Lodowaty podmuch na szczycie

Złe czasy nastały dla liderów korporacyjnych. Skandale księgowe, gigantyczne podwyżki pensji i załamanie rynków giełdowych sprawiły, że świat obrócił się przeciwko nim. Postrzegani są jako cyniczni i niegodni zaufania: w USA liderzy korporacji w badaniach opinii publicznej cieszą się jedynie niewiele większym szacunkiem niż sprzedawcy używanych samochodów. Odbudowa zaufania będzie długą i żmudną pracą – pisze The Economist.

Liderzy wielkich firm są coraz pilniej i mniej życzliwie obserwowani przez opinię publiczną. A od szefa firmy, bardziej niż kiedykolwiek, oczekuje się wzięcia odpowiedzialności za jej losy. Widać to nie tylko w nowych zasadach korporacyjnych, ale również w sposobie w jaki rynki finansowe postrzegają i oceniają przedsiębiorstwa.

Przed menedżerami wielkich firm pojawiły się nowe i bardzo trudne zadania. W ostatnich latach zmianie uległy struktury korporacyjne – przedsiębiorstwa coraz częściej działają w wielu krajach i na licznych rynkach, wspierając się spółkami typu joint venture czy outsourcingiem. Wiele oddziałów rozproszonych po całym świecie odpowiada bezpośrednio przed głównym szefem. Tempo wprowadzania innowacji jest coraz większe, nowe technologie implementowane są coraz szybciej, a cykle życia produktów stają się coraz krótsze. Jednym słowem rośnie liczba zadań i presja czasowa.

Korporacyjni przywódcy walczą, aby utrzymać się na powierzchni w ciężkich warunkach gospodarczych. Muszą też poświęcać dużo czasu swoim pracownikom. Tych ostatnich jest zaś coraz mniej, mają coraz więcej pracy, a przecież rozwijanie ich talentów wciąż zdaje się kluczem do sukcesu firmy. Wielcy szefowie, zalani pocztą elektroniczną (na którą wielu z nich odpowiada osobiście), pocztą głosową i propozycjami występów w programach telewizyjnych oraz udziału w służbowych kolacjach, z coraz większym trudem znajduje czas na myślenie o strategii firmy. Jeszcze do niedawna taka kariera była szczytem marzeń wielu ludzi - teraz życie wielu przywódców, pod ciągłym czujnym spojrzeniem otoczenia ,stało się wręcz nieznośne.

Ci ludzie w dodatku oczekują teraz coraz więcej od liderów korporacyjnych. Najbardziej fotogeniczni i elokwentni szefowie są tak dobrze znani i popularni jak pomniejsze gwiazdy Hollywood. „Presja, jaką odczuwają osoby znajdujące się na szczytach organizacji jest niewiarygodna” – twierdzi John Kotter z Harvard Business School. Jeśli wzrost przychodów firmy spadnie o 3%, wartość akcji może spaść o 30%. Jednocześnie przychody nie mogą rosnąć na dłuższą metę szybciej niż rośnie Produkt Krajowy Brutto, ten zaś w większości krajów obrał ślimacze tempo.

Nieufność dla świata biznesu zwiększa się w przeciwieństwie do korporacyjnych przychodów w tempie błyskawicznym. William Donaldson, prezes Amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych (SEC) stwierdził, że obraz amerykańskiego biznesu jest gorszy niż kiedykolwiek dotąd i cały system może przestać działać, jeśli większość społeczeństwa nadal będzie uważała, że liderzy biznesowi ją zawiedli. Również Jack Welch, dla niektórych wciąż bohater, mimo zamieszania wokół jego gigantycznego pakietu emerytalnego, mówi o „kryzysie zaufania” w przywództwie korporacyjnym.

Podstawowe przyczyny takiego stanu rzeczy są dość oczywiste. Po pierwsze skandale korporacyjne w Enronie, WorldCom, Tyco, Vivendi, Ahold czy ABB. Po drugie, znacząco spadły ceny akcji, choć wcale nie zmalało uposażenie szefów. Wręcz przeciwnie, menedżerowie w 2002 roku mieli (jak wynika ze statystyk) niewielkie podwyżki. Powoduje to zrozumiałe zaniepokojenie udziałowców firm, którzy otrzymują niższe dywidendy. Po trzecie zaś bardzo wiele osób straciło pracę. Prowadzenie firmy w ciężkich czasach zawsze jest trudniejsze niż w dobrych: spada morale, znikają świetne okazje, a błędy stają się trudniejsze do ukrycia. Do tego dochodzi rosnące bezrobocie. Od początku 2001 roku 3,2 mln miejsc pracy w sektorze prywatnym w USA zostało zlikwidowanych. Zyski zaczynają do firm powracać, ale nie wpływa to na wzrost zatrudnienia. A pracownicy i byli pracownicy obwiniają za to szefów firm.

Jak wielki jest wpływ kilku tysięcy ludzi, którzy zarządzają największymi prywatnymi firmami na świecie? – pyta The Economist. Wielkie korporacje należą do najważniejszych instytucji we współczesnych społeczeństwach. I mimo, że nadeszła wśród prezesów moda na skromność, ludzie wciąż uważają, że ważne jest, kto prowadzi firmę, przyglądają się więc szczytom korporacyjnym bardzo uważnie i bardzo krytycznie. Czasem więc dla zarządu firmy równie ważną decyzją jak obranie strategii rynkowej jest wybór nowego CEO.

Na podstawie The Economist „Tough at the top”


Zobacz również