Niepewność banków

Kredyt jest droższy i trudniej dostępny, bo w systemie bankowym brakuje pieniędzy, a ryzyko związane z finansowaniem firm rośnie. Szczególnie dużym ryzykiem obarczone są długoterminowe projekty inwestycyjne - Andrzej Kopyrski, wiceprezes Banku Pekao SA.

Czy banki nałożyły szlaban na kredyty dla firm?

Nie ma szlabanu, choć kredyty są dziś rzeczywiście droższe i trudniej dostępne niż jeszcze kilka miesięcy temu. Uwarunkowania globalne sprawiły, że rynek kredytowy się zmienił. Koszty pozyskania pieniędzy przez banki są wyższe, więc wzrosły marże bankowe. Banki straciły też trochę apetyt na kredyty, bo zmieniła się percepcja ryzyka. Dziś nie wiemy, co będzie działo się z firmami i z rynkiem. Prognozy są bardzo różne. Jedni uważają, że kryzys będzie słabł i już w drugiej połowie roku zobaczymy oznaki ożywienia. Inni - że to dopiero początek spowolnienia i że najgorsze przed nami.

Czy ryzyko rośnie tylko z powodu niepewności?

Ryzyko rośnie również dlatego, że część firm ma rzeczywiście gorsze wyniki, co związane jest zarówno ze spadkiem popytu eksportowego, gwałtowną zmianą kursów walut, jak i z zachowaniem się gospodarki w niektórych branżach. Widzimy, że "siada" produkcja części samochodowych, surowców naturalnych, materiałów budowlanych. Podkreślam jednak, że tendencje spadkowe dotyczą tylko części gospodarki. Natomiast pesymizm ogarnął wszystkich, choć nie widać, by wszyscy zaciskali pasa. I to jest najbardziej niepokojące.

Pesymizm pesymizmem, ale faktem jest, że firmy tracą zamówienia, a zmiany kursowe doprowadziły do wielomiliardowych strat na rynku opcji walutowych. Czy banki nie mają z tym problemu?

Ja widzę tylko wycinek rzeczywistości. Wielu klientów zawierało transakcje zabezpieczające w różnych bankach na różnych poziomach. W sektorze bankowym nie ma zwyczaju wzajemnego informowania się o transakcjach klientów. Problem z opcjami mają dziś te firmy, które zamiast zabezpieczać pozycję walutową, weszły w rolę spekulanta, po to, by zwiększyć swoje przychody. Gdy się spekuluje na rynku walutowym, raz się wygrywa, raz się przegrywa.

Na czym polegały te transakcje spekulacyjne?

To były bardzo różne transakcje. Nawet jeśli firma zabezpieczała swoje wpływy walutowe całkowicie, to i tak może mieć problem z ekspozycją w banku. Na przykład zafiksowała stopę procentową, a banki centralne na całym świecie tną teraz stopy. Jej ekspozycja w banku będzie więc miała wartość ujemną. Jeśli jednak się zabezpieczyła, to wielkiego kłopotu nie ma, bo zabezpieczyła stopę procentową na poziomie, który jej odpowiadał. W przypadku transakcji hedgingowej ujemna wycena w banku wynika z dodatniej wyceny rynku. Największe problemy mają te firmy, które spekulowały na walutach, nie mając przepływów walutowych.

Były i takie?

Były. Ale jeśli prognozy mówiły, że złoty będzie się cały czas umacniać, że do strefy euro wejdziemy z kursem 3 - 3,20, to pewnie ciężko było oprzeć się pokusie spekulacji na trendzie, który wydawał się niezmienny. Niestety, wiele firm poszło w tym kierunku, zamiast skoncentrować się na swojej działalności podstawowej.

Czy banki mają problem z firmami, które straciły na strukturach opcyjnych?

Na pewno jest to problem dla banków, nawet dla tych, które takich opcji nie sprzedawały. Firmy te mogą przecież mieć kłopoty z płynnością, a to dla banków oznacza konieczność tworzenia rezerw. Pamiętajmy jednak, że większość firm tylko zabezpieczała swoje ekspozycje walutowe, nie spekulując i nie wchodząc w tak zwany overhedging, czyli podnoszenie efektywności bieżącej sprzedaży walut kosztem wzięcia na siebie części ryzyka w przyszłości. Firmy, które zabezpieczały kurs wymiany euro/złoty na poziomie umożliwiającym normalne funkcjonowanie, nie powinny mieć problemów, bo na tym poziomie transakcje te są normalnie realizowane. Można co najwyżej mówić o utraconych korzyściach, ale to co innego niż straty. Rynek jeszcze raz pokazał, że nie ma trendów niezmiennych i nie ma ludzi, którzy są w stanie przewidzieć przyszłe zmiany. Przejmowanie ryzyka na rynkach, których się do końca nie rozumie, jest niebezpieczne.

Czy kryzys na rynku opcji walutowych nie pogorszył dodatkowo sytuacji na rynku kredytowym?

Firmy, które spekulowały, tracą, bo muszą spłacać bankom opcje po niekorzystnym dla siebie kursie, ale to nie ma bezpośredniego przełożenia na rynek kredytowy. Bez względu na sytuację firm, warunki na rynku kredytowym pogorszyły się, ponieważ w związku z globalną sytuacją płynnościową koszty pozyskiwania środków przez banki znacznie wzrosły. W konsekwencji wzrosły także marże dla klientów korporacyjnych. Ale to nie wszystko. Gdy jakiegoś dobra brakuje, a na rynku mamy głód pieniądza, staje się ono tak cenne, że aż chronione. Kredyt zaczyna być problemem strategicznym dla firm. A sytuacja niepewności na rynku jeszcze bardziej hamuje apetyt banków na pożyczanie.

Niepewność dotyczy tego, co siedzi w firmach, czy raczej tego, co stanie się za oceanem czy u naszych zachodnich sąsiadów?

Wszystkie te elementy tworzą niepewność i ryzyko. Nie wiemy, jak będą sobie radzić firmy, co dalej z płynnością, co z sektorem międzybankowym, jakie będą reakcje poszczególnych banków. W tych warunkach zwłaszcza finansowanie projektów długoterminowych jest obarczone bardzo dużym ryzykiem.

Nawet tych współfinansowanych z funduszy unijnych? Na budowę na przykład autostrad mamy pieniądze z Brukseli i gwarancje rządowe.

Jest aspekt ryzyka i aspekt finansowania. Marże w tych projektach były wyceniane na około 1%, dziś taki poziom nie przystaje już do warunków rynkowych. Poza tym brak jest globalnych graczy. Do niedawna tego typu projekty były finansowane z udziałem kapitału zagranicznego, teraz pozostały tylko polskie banki. Zagraniczne banki komercyjne mają swoje rynki, swoich klientów, swoje problemy i nie palą się do projektów w naszym regionie, a my nie mamy odpowiednio dużych pieniędzy w systemie.

Kto zatem ma finansować duże inwestycje infrastrukturalne, które mogłyby być kołem zamachowym gospodarki w trudnych czasach?

Państwo przy wsparciu takich instytucji, jak Europejski Bank Inwestycyjny i Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju.

Kogo wobec tego chcą kredytować polskie banki?

Nie ma większych problemów z finansowaniem firm. Z finansowaniem działalności bieżącej - żadnych, chyba że firma traci płynność i do drzwi puka komornik. Jeśli idzie o projekty inwestycyjne o krótkim i średnim horyzoncie czasowym, także finansowanie można otrzymać. Warunek jest jeden - inwestycja musi mieć uzasadnienie rynkowe. Zależy to w dużym stopniu od sektora i od jakości samego projektu. Banki pomagają klientom zrobić rachunek sumienia. Widzimy cały rynek, chłodnym okiem przyglądamy się projektowi i niejednokrotnie pomagamy firmie zweryfikować jej plany. Zwłaszcza teraz, gdy pieniądz jest dobrem tak pożądanym, nie możemy pozwolić na chybione wydatki.


Zobacz również