Marcin Prokop: Od nadmiaru nieistotnych informacji na Facebooku robi mi się niedobrze

"Prywatnie jestem gadżeciarsko powściągliwy. W gadżetach cenię przede wszystkim ich niezawodność, jakość i funkcjonalność" - mówi w rozmowie z PC Worldem Marcin Prokop. Dziennikarz i popularny prezenter tłumaczy też, czemu nie lubi internetowych serwisów społecznościowych takich jak Facebook i jak radzi sobie z opornie działającym komputerem.

Marcin Prokop

Marcin Prokop

Marcin Prokop (ur. 14 lipca 1977 r.) - dziennikarz, publicysta, prezenter i konferansjer. Pracował m.in. w magazynach "Gala", "Machina" i "Film" (w dwóch ostatnich jako redaktor naczelny), był gospodarzem teleturniejów telewizyjnych i programów motoryzacyjnych. Obecnie pełni funkcję redaktora naczelnego magazynu "Stuff". Razem z Dorotą Wellman prowadzi poranny program "Dzień Dobry TVN".

PC World: Czy jest pan pasjonatem elektronicznych gadżetów? Uważa je pan za ważne urozmaicenie życia czy też raczej traktuje obojętnie?

Marcin Prokop: Świat gadżetów to moja praca. Jako redaktor naczelny magazynu "Stuff", który jest poświęcony tej tematyce, interesuję się nimi niejako "z urzędu". Prywatnie jestem gadżeciarsko powściągliwy. W gadżetach cenię przede wszystkim ich niezawodność, jakość i funkcjonalność. Nie interesuje mnie rzekomy prestiż, jaki niektóre z nich mają oferować właścicielowi, albo efekt nowości. Nie należę do tych, którzy jako pierwsi stają w kolejce pod iStore, ilekroć Apple wypuści na rynek nową zabawkę.

PC World: Co jest dla pana podstawowym narzędziem do pracy i komunikacji - komputer, smartfon, tablet...?

Marcin Prokop: Smartfon, który ma wymiary i funkcjonalność małego tabletu. Nie wymienię konkretnego modelu, bo nie mam w tym interesu, ale faktem jest, że bez takiego multimedialnego "kombajnu" noszonego non-stop przy sobie nie wyobrażam sobie wykoniwania swojej pracy, która polega z jednej strony na ciągłej mobilności, a z drugiej - na konieczności ciągłego bycia online. Trudno w każdej takiej sytuacji wyciągać tradycyjnego laptopa, chociaż póki co do edycji dłuższych tekstów nie wymyślono lepszego rozwiązania.

PC World: Czy uznaje się pan za aktywnego, świadomego użytkownika komputera, który chce - i lubi - coś na nim zrobić (np. wyretuszować zdjęcie, wyedytować i wrzucić wideo na YouTube’a)? A może woli się pan do tego wszystkiego nie dotykać?

Marcin Prokop: Po wielu latach pracy w prasie, całkiem sprawnie posługuję się oprogramowaniem graficznym i DTP - od biedy potrafiłbym samodzielnie zaprojektować i złamać jakieś pismo. A poza tym, hm, potrzeba matką wynalazku - jeśli pojawia się konieczność wykonania jakiejś magicznej czynności za pomocą komputera, na przykład edycji filmu, dopiero wówczas szukam sposobu, jak to zrobić. Raczej kombinuję sam i szukam podpowiedzi na forach, niż oddaję temat w ręce specjalisty. Lubię takie technologiczno-intelektualne wyzwania.

PC World: Czy jest coś, co pana szczególnie irytuje w codziennej pracy z komputerem? A może zdarzyło się panu ze złości zniszczyć jakieś urządzenie?

Marcin Prokop: O, tak. Opieszałość i kapryśność podległych mi urządzeń bywa srodze karana. Najczęściej kończy się na wyrafinowanych inwektywach, ale zdarzało mi się walić pięścią w klawiaturę laptopa, który odmówił posłuszeństwa w kluczowym momencie. Wiem, że to głupie, ale czasami trudno powstrzymać się przed przypisywaniem martwym urządzeniom ludzkich cech.

PC World: Czy pamięta pan swój pierwszy komputer? Co to było i czy może wiąże pan z nim jakieś szczególnie miłe wspomnienia?

Marcin Prokop: Pierwsze było Atari 65XE. Dostałem je jako dzieciak na Gwiazdkę. Wówczas warte był tyle co dwie pensje mojego ojca, więc komputer był przez rodzinę otaczany nabożną czcią. Po zakończeniu pracy rozpinało się wszystkie kable i chowało całość do pudełka. Pamiętam, że próby wgrania jakiejś gry z taśmy magnetofonowej przypominały sesje medytacyjne - wpatrywałem się bez ruchu w biały kwadracik na czarnym ekranie, a cała rodzina musiała na pół godziny wstrzymać oddech. Nie wolno było też mocno tupać nogami podczas chodzenia po mieszkaniu, bo to mogłoby spowodować, że program się "nie wczyta". Mimo, że z dzisiejszej perspektywy brzmi to zabawnie, a nawet współczesne kalkulatory mają większą moc obliczeniową, to w tamtych czasach takie Atari wydawało się supermaszyną, którą można by niemal polecieć w kosmos. Dziś żaden sprzęt nie wzbudza już takich emocji.

PC World: W jaki sposób korzysta pan na co dzień z internetu? Na jakie strony WWW zagląda i z jakich usług najczęściej korzysta? Twitter, Facebook, inny serwis społecznościowy?

Marcin Prokop: Najczęściej korzystam po prostu z e-maila. To dla mnie podstawowy sposób komunikacji. Nagrałem nawet wiadomość powitalną na poczcie głosowej w komórce, żeby niczego mi nie nagrywać, tylko napisać maila. Z Facebooka korzystam umiarkowanie, traktuję go głównie jako inną formę e-maila, nie mam zacięcia publicystycznego i nie czuję potrzeby informowania świata, co jadłem na śniadanie, ani jak wygląda aktualnie mój pies. Od nadmiaru nieistotnych informacji, które można znaleźć na Facebooku, robi mi się niedobrze. Twittera nie rozumiem, więc nie korzystam. A zamiast szukać wiedzy na stronach WWW, wolę czytać książki. Za dużo w internecie informacji niezweryfikowanej, przypadkowej, powierzchownej.

PC World: Gdyby miał pan uzasadnić twierdzenie: "Internet to jedno z największych osiągnięć cywilizacyjnych ludzkości" - co by pan powiedział?

Marcin Prokop: Że to samo swego czasu mówiono o wynalezieniu sposobu na rozszczepienie atomu, a wiemy do czego to doprowadziło. Nie nadużywałbym więc wielkich słów, bo ważniejsze od opracowania narzędzia jest znalezienie mądrych sposobów na jego wykorzystanie.


Zobacz również