Microsoft obarczony winą za ułatwianie niekontrolowanych zakupów

Jeremy Hillman ze zdumieniem zobaczył, że z jego karty pobrane zostało łącznie 4,5 tys. dolarów. Sprawcą okazał się syn, kupujący w Xbox Store m.in. zawodników w FIFA. Zdaniem Hillmana wina leży częściowo po stronie Microsoftu.

Jeremy Hillman jako dyrektor ds komunikacji Banku Światowego zarabia z pewnością sporo i kwota ta nie jest dla niego duża, jednak zirytowała i zaszokowała go łatwość, z jaką można korzystać z kart kredytowych w wirtualnym sklepie Xbox. Śledząc rachunki na karcie kredytowej zauważył potrącenia na rzecz Microsoftu, z których większość wynosiła 109 dolarów (ok. 424 złote). Początkowo sądził, że to jakiś błąd związany z opłatą za Office 365, którego jest subskrybentem, jednak szybko odkrył, że zakupy tego typu to sprawka syna. Irytacja nastąpiła później, kiedy skontaktował się z Microsoftem w celu wyjaśniania sprawy. Agent firmy obiecał zbadać sprawę i odezwać się do trzech dni roboczych.

Polska strona sklepu Xbox (foto: własne)

Polska strona sklepu Xbox (foto: własne)

Nie odezwał, a tydzień pod fakcie Hillman otrzymał e-mail z Microsoftu, w którym poinformowano go, że wszelkie zakupy są "nierefundowalne". Oburzony dyrektor zauważa, że firma ma zbyt prosty mechanizm weryfikacji zakupów, który pozwala na wydawanie pieniędzy za pomocą jednego kliknięcia i potwierdzenia drogą e-mailową. Zarazem bierze na siebie winę za niedopilnowanie syna oraz połączenie jego konta z jego kartą (co zrobił, gdy chciał kupić mu grę). Na końcu wypowiedzi na swoim blogu informuje, że jeśli znajdzie się jakiś prawnik gotowy podjąć rękawicę przeciwko polityce zakupowej Microsoftu, chętnie stanie się jego klientem. A tymczasem syn musiał pożegnać się z Xboxem, zamiast tego otrzymał stół do ping-ponga.


Zobacz również