Maanam i goście

Zapowiedź konferansjera przed koncertem Maanamu, początek lat osiemdziesiątych: "Ma nam świecić słońce! Ma nam być dzień szczęśliwy! Ma nam być noc spokojna! Ma nam być lepiej! Ma nam śpiewać Kora! Ma nam grać Maanam! Jedyna doskonałość - Maanam, Maanam!!!", konferansjer próbuje coś jeszcze powiedzieć, ale nie udaje się, publiczność za głośno krzyczy, gwiżdże, bije brawo.

Zapowiedź konferansjera przed koncertem Maanamu, początek lat osiemdziesiątych: "Ma nam świecić słońce! Ma nam być dzień szczęśliwy! Ma nam być noc spokojna! Ma nam być lepiej! Ma nam śpiewać Kora! Ma nam grać Maanam! Jedyna doskonałość - Maanam, Maanam!!!", konferansjer próbuje coś jeszcze powiedzieć, ale nie udaje się, publiczność za głośno krzyczy, gwiżdże, bije brawo. Zespół gra "Paranoja jest goła".

Tak wygląda jedna ze scen dołączonego do koncertu paradokumentalnego filmu "Epoka Maanamu". Ten materiał wydał nam się do tego stopnia interesujący, nie tyle pod względem formalnym ile raczej z powodu treści, że poprosiliśmy Korę i Kamila Sipowicza o komentarz. Oto co powiedzieli: "Film dotyczy nie zespołu, ale całej epoki" - wyjaśnia Kora - "Tam jest kupa rzeczy takich, jakie można znaleźć u Barei, ale myślę, że to tylko jeden aspekt tamtych czasów, realistyczny i komiczny. My przedstawiamy inny aspekt, też ogromnie interesujący". To prawda, chodzi o polską recepcję estetyki hipisowskiej i późniejszą rebelię punk. Systematyczny pogląd na tę ewolucję proponuje Kamil Sipowicz: "To są sprawy skomplikowane i bardzo ciekawe, całe tomy można by napisać. Jeżeli punk rock był antytezą, rock tezą, to wszystko co w kulturze popularnej dzieje się teraz jest syntezą. Na całym świecie wielu hipisów przeszło do ruchu punk, bo tam była podobna energia, dynamika. Maanam jednak nigdy nie był grupą ani hipisowską, ani tym bardziej punkową i chociaż jako pierwsi mieli w Polsce płyty Clash i Pistolsów, ich styl muzyczny wynika nie z ideologii, ale z przeciwstawienia się temu, co wówczas w Polsce grało radio. Ten rock symfoniczny. Bez Lou Reeda, Bowiego, to było zdegenerowane".

Jak wyglądają inspiracje Maanamu ad 2001, najłatwiej można się przekonać słuchając ich ostatniej płyty "Hotel Nirwana", jednak koncert wydany na DVD to tradycyjna jubileuszowa kompilacja przebojów i nie ma w tym nic złego, może poza trochę irytującym efektem typu cała sala śpiewa z nami. Od strony wizualnej koncert wygląda tak samo jak każda realizacja TVP SA, ale na szczęście zadbano o dźwięk. Perfekcyjne, pełne Dolby Digital 5.1 jest najmocniejszą stroną płyty. Dźwięk jest żywy, ruch odbywa się zgodnie z pracą kamery, od razu zwracają uwagę efekty przestrzenne, a całość zaprojektowano nowatorsko. Słychać, że nie jest to tradycyjne podejście do reżyserii, ale raczej kreacja zbliżona do filmowego sposobu traktowania dźwięku. Mix powstał w telewizyjnej Agencji Opracowań Dźwięku, w trzyosobowym zespole kierowanym przez Roberta Mościckiego. "Docelowo projektowaliśmy dźwięk filmowy. Są rozmaite teorie psychoakustyczne, a my mieliśmy pełną swobodę wyboru, master był do naszej dyspozycji" - mówi Mościcki - "Mix zajął nam pięć dni. Sygnał zapisano na 48 separowanych śladach, a tak naprawdę na 46, bo była mała skaza materiału, dwa wokale musieliśmy dograć potem w studio i zrobić dubbing. Były też inne triki, ale to pewna tajemnica".

Całość brzmi dobrze, ale najlepiej wypadają duety. Koncert pomyślano tak, że w każdej kompozycji pojawia się nowy wokal albo instrument. Najkorzystniej wyróżnia się wydana oryginalnie w 1989 roku tytułowa piosenka z albumu "Sie ściemnia". Jest to numer 12 na koncercie i od niego właśnie warto zacząć odsłuch. To zdecydowanie najlepszy moment na płycie, gościnnie na wokalu Kasia Nosowska, która pojawi się też w "Paranoja jest goła". Nie jest to subiektywne odczucie, ten duet to ulubiony moment Marka Jackowskiego: "Od razu pomyślałem o Kasi i teraz jestem bardzo szczęśliwy, że to się udało. Nie wyobrażam sobie, żeby to zaśpiewał ktoś inny. Ona od razu, na próbach, wypadła najlepiej ze wszystkich. Kora była w tym czasie bardzo mocna wokalnie, może byłoby lepiej gdyby Kasia mogła dostać minimalnie niższą tonację, dosłownie pół tonu różnicy, ale na żywo tak się nie da. To w moim odczuciu trochę legendarne nagrania, a kiedy słucham tego w domu na naprawdę potężnym sprzęcie... ciary po plerach".

Pozostali goście to między innymi Namysłowski, Sojka, Brylewski, Staszczyk, Artur Rojek i jak zwykle fatalna Justyna Steczkowska.


Zobacz również