Na sieć pieniądze zawsze będą

Z Maciejem Kozłowskim, dyrektorem Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej, rozmawia Przemysław Gamdzyk.

Z Maciejem Kozłowskim, dyrektorem Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej, rozmawia Przemysław Gamdzyk.

Jak NASK odczuwa obecną sytuację na rynku? To recesja czy już kryzys?

Mamy do czynienia z recesją, ale na pewno nie jest to kryzys. Nieporównanie trudniejszą sytuacją mamy np. w budownictwie, gdzie nici kooperacyjne zostały porwane i występują poważne zatory płatnicze. W naszej branży sytuacja wygląda jednak zdecydowanie lepiej. W czasie kryzysu mało kto inwestuje, podczas gdy na rynku Internetu i transmisji danych działa kilku dużych operatorów, którzy przeznaczają znaczące środki na rozwój. Recesja niewątpliwie zaczęła się w USA, skąd z pewnym opóźnieniem przeniosła się do nas, zaś na to nakłada się nieciekawa sytuacja polskiej gospodarki.

Ale co z wynikami finansowymi NASK?

Są całkiem niezłe. W roku 2000 mieliśmy 60 mln zł przychodu, rok później o 20 mln zł więcej. Naszymi najważniejszymi klientami są duże międzynarodowe korporacje, dla których sprawna łączność była i jest priorytetem. Nie potrzebują one wielkich przepustowości, ale usług kwalifikowanych - sprawnej sieci i szybkiej reakcji w przypadku problemów technicznych. Rozczarowanie Internetem dotyczy głównie dotcomów - firm, które stawiały na rozwój bezinwestycyjny, co oczywiście doprowadziło do szybkiego przesycenia rynku. Dla innych Internet jest coraz bardziej potrzebny.

Nawiasem mówiąc, przygotowujemy się do świadczenia usług na zasadzie SLA (Service Level Agreement). NASK ma opinię firmy stabilnej, a to bywa najważniejszym argumentem dla firm, które nie chcą polegać na być może tańszych operatorach, lecz o niepewnej sytuacji. Na sieć pieniądze zawsze będą. Na pewno ostrożniej podpisujemy nowe umowy, wzmacniamy windykację.

Czy osłabnięcie tempa wzrostu rynku internetowego w Polsce widać na przykładzie rejestracji domen?

Rejestruje się nieco mniej domen, niż tego oczekiwaliśmy. Firmy ograniczają się do rejestracji pojedynczych nazw i rzadziej rejestrują nazwy oznaczające poszczególne produkty czy serwisy. Ale i tak jest to ok. 4 tys. nowych domen miesięcznie.

Jak postrzega Pan pozycję innych dużych operatorów w Polsce?

Wśród operatorów sieci szkieletowych, z których usług korzystamy, dominuje TP SA, liczą się też Tel-Energo, Telekomunikacja Kolejowa, Energis czy Telia. Widać wyraźną zmianę - dzisiaj tacy operatorzy wreszcie zaczęli szukać klienta, a nie na odwrót. Spadek cen jest zdecydowanie szybszy niż wzrost zapotrzebowania na duże przepustowości.

Jeśli chodzi o rynek dostępowy, to w dużych aglomeracjach sytuacja jest już całkiem niezła, choć Polska prowincjonalna nadal pozostaje pustynią. Aktualne jest wciąż pytanie o docelowy model łączności dostępowej. Zapewne w miastach będzie to kabel dochodzący do mieszkania, zaś na terenach słabo zurbanizowanych nadzieję można mieć w operatorach telefonii komórkowej, którzy zapewne wystąpią z nowymi ofertami. Oferta usług DSL rozwija się dość niemrawo - widać nie jest to jeszcze rynek na tyle masowy, by generowało to większą podaż.

NASK zawsze był kojarzony z obsługą sektora naukowo-akademickiego. To zdaje się już przeszłość.

Tak i nie. Co prawda obecnie to zaledwie 5% przychodów NASK, ale z drugiej strony, aktywnie uczestniczymy w realizacji projektu sieci Pionier. Jesteśmy również członkami porozumienia POL-34. W ogóle w tym obszarze dzieje się sporo ciekawych rzeczy. Europa zaczyna uciekać Ameryce, gdzie nie ma takich ambitnych projektów, jak np. sieć GEANT.

Ważną częścią działalności NASK były od dawna sprawy dotyczące bezpieczeństwa sieci, na ile jest to obszar rozwojowy?

Oczywiście zapotrzebowanie na takie usługi rośnie, co nie oznacza, że firmy dysponują środkami na pełną ich realizację - wiadomo jest recesja... Oprócz zespołu ds. bezpieczeństwa i integracji systemów w NASK, działa CERT Polska (Computer Emergency Response Team), największa tego typu jednostka w Polsce. To część światowego systemu ciągłego monitoringu bezpieczeństwa w sieci i reagowania na zgłaszane przypadki jego naruszenia.

Ale to rzecz niedochodowa, w gruncie rzeczy obciążenie dla firmy...

W końcu jesteśmy jednostką badawczo-rozwojową. Zapewne docelowo działalność operatorska NASK powinna zostać wydzielona, co otworzyłoby nowe możliwości rozwoju. Elementy, takie jak CERT Polska, działalność badawczo-rozwojowa oraz rejestracja i utrzymanie domen internetowych, powinny pozostać w sferze bezpośredniej współpracy z administracją, czyli państwem.

Komitetem Badań Naukowych kieruje nowa ekipa. Czy to coś zmieniło w relacji z NASK?

Jestem pełen optymizmu. Wygląda na to, że ta współpraca będzie zdecydowanie pełniejsza niż poprzednio.

Prof. Michał Kleiber, przewodniczący KBN, potwierdzał, że najbardziej wskazanym rozwiązaniem jest prywatyzacja NASK. Można spekulować co do optymalnej ceny firmy, odnosząc ją na przykład do poziomu obrotów, ale co Pana zdaniem decyduje o prawdziwej wartości NASK?

To bez wątpienia nasi klienci, ale również nasza kadra. W 2000 r. odeszło od nas wielu fachowców, ale większość z nich prędzej czy później wróciła. Chyba przede wszystkim z uwagi na atmosferę w firmie. Wiemy, że robimy coś istotnego, a zarazem ciągle trwa u nas nastrój fascynacji czy pasji.


Zobacz również