Need For Speed: The Run

Seria Need For Speed do tej pory nie była stałym gościem w moim domu. Dlatego wszelkie wzmianki o nowej odsłonie zrzucałem na przysłowiowy margines. Informacja jakoby The Run stanowiło swoisty eksperyment w gatunku zdołała jednak skutecznie przykuć moją uwagę. Fabularne wyścigi? Czemu nie - pomyślałem. Podświadomie coś nie dawało mi jednak spokoju, taki zabieg po prostu nie mógł udać się bez zgrzytów. Zwłaszcza biorąc pod uwagę poprzednie odsłony spod znaku EA Black Box. Niestety The Run potwierdził jedynie regułę, a zawrotna szybkość jest jednym z niewielu elementów, którymi tytuł może się pochwalić.

Skoro już o fabule wspomniałem należy sobie otwarcie powiedzieć, że mogłoby jej równie dobrze nie być. Ot wcielamy się w postać Jacka, który z tego co nam wiadomo jest całkiem dobrym kierowcą (według niektórych najlepszym). Szybkie wprowadzenie i wszystko jasne. Bohater zadłużył się na niemałą kwotę u pewnej grupy przestępczej. Z tarapatów zdawać by się mogło wyciągnąć może go jedynie wielki wyścig przez całe Stany Zjednoczone. Stawka jest wysoka, bo wynosi aż 25 milionów dolarów. Co prawda Jack otrzyma jedynie 10% całości, o ile oczywiście uda mu się wyścig wygrać. Brzmi jak scenariusz całkiem dobrego filmu sensacyjnego? Błąd. Jak napisałem fabuła tak naprawdę nie ma tu większego znaczenia i bez niej gralibyśmy dokładnie w tę samą grę. Tak naprawdę cała ta paplanina o filmowości Need For Speed: The Run sprowadza się do zaledwie kilku fatalnie zagranych cut-scenek i jeszcze mniej ciekawych elementów quick time events.

Ale jak to QTE w wyścigach? No dobra, powiedzmy ich namiastka, ale faktycznie w jakimś tam stopniu występują. Głównie w momentach gdy Jack zmuszony jest opuścić z jakiejś przyczyny swój pojazd i na własnych nogach uciekać przed chociażby stróżami prawa. Za pierwszym razem wyreżyserowane scenki są nawet całkiem przyjazne i budują klimat, jednak zdecydowanie przydałaby się w nich większa dynamika. Nie wspominając o aż proszącą się większą ingerencję gracza.

Nie zawsze wygląda to tak ślicznie jak na załączonym obrazku.

Nie zawsze wygląda to tak ślicznie jak na załączonym obrazku.

Zresztą pomijając fakt samych scenek, często można odnieść wrażenie (wcale nie mylne), że nawet wyścigi w The Run są w znacznym stopniu oskryptowane. Szczególnie można to bardzo łatwo wychwycić w czasie licznych powtórek i nieudanych prób przejazdu danego odcinka trasy. Tu pojawia się niemały problem bo często byłem wręcz przekonany, że moje umiejętności nijak mają się do tego co dzieje się na ekranie. Pomijam już fakt, że przeciwnicy jawnie oszukują na każdym kroku i nawet najtrudniejsze zakręty pokonują bez chociażby małego potknięcia (błąd kierowcy zdarzył mi się może raz). Mam tu raczej na myśli samo odgrywanie nieudanych akcji. Twórcy próbując nieco sprawę graczom ułatwić, zapewnili im w każdym wyścigu pięć prób. Jeśli w czasie wyścigu coś pójdzie nam nie tak, gra po prostu cofa nas do ostatniego punktu kontrolnego. Niestety w praktyce okazuje się, że częściej to przeszkadza niż pomaga. Powtórzenia są po prostu straszliwie nierówne i nie raz zdarzało mi się nie zaliczać danego momentu, wjeżdżając kołem zaledwie na pobocze (!). Skrypt wyścigu w takim momencie z uporem maniaka ustawia nas zawsze dokładnie w tej samej sytuacji ignorując w większości przypadków (bo czasem ma przebłyski) to co wcześniej zrobiliśmy. Potrafi to często doprowadzić do przegranej całego wyścigu, czego konsekwencją jest zaczęcie strefy od nowa.

Modele dziewczyn zostały całkiem przyjemnie odwzorowane.

Modele dziewczyn zostały całkiem przyjemnie odwzorowane.

Jak przystało na dobry "film" nie mogło zabraknąć i aktorów. Sean Faris użyczył swojego głosu i zarazem wizerunku głównemu bohaterowi. Jego rola była raczej nieskomplikowana więc i gra aktorska wypadła standardowo i nie porywała. Przyznaję się, że od długiego czasu jestem za to fanem Christiny Hendricks i entuzjastycznie przywitałem wieść jakoby aktorka miała wcielić się w jedną z kluczowych postaci The Run. Tym razem znana z serialu Mad Men, czy chociażby z epizodycznej (aczkolwiek świetnej) roli Saffron w Firefly piękność, wcieliła się w Sam Harper. Kobietę, która pomaga Jackowi. Fanów wdzięków Christi muszę z miejsca zasmucić, w grze walory aktorki zostały znacznie pomniejszone co jest zarazem pewnego rodzaju fenomenem. Jak dobrze wiemy zazwyczaj bywało odwrotnie. Pomijając sam wygląd pani Hendricks i mój cały szacunek do jej kunsztu, też specjalnie w grze nie błyszczy. Co prawda widać wyraźnie znacznie wyższy poziom od naszego protagonisty, jednak i ona wypada co najmniej beznamiętnie. Inna sprawa, że dialogi są po prostu mdłe i naciągane więc nie ma co się aktorom dziwić. Prócz naszej dwójki, w grę jak zwykle zostały zaangażowane inne panie, tym razem są nimi Chrissy Teigen i Irina Shayk. Kilka uśmiechów i wygięć przed ekranem nie zaliczam jednak do pełnoprawnego grania więc pozwolę sobie jedynie odhaczyć ich obecność.

Scenki QTE nie są w praniu aż tak porywające.

Scenki QTE nie są w praniu aż tak porywające.

Prawdziwą siłą The Run jest jak sama nazwa wskazuje zawrotna szybkość, z którą poruszamy się na zróżnicowanych trasach. Zawiodą się osoby, które oczekiwały po nowej odsłonie serii realistycznego modelu jazdy. Tu wszystko jest czysto zręcznościowe i widowiskowe jak tylko możliwe. Czy to deszcz, czy śnieg nie będziecie mieli najmniejszego oporu przed wciskaniem pedału gazu i mijaniu zakrętów na odpalonym nitro. Jednych to cieszy innych zapewne zasmuca. Ja raczej nie jestem wielkim fanem realizmu w grach tego typu więc bawiłem się przednie. Tytułowy tryb The Run okazał się w praktyce całkiem przyjemnym doświadczeniem. Trasy są na tyle ciekawe że po prostu nie jesteśmy w stanie się nawet przez moment nudzić i tylko wplecione na siłę scenki od czasu do czasu przypominają nam, że jest tu w ogóle jakaś historia.

Momentami można odnieść wrażenie, że niektóre etapy gry mijamy zbyt szybko, ale ma to związek właśnie z tłem fabularnym gry (nadal brzmi to abstrakcyjnie). Zróżnicowanie tyczy się również samych wyzwań, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć. Czasami jest to po prostu osiągnięcie danej pozycji w wyścigu, innym razem nadrobienie straconego czasu lub po prostu rywalizacja z co bardziej znaczącym przeciwnikiem. Ten ostatni rodzaj wyścigu jest równocześnie najciekawszym, jak i irytującym doznaniem. Dobrane odcinki trasy nie ułatwiają sprawy, stanowią jednak prawdziwe wyzwanie, a w rezultacie dają sporą dawkę adrenaliny i satysfakcję. Oczywiście poza głównym wyścigiem występują w The Run przeróżne próby i tryb grania przez sieć, jeśli ktoś preferuje zabawę w większym gronie. W tym przypadku gra potrafi zapewnić nieco więcej przeżyć, bo niestety główny wątek do najdłuższych nie należy. Moje umiejętności nie pozwalały mi jednak przejechać całości w zaledwie trzy godziny jak to jeszcze przed premierą gdzieś napisano. Aczkolwiek być może dla koksiarzy jest to wykonalne.

Śnieżne zaspy nie są przeszkodą dla naszego samochodu!

Śnieżne zaspy nie są przeszkodą dla naszego samochodu!

Już przed premierą nasłuchaliśmy się o zastosowaniu silnika Frostbite 2. Przykre jest to, że nie został on w pełni wykorzystany. Jeszcze bardziej boli strasznie nierówna oprawa wizualna. O ile same postacie (choć często ich nie widzimy) i pojazdy wykonane są dobrze, tak już wprowadzenia do poszczególnych odcinków wołają o pomstę do nieba. Jakim cudem w obecnych czasach filmy mają tak słabą jakość? Wszystkie one i większość obrazków uderzają wręcz gracza pikselozą po oczach. Wstyd panowie, wielki wstyd. Sytuację nieco ratują same trasy, a raczej ponownie ich różnorodność. Te faktycznie miejscami naprawdę cieszą oczy, no chyba, że na moment się zatrzymamy, ale w końcu to wyścig i nie mamy czasu na podziwianie widoków. Tak czy inaczej, graficznie Need For Speed: The Run często zawodzi i gdyby nie samochody (a też mistrzostwem nie są), byłoby naprawdę przeciętnie.

Muzyka została niczym w filmach dostosowana do akcji na ekranie. Przypuszczalnie sam zabieg miał sprawdzić się znacznie lepiej niż to ma miejsce w praktyce. Nie tyle jest źle, bo czasem nawet udawało się na danym kawałku zawiesić ucho, jednak większość po prostu nie zapada na dłużej w pamięci. Szczerze mówiąc sam nie pokusiłbym się o postawienie ścieżki dźwiękowej z The Run na półce. Na szczęście nie jest to najważniejszy aspekt rozgrywki, a odgłos silnika naszego pojazdu skutecznie zastępuje każdy utwór w grze. Tak zresztą w prawdziwym wyścigu być powinno.

Szybkość to zdecydowanie największy atut The Run

Szybkość to zdecydowanie największy atut The Run

Miało być filmowo, miało być epicko… Wyszło bardzo średnio. Co prawda lepiej niż się spodziewałem i Need For Speed: The Run nie można nazwać też grą nieudaną, ale dam sobie głowę uciąć, że nie tak to miało wszystko w założeniu wyglądać. Jako wielki zwolennik dobrze prowadzonych historii w grach czekam na moment, w którym zawitają do wyścigów. Najwyraźniej czas jeszcze nie nadszedł, a kilka wciśniętych na siłę przerywniki i mało ekscytujące scenki z QTE wiosny nie czynią. Nowa odsłona raczej nie sprawiła, że seria odżyła. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że marka została jeszcze bardziej pogrążona. Było przyjemnie, były również emocje. Chociaż tych drugich w ogólnym rozrachunku znacznie mniej. Niestety chciałoby się by poza przysłowiowymi zapychaczami miejsca do nowego wyścigu wprowadzono coś jeszcze. Wszystko to jednak już gdzieś widzieliśmy, często w znacznie lepszym wydaniu.

Need For Speed: The Run

Gatunek: Filmowe wyścigi

Platforma: PC, Xbox 360, PS3, Wii, 3DS

Wymagania sprzętowe: Quad Core i5 3 GHz, 4 GB RAM, karta grafiki 1024 MB (GeForce GTX 560 lub lepsza), 18 GB HDD, Windows Vista/7, łącze internetowe

Producent: EA Black Box

Wydawca: Electronic Arts Inc.

Dystrybutor PL: Electronic Arts Polska

Data premiery (świat): 18 listopada 2011

Data premiery (Polska): 18 listopada 2011

Plusy:

- siostry szybkość i adrenalina

- tryb The Run

- zróżnicowanie tras

- Christia Hendricks

Minusy:

- nierówna oprawa graficzna

- irytujące powtórki

- brak potknięć przeciwników

- na siłę wpleciona historia

Ocena końcowa: 6/10


Zobacz również