Microsoft idzie na wojnę

Żyjemy w czasach wielkich przemian. Mamy do czynienia z próbą zmiany podstawowych aspektów naszego codziennego życia. A sercem tych przemian jest technologia.

Żyjemy w czasach wielkich przemian. Mamy do czynienia z próbą zmiany podstawowych aspektów naszego codziennego życia. A sercem tych przemian jest technologia.

Polem najbardziej spektakularnych wydarzeń jest, oczywiście, rynek komputerowy. Jego potentaci - Microsoft, Intel, Apple, Dell, Compaq - przyzwyczaili nas do trwającej od lat rewolucji w dziedzinie informatyki. Prędkość procesora podwaja się z podziwu godną regularnością, twarde dyski osiągają rozmiary, o jakich jeszcze niedawno nikomu się nie śniło, możliwości graficzne przeciętnej maszynki do gier przebijają standardy profesjonalnej stacji animacyjnej sprzed zaledwie kilku lat...

Ewolucja, czy rewolucja?

Patrząc na sprawę chłodnym okiem, powiedzieć jednak można, że całe to zamieszanie miało charakter raczej powierzchowny. W sumie możliwości komputerów nie zmieniały się dramatycznie - ciągle mamy to samo urządzenie, obsługujące programy o podobnych funkcjach (edytory, arkusze kalkulacyjne, gry zręcznościowe, przygodowe), służące do tych samych zadań. Wszystko odbywa się w sposób ładniejszy i wygodniejszy, ale miriada mega- i giga- różnego rodzaju herzocalobajtów były w zasadzie tylko zasłoną dymną, która pozwalała regularnie sprzedawać nowe wersje sprzętu i oprogramowania.

Na tym monolicie zaczęły jednak powstawać poważne rysy. Pierwszym etapem rewolucji było pojawienie się napędów CD-ROM. W porównaniu z popularnymi dyskietkami oferowały one kilkaset razy większą pojemność! Okazało się nagle, że aplikacje - a w szczególności gry - mogą wykorzystywać zasoby informacji o kilka rzędów większe niż dotychczas. Eksplodowała grafika, a ścieżka dźwiękowa w grach przestała ograniczać się do buczeń i pohukiwań - w zamian dostaliśmy po prostu ścieżki jakości CD. Okazało się, że dołączanie wielu setek czy tysięcy stron dokumentacji lub przykładów do aplikacji biznesowych nie stanowi problemu.

Czas pokaże, czy na rynku znajdzie się miejsce dla konsoli Microsoftu

Czas pokaże, czy na rynku znajdzie się miejsce dla konsoli Microsoftu

Ale clou całej rewolucji był, rzecz jasna, Internet. Dziś może się to wydawać niewiarygodne, ale technologia ta była obmyślana w celach całkowicie akomercyjnych - dokładniej rzecz ujmując - militarnych i (ewentualnie) naukowych. W latach 90. systematycznie powiększał się zakres oddziaływania nowego medium i mimo słynnego w zeszłym roku kryzysu dotcomów, dynamicznego trendu internetyzacji raczej nie da się odwrócić.

Rozwój globalnej Sieci na początku przebiegał wedle modelu istniejących technologii. Pierwsze jej zastosowania ograniczały się do zapewnienia sprawniejszej poczty (e-mail) oraz swoistego odpowiednika aktualnych katalogów sklepowych w postaci wczesnych witryn WWW. Ten stan rzeczy uległ jednak szybko zmianie - pojawienie się szybkich łączy, standardu MP3, nagrywarek CD-R, a ostatnio także kompresji wideo DivX doprowadziło do rozmycia granic pomiędzy komputerem a innymi elementami elektroniki użytkowej, jak sprzęt hi-fi czy system telewizyjny.

W cieniu tych przekształceń dokonywała się inna przemiana - stopniowo odradzała się popularność konsol do gier. Wyspecjalizowane, podłączane do telewizora maszynki do gier Intellivision i Atari zginęły na fali popularności nowego wynalazku, jakim był komputer osobisty czy domowy. Apple II, ZX Spectrum, i Commodore 64 miały większe możliwości i były łatwiejsze w oprogramowaniu - pod ich dominacją upłynęły niemal całe lata 80. Potem jednak nastąpił powolny powrót: na początku lat 90. silną pozycję uzyskały firmy Sega i Nintendo.


Zobacz również