Microsoft.com kontra MikeRoweSoft.com

Gigant z Redmond skierował w ostatnich dniach swoje prawnicze siły przeciwko 17-letniemu licealiście z Kanady. Powód? Młody człowiek nazywa się Mike Rowe i dla swojej strony internetowej wykupił domenę o nazwie MikeRoweSoft.com.

Mike Rowe w momencie wykupywania domeny MikeRoweSoft.com (a miało to miejsce w sierpniu zeszłego roku) nie widział w tym fakcie nic nieprawidłowego. Co więcej, postrzegał to jako niekonwencjonalną i ciekawą formę promocji swojego serwisu internetowego, poświęconego tworzeniu stron WWW. Innego zdania jest natomiast koncern Microsoft, który w fonetycznym podobieństwie domeny MikeRoweSoft.com do nazwy swojej witryny internetowej Microsoft.com, dopatrzył się problemu i naruszenia prawa patentowego.

Sprawa rozpoczęła się 19 listopada 2003 roku, kiedy to Mike Rowe otrzymał e-maila od kancelarii prawniczej Smart & Biggar, reprezentującej interesy Microsoftu w Kanadzie. W liście tym został poproszony o usunięcie domeny, gdyż może ona wprowadzać w błąd klientów koncernu z Redmond. Mike odpowiedział odmownie na wiadomość, podkreślając, iż nie widzi w tym fakcie żadnego zagrożenia dla interesów Microsoftu.

Riposta ze strony Smart & Biggar nadeszła natychmiast. Właścicielowi domeny MikeRoweSoft.com zaoferowano rekompensatę wydatków poniesionych w związku z jej wykupieniem - 10 USD. To zirytowało Mike'a, który włożył wiele wysiłku w stworzenie własnej witryny internetowej, znajdującej się pod wspomnianym wcześniej adresem. W odpowiedzi na 'symboliczną' propozycję Microsoftu poprosił o odrobinę więcej - 10 tysięcy USD, które jak sądzi, stanowić będą należne mu zadośćuczynienie.

Zapadła cisza, która trwała aż do 14 stycznia, kiedy to Mike otrzymał pocztą przesyłkę zawierającą książkę oraz 25-stronnicowy dokument objaśniający powody, dla których powinien zrezygnować z domeny MikeRoweSoft.com. Właścicielowi domeny zarzucono w nim kierowanie się chęcią zysku, co jeszcze bardziej rozzłościło kanadyjskiego licealistę i postanowił on całą sprawę ujawnić na forum publicznym.

Co dalej?

Sprawca całego zamieszania podkreśla, iż od momentu opublikowania swojej historii spotyka się z ogromnym poparciem ze strony internautów, co jeszcze bardziej umacnia go w decyzji, iż będzie walczył o swoją domenę do samego końca. Postanowił utworzyć specjalny fundusz gromadzący pieniądze na wynajęcie prawnika, który wesprze go w przypadku kolejnych kroków ze strony Microsoftu.

Zainteresowani tym jak podobny spór mógłby się rostrzygnąć w Polsce o komentarz do powyższej sytuacji poprosiliśmy NASK: "Podmiot, który uważa, że zostały naruszone jego prawa w wyniku zarejestrowania przez inną osobę nazwy domeny .pl (zawierającej takiej samo oznaczenie lub oznaczenie podobne do zarejestrowanego znaku towarowego tego podmiotu), może zgłosić się do działającego przy PIIT (Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji) Sądu Polubownego, który zajmuje się rozstrzyganiem takich spornych kwestii. Trudno mi się wypowiadać co do tego, jak rozpatrywanie takiej sprawy może wyglądać w USA, jednak, moim zdaniem, w sytuacji, gdy nazwa domeny rzeczywiście zawiera imię i nazwisko rejestrującej ją osoby, to sąd raczej rozstrzygnąłby tę sprawę na korzyść tej osoby" powiedziała nam Anna Piechocka, prawnik NASKu.

Polski oddział koncernu Microsoft odmówił skomentowania całej sprawy.

O konfliktach związanych z domenami na rodzimym rynku, pisaliśmy już jakiś czas temu w artykule "Uwaga, naciągacze domen powracają" ( http://www.internetstandard.pl/news/news.asp?id=60432 ).

Strona Mike'a Rowe: http://www.mikerowesoft.com


Zobacz również