Max Payne w kinach, czyli jak stracić dwie godziny z życia

Na ekrany polskich kin trafił Max Payne, kolejny film, który dla wielu osób jawił się jako nadzieja na to, że wreszcie potraktowano adaptację gry komputerowej z należytym szacunkiem. Niestety, większość z tych, którzy siedem lat temu zachwycali się niesamowitym klimatem i świetnymi rozwiązaniami produktu Take-Two Interactive, może co najwyżej załamać ręce patrząc na porażkę, jaką przygotował dla widzów John Moore.

W piątek (24 października) na ekrany polskich kin trafił Max Payne, filmowa adaptacja wielkiego hitu gry komputerowej z 2001 roku. Film zapowiadał się nieźle, był w końcu wzorowany na genialnej grze (tych, którzy nie grali odsyłamy do całkowicie archiwalnej recenzji oraz oceny w serwisie GamesRankings.com - średnia 90% oraz 47 miejsce w rankingu PC) oraz... ciekawie prezentował się na zapowiedzi filmowej:

Obiektywnie: Max Payne - oceny w sieci

Opinie recenzentów oraz widzów wyraźnie wskazują, że "Max Payne" nie robi dobrego wrażenia. Film w popularnym serwisie IMDb uzyskał ocenę 6.1/10 (ponad 8,600 głosów). Uznawany przez graczy serwis IGN ocenił go na 5/10. Inne oceny losowo wybrane z sieci - w movies.yahoo.com krytycy dali filmowi ocenę C-, użytkownicy zaś B- (ponad 3 tysiące głosów), w Rottentomatoes wyliczono ocenę krytyków na 19%... Tendencja jest więc wszędzie taka sama - porażka.

Subiektywnie: Max "Pain" - dwie godziny męki

Niestety film po raz kolejny udowodnił, że stwierdzenie "adaptacja gry komputerowej" wciąż oznacza tyle co "lepiej poczekać na wersję DVD". Film nie ma do zaoferowania absolutnie nic, poza sentymentalnym dla starszych graczy tytułem.

Film, który z założenia miał stanowić połączenie akcji i kryminału, w praktyce nie zawiera żadnego z tych elementów. Fabuła jest przewidywalna, nudna i pozbawiona choć odrobiny klimatu z gry. Akcja? Z bólem muszę przyznać, że niektóre produkcje filmowe a la "Jean-Claude Van Damme" zapewniają znacznie więcej adrenaliny. Dodam, że stwierdzenie "rozkręca się pod koniec" obecne na wielu forach internetowych, w tym wypadku również nie oznacza nic pozytywnego (scena "bullet time" budzi spazmy śmiechu po ponad godzinnej nudzie). Minusów jest znacznie więcej, niestety jednak tematyka naszego serwisu nakazuje skrócenie "recenzji" do krótkiej "opinii".

Jednym zdaniem: najciekawszym momentem seansu filmowego "Max Payne" były reklamy i zwiastuny, które przed nim wyemitowano.


Zobacz również