Nowe życie w Sieci

Znowu możesz poczuć się zupełnie innym człowiekiem. Google Lively zapewni ci wirtualną tożsamość. Pozostaje pytanie: czy zrobi to lepiej niż sławne Second Life?

Znowu możesz poczuć się zupełnie innym człowiekiem. Google Lively zapewni ci wirtualną tożsamość. Pozostaje pytanie: czy zrobi to lepiej niż sławne Second Life?

Jeszcze żaden projekt wirtualnego życia nie zdobył w swoim czasie tak dużej popularności, jak Second Life. Miliony użytkowników na całym świecie, przedstawicielstwa największych korporacji oraz instytucji, ambasady, banki, a dla niektórych całkowicie realne pieniądze - to wszystko w świecie, którego waluta nosi nazwę Linden Dolar (od nazwiska pomysłodawcy Second Life). Niedawno do grona gier typu MMOG (Massive Multiplayer Online Game) oferujących prowadzenie wirtualnej tożsamości dołączyło Google, ze swoim projektem o nazwie Lively. Jak wypada na tle niepokonanego do tej pory Second Life? Czy ma szanse stać się dla niego bardzo poważną konkurencją?

Pierwsze bity za płoty

Lively

Lively

Korzystanie z Google Lively wymaga posiadania bezpłatnego konta w systemie Google. To właśnie za jego pomocą logujesz się do wirtualnego świata. Konieczne jest dodatkowo zainstalowanie niewielkiego pliku (klienta). Inaczej niż w Second Life, gdzie prezentowana jest mapa całego rejonu i wybierasz lokalizację, do której chcesz się przenieść, tutaj otrzymujesz listę pokojów. Oczywiście, możesz stworzyć własny pokój, wyposażyć go wedle sowich upodobań i zaprosić do niego znajomych. Uprzedzamy jednak, że nieprędko ktoś obcy będzie mógł go znaleźć. W związku z tym zalecamy wybranie jednego z publicznych pokoi, gdzie będzie do kogo 'gębę odezwać'. Po prawej stronie głównego okna zawsze znajdziesz wysuwany panel z różnymi funkcjami kontrolnymi.

Proces tworzenia własnego awatara przebiega dość sprawnie, jednak już tu następuje pierwsze rozczarowanie. Liczba dostępnych awatarów jest znikoma - zaledwie 10, z czego 2 to zwierzęta. Pod względem doboru garderoby oraz wyposażenia pokoju sytuacja prezentuje się dość podobnie. W porównaniu do Second Life, gdzie proces kreacji naszego bohatera oraz ubierania go mógł zająć długie godziny, tutaj zabawa kończy się po kilku minutach, po wyczerpaniu wszystkich dostępnych opcji. Naszą uwagę przykuło na chwilę innowacyjne wyposażenie pokoju - odbiornik telewizyjny z możliwością transmisji filmów z serwisu YouTube oraz możliwość powieszenia na ścianach obrazów zawierających dowolne zdjęcia użytkownika z twardego dysku. W swoim pokoju możesz również puścić własną muzykę. Naszym zdaniem, ten pomysł jest znakomity i zdecydowanie warto go rozwijać.

Ręce precz od klawiatury?

Ogromne zdziwienie spotkało nas podczas pierwszych przechadzek po własnym oraz cudzych pokojach. Google Lively całkowicie ignoruje obecność klawiatury i skazuje nas na korzystanie wyłącznie z myszki. Pomijając osobiste preferencje, możliwość korzystania z wygodnych skrótów klawiaturowych, byłaby mile widziana. Należy z pewnością pochwalić dość niskie wymagania systemowe, potrzebne do poprawnego działania Google Lively. Nawet na mniej wydajnych maszynach i przy łączu internetowym o stosunkowo niewielkie przepustowości, rozgrywka nie sprawiała większych problemów. Wiąże się z tym zapewne dość uboga szata graficzna. W porównaniu do Second Life, czas renderingu otoczenia oraz głównego bohatera jest dość krótki. Jedna z rzeczy, których z pewnością brakuje w Google Lively to tryb treningowy, dzięki któremu użytkownik mógłby poznać lepiej ten rozwijający się, wirtualny świat.

Werdykt redakcji

Plusy:

- niskie wymagania systemowe;

- błyskawiczny dostęp do wirtualnego świata;

- ciekawe wyposażenie pokoju (np. telewizor z kanałem YouTube, czy obrazy na ścianach z własnymi zdjęciami)

Minusy:

- tylko 10 awatarów do wyboru;

- sterowanie wyłącznie za pomocą myszki;

- uboga szata graficzna;

- brak środowiska treningowego.

OCENA: 5

Podsumowanie:

W obecnej formie, Google Lively wypada dość blado na tle Second Life. Usprawiedliwieniem może być fakt, że na razie posiada status testowy. Mamy nadzieję, że nie stanie się kolejną, 'wieczną betą' Google.


Zobacz również