Niebezpiecznie drogi pieniądz

Narastają obawy, że deflacja może spowodować spiralę kryzysu w trzech głównych regionach gospodarczych.

Ceny spadają, spada inflacja. W Japonii średni poziom cen wykazuje tendencję malejącą, w USA inflacja jest najniższa od 40 lat i wynosi 1,1% (liczona wg deflatora dochodu narodowego). Politycy i bankowcy europejscy unikają tematu, ale np. rząd brytyjski walczy z prawie zerową inflacją od wielu miesięcy. Opozycja w Ameryce przed wakacjami ostrzegała przed negatywnymi skutkami deflacji. Dzisiaj niebezpieczeństwo jest już wyraźnie widoczne, a wyjaśnienie jego mechanizmów znajdujemy w najnowszym wydaniu The Economist.

Presję na obniżkę cen wywiera nadmiar mocy produkcyjnych w wielu sektorach światowego przemysłu. Sumaryczny "bilans" wykorzystania potencjału gospodarczego dobrze odzwierciedla wskaźnik tzw. luki mocy wytwórczych (output gap). Według ocen OECD wytwarzanie dochodu narodowego USA odbywa się na poziomie o 1% poniżej potencjału gospodarki, co oznacza, że luka jest ujemna i wynosi ok. minus 1%. Pomiary luki prowadzone przez Bank Credit Analyst wykazują, że obniżyła się ona z prawie 2% na początku 2001 r. i nadal szybko spada. OECD przewiduje, że jeśli gospodarka przez dwa lata będzie rosła w tempie 3% albo niższym, luka pozostanie ujemna i nacisk deflacyjny potrwa do 2004 r.

Ekonomiści przypominają, że za obecną japońską deflację, a także amerykańską w latach 30-tych, odpowiedzialna jest niekompetentna polityka monetarna. Jednak z japońskiej lekcji nie chcą albo nie są w stanie wyciągnąć nauki banki centralne, których prawidłową reakcją powinny być nadzwyczajne cięcia stopy procentowej. Specjaliści z Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Urzędu Rezerw Federalnych oceniają pozytywnie europejską relację stopy procentowej (3,25%) do stopy inflacji (2,2%), ale ostrzegają, że cel inflacyjny Unii (poniżej 2%) jest zbyt niebezpieczny i wymaga znacznej redukcji oprocentowania. Jest ono i tak zbyt wysokie jak na kondycję gospodarki Niemiec, która staje przed ryzykiem większym, niż amerykańska. Luka mocy wytwórczych wynosi tam aż 2,5% dochodu narodowego, ale w gronie grupy G7 gorszy wynik mają tylko Japończycy.

Deflacja nie zawsze jest groźna. Jeśli powoduje ją szybszy wzrost produktywności, gospodarka rozwija się wspaniale. Sytuacja taka miała miejsce pod koniec XIX wieku. Jednak gdy spadek popytu i nadmiar mocy wytwórczych są dominującymi przyczynami deflacji, rozkręca się spirala kryzysu, jak w latach 30-tych XX wieku.

Obecna sytuacja nie napawa optymizmem. Wprawdzie w niektórych sektorach ceny spadają dzięki dobremu wykorzystaniu technologii informacyjnych, ale obniżenie zysków sugeruje, że przeważają tendencje niekorzystne. Na szczególne niebezpieczeństwo narażone są segmenty gospodarki finansowane z zadłużenia, ponieważ realna wartość długu rośnie. Dłużnicy muszą ciąć wydatki i wyprzedawać aktywa, aby sprostać spłatom zobowiązań. Gospodarka kurczy się, bo spadają przychody i ceny aktywów, a długi rosną. Presja na obniżkę cen i kosztów narasta, a popyt nie rośnie, lecz maleje. Deflacja jest wówczas groźna nie tylko dla przedsiębiorstw, ale także dla konsumentów i sektora publicznego.

Japonia próbuje stymulować inflację dokonując wielkiej dewaluacji jena. Dla reszty świata nie jest to dobre rozwiązanie. Tymczasem w amerykańskim sektorze niefinansowym deflator cen obniżył się w ubiegłym roku, po raz pierwszy od zakończenia II Wojny Światowej. Firmy zapożyczały się na wielkie sumy podczas koniunktury końca lat 90-tych, a teraz tną koszty i redukują zatrudnienie. Czy czeka nas powtórka lat 30-tych?


Zobacz również