Muzyka dla piratów

Em-pe-trzy... To słowa, na których dźwięk w oczach wydawców z Wielkich Koncernów Fonograficznych pojawiają się mordercze blaski. Zimne sztyleciki, gotowe, by zadać cios. Spomiędzy wykrzywionych w gniewnym grymasie ust wydobywa się warkot: "Pirrraci". Rozgrzane umysły dokonują setek operacji matematycznych na sekundę, kalkulując, jak wysoka będzie dzisiaj strata.

Em-pe-trzy... To słowa, na których dźwięk w oczach wydawców z Wielkich Koncernów Fonograficznych pojawiają się mordercze blaski. Zimne sztyleciki, gotowe, by zadać cios. Spomiędzy wykrzywionych w gniewnym grymasie ust wydobywa się warkot: "Pirrraci". Rozgrzane umysły dokonują setek operacji matematycznych na sekundę, kalkulując, jak wysoka będzie dzisiaj strata.

Muzykę w formacie mp3 możesz zassać z Internetu, kupić na giełdzie komputerowej lub samodzielnie przekodować z cedeka za pomocą zalegającego na shareware'owych serwisach "softu". W dwóch pierwszych przypadkach prawdopodobnie staniesz się posiadaczem nielegalnego towaru.

Trzecia możliwość uczyni cię przestępcą, jeżeli zdecydujesz się robić kasę czy - jak powie prawnik -czerpać materialne korzyści, nielegalnie sprzedając muzykę.

Ocean dla piratów

Najświeższe muzyczne nowości, klasyka i cokolwiek innego zapragniesz. Internet to prawdziwy ocean dla piratów. Jeśli umiesz szukać, znajdziesz tu wszystko, i to za darmo. To właśnie w sieci zarabia się największe pieniądze na muzyce mp3. Strony z muzycznymi plikami mają dużą oglądalność, a tym samym aż się proszą, by umieścić na nich reklamy. Co prawda żadna poważna firma nie zareklamuje się na pirackiej stronie, ale serwisy XXX dzięki systemowi banerów skutecznie zasilają konta potencjalnych piratów. Bywa że, by zarobić pieniądze, uciekają się oni do wymyślnych sztuczek. Nie zdziwcie się więc, kiedy klikając na łącze, traficie, zamiast do poszukiwanego pliku z utworem, na stronę z panienkami.

Problem piractwa komputerowego to nic nowego. Mimo paragrafów wprowadzonych dla "ostatecznego rozwiązania" tej kwestii, większość drobnych przestępców pozostaje bezkarna. Biznes kwitnie: na kopiowaniu płyt CD i nielegalnym udostępnianiu plików w Internecie zarabia się całkiem spory pieniądz. Średni tygodniowy dochód obrotnego pirata to półtora tysiąca zeta z samego tylko powielania krążków CD. Więksi spryciarze potrafią zarobić taką samą sumkę -tyle że mierzoną w zielonej walucie -wystawiając pliki na serwerach w sieci.

Współczynnik kompresji formatu mp3, przy kodowaniu gwarantującym jakość CD, wynosi 11:1 i pozwala na upchanie kilkuminutowego kawałka w mniej niż 5-megabajtowym pliku. Dla porównania -ten sam numer zapisany w standardowym formacie WAV sięgnąłby pięćdziesięciu mega. Wysoki stopień kompresji sprawia, że muzyka zajmuje niewiele miejsca przy minimalnej stracie jakości dźwięku. Oto cała tajemnica popularności serwisów WWW oferujących utwory mp3. Skopiowanie ulubionego utworu to dla przeciętnego "modemowca" piętnaście minut połączenia. Jeżeli masz łącze stałe, to nie musisz zerkać na zegarek.

Nielegalnie? A kogo to obchodzi

Popyt na empetrójki jest, był i będzie. To co z tego, że jest to nielegalne. Tutaj nikt się tym nie przejmuje.

Dla klienta ważne jest, że może za małe pieniądze kupić płytkę z muzyką, za którą zapłaciłby w tzw. markowym sklepie fortunę. Niewielu na to stać.

Dlatego ludzie wolą przychodzić do nas. Mamy praktycznie wszystkie nowości -większość ściągnięta z sieci. Niby wprowadzili odpowiednie ustawy o ochronie praw autorskich, ale tak naprawdę oprócz skasowania paru nieostrożnych frajerów na giełdzie nic nam nie mogą zrobić.

Nasza działalność nie jest nastawiona na produkcję masową, produkujemy tyle, ile możemy sprzedać.

Średnio 5 -10 płyt z muzyką mp3 dziennie. Mnie osobiście to wystarcza, by spokojnie uniezależnić się od rodziców, utrzymać samochód i telefon komórkowy.

Jacek -student z Krakowa

International Federation of Phonographic Industries szacuje, że słowo "mp3" jest wpisywane w przeszukiwarki internetowe równie często, jak słowo "seks". W wielu serwisach jest to zdecydowany lider statystyk.

Nic więc dziwnego, że pirackie manufaktury szybko zainteresowały się tą nowinką technologiczną. Obok legalnych serwisów, oferujących z pełnym namaszczeniem wytwórni fonograficznych utwory za free lub po uiszczeniu minimalnej opłaty, powstało podziemie.

Tysiące prywatnych serwisów w większości oferujących spiracone empetrójki. Dzięki atrakcyjnej zawartości właściciele zapewnili sobie oglądalność i krociowe zyski z banerów zamieszczanych na ich stronach. Co więcej, niemal każdy internauta za punkt honoru stawia sobie umieszczenie na stronie domowej -obok zdjęcia własnego, swojej dziewczyny i psa -co najmniej jedno mp3 ulubionego zespołu. Bywa że utwory udostępniane są w sieci wcześniej niż ich premiera ma miejsce na drodze legalnej.

Skopiowane z Inernetu pliki bez problemu można zgrać na płytkę CD-ROM i sprzedać z dużym zyskiem. Dzięki zaletom kompresji rynek zbytu na tego typu towar nie słabnie. Na standardowym kompakcie zmieści się około 12 godzin muzyki zapisanej w empetrójkach. Średnio jest to równoważne 10 klasycznym albumom, których cena w księgarni muzycznej wynosi około 40 zł za sztukę.

Rachunek jest prosty. Biorąc od pirata krążek wypełniony mp3 w giełdowej cenie 35 zł, dużo zyskujemy, ale -nie da się ukryć -okradamy wytwórnie muzyczne na kwotę prawie 400 zł. Wydawcy mają powody, by śniły się im koszmary.


Zobacz również