tylko nie rodzice i ich pociechy, bo gra jest płytka jak beret. Ale to nie jest ważne! "Dodzwoniłeś się do nas? Cudownie! Może coś wygrasz! Nie udało się? Trudno! I tak jesteś fajny!". Tak oto wmawia się dzieciakom od początku, że nawet jak nic im nie wyjdzie, to telewizja ich pokocha.

A dzieci są wdzięczne tym, którzy je kochają, i kupują gry z serii Hugo masami, mimo faktu, że w niewielu magazynach komputerowych znajdziecie w ogóle recenzje tej serii. Nic dziwnego - jest to bagno, w które nie każdy recenzent ośmieli się zanurzyć rękę. Radosna produkcja masowa na silniku, który niemal wcale się nie zmienia. Wiesz jak liczna jest seria Hugo w Polsce? Naliczyliśmy około dwudziestu tytułów. Wyobrażasz sobie, żeby grać w Counter-Strike 15? A w Dooma XX? No właśnie.

A seria o klockach lego? Widzieliście kiedyś wszystkie gry, które się w niej ukazały? To już ponad setka tytułów! Są też gry o paście Colgate, batonikach, cukierkach - powstają na najprostszych, topornych silnikach, tylko po to by wcisnąć się w świat maluchów każdą możliwą szparą. I każdą możliwą szparą wycisnąć pieniądze z kieszeni rodziców.

007 James Bond: Nightfire - jedna z nielicznych gier, której udało się idealnie przenieść klimat filmowy na monitory komputerów! Jest i napięcie, i piękne kobiety. Ewenement czy może jaskółka nadziei?

007 James Bond: Nightfire - jedna z nielicznych gier, której udało się idealnie przenieść klimat filmowy na monitory komputerów! Jest i napięcie, i piękne kobiety. Ewenement czy może jaskółka nadziei?

No i wreszcie chluba całego świata, która uczyniła jej autorkę bogatszą od królowej Elżbiety - Harry Potter. A oto przepis na Małego Czarodzieja w wersji elektronicznej: zerżnąć scenariusz z książki, wnętrza - z filmu, a modele postaci - z aktorów. I stworzyć kolejny chłam z licencją znanej powieści. Na poszukiwaniu nowatorskich rozwiązań zeszłaby pewnie noc, ale w grze nie znajdziesz nic! Ta pozycja jest zupełnie średnia! Gdyby jej bohaterem był ktokolwiek inny, a scenariusz i scenografia nie zostały skopiowane z filmu - jestem przekonany, że nigdy by się nie ukazała, a już na pewno nie pod szyldem megakorporacji Electronic Arts. Pewnie, że gra miała wysokie oceny, możemy tylko długo dywagować, skąd się one wzięły. Zapytam wprost: czy ty albo któryś z twoich znajomych gracie jeszcze w Pottera? Rynek licencjonowanych gier dziecięcych jest po prostu krainą pożogi. I "pachnie" jak pupcia niemowlaka, bo dzieci nie napiszą złego słowa o grach z serii Dragon Ball, mimo faktu, że ich grafika jest tak potworna, iż trzeba się czasem domyślać, gdzie jest główny bohater, a gdzie tło. Na szczęście, ta seria trafiła tylko na konsole.

"Mamo! Ja chcę chodzić po ścianach!"

Z chęci bycia kimś ważnym szybko się nie wyrasta. Młodzież pożąda wzorców jak kobiety biżuterii. Spiderman: The Movie, X-Men, Star Trek, Star Wars to kolejne masowe, licencjonowane gry, które odpala się zwykle na fali obejrzanego niedawno filmu, a potem rzuca w kąt. Nie tak dawno ukazał się Hellboy na podstawie jednej z najlepszych na świecie serii komiksowych. A oto jak w skrócie wygląda gra na jej podstawie: domki z klocków, tekstury rozmiaru słoni. Animacja nie jest słowem, które powinno się pojawić w jakiejkolwiek recenzji tej gry, a sterowanie zbiera tyle różnych określeń, ilu ludzi odpala tę niedoróbkę na swoich pecetach. Ale co z tego? Ja uwielbiam Hellboya i nawet takiego śmieciucha przeszedłem. Sam wpadłem w tryby machiny? Cóż - mawiają, że chodzenie po bagnach wciąga.


Zobacz również