Odejść na swoje

Wiele ich łączy: potrzeba bycia niezależnym, realizowania własnych ambicji, nierzadko także konflikt z przełożonym. Dlatego odchodzą z firm i zakładają własne, chcąc nie tylko zaistnieć na rynku i zarobić, ale także coś na nim znaczyć.

Wiele ich łączy: potrzeba bycia niezależnym, realizowania własnych ambicji, nierzadko także konflikt z przełożonym. Dlatego odchodzą z firm i zakładają własne, chcąc nie tylko zaistnieć na rynku i zarobić, ale także coś na nim znaczyć.

Historie firmowych rozstań są pod wieloma względami podobne do tych znanych z życia prywatnego - bardzo trudne i mogące pozostawić niesmak. Są jednak także inne rozstania, te wyzwalające i dające szansę na szczęście i spełnienie zawodowe. We wszystkich ważne jest to, by zachować klasę i nie palić za sobą mostów.

Bo niezależność była za mała

Paweł Durkiewicz

Paweł Durkiewicz

Paweł Durkiewicz do niedawna był dyrektorem sprzedaży i marketingu w firmie, która sprzedaje zaawansowane systemy informatyczne.

Rozstał się ze swym pracodawcą, bo jak mówi, jego i szefa różniło spojrzenie na elementy strategiczne, obaj doszli więc do wniosku, że lepiej będzie się pożegnać. Durkiewicz odszedł, a po nim także kilka innych osób, które w rezultacie stały się lwią częścią powołanej przez niego do życia firmy Omega Systems - małego producenta i dystrybutora systemów informatycznych. "Mamy produkt, który z powodzeniem służy średnim i dużym organizacjom pracującym w rytmie budżetowym" - mówi Paweł Durkiewicz. "Mamy klientów pracujących na światowych systemach ERP, a jednocześnie korzystających z naszego rozwiązania. Mamy elastyczność małej firmy, doświadczenie świetnych konsultantów, ogromną motywację zarabiania na siebie i jeszcze większą, by być konkurencyjnym". Paweł Durkiewicz podkreśla, że w firmie, z której odszedł, doskwierał mu brak niezależności w procesie handlowym, co jego ówczesny szef Dariusz Wesołowski tłumaczy tym, że sytuacja zmuszała go, jako przełożonego, do zdecydowanych reakcji, które podniosłyby skuteczność sprzedaży. To przykład zaledwie jednego z wielu punktów spornych, których w podobnych sytuacjach może być bardzo wiele, lecz próba znalezienia "winnych" w takich konfliktach z góry jest skazana na porażkę i nie przynoszące niczego dobrego gmatwanie się w narastających emocjach.

Kamila Luttelmann-Malińska przez ostatnich kilka lat była jednym z głównych pracowników merytorycznych w dużej polskiej kancelarii prawniczej. Nie ma gorzkich wspomnień z tamtych czasów, a jednak na początku roku odeszła z firmy i założyła własną kancelarię. Mówi, że na taką decyzję złożyło się kilka powodów, z których urodzenie dziecka wydaje się być tym najbardziej bezpośrednim, choć nie kluczowym: "Zawsze chciałam tworzyć swoją legendę, mieć własną firmę, działającą według najlepszych standardów, według wyznawanych przeze mnie zasad, opartą na przyjaznych relacjach z klientami, na rozumieniu ich potrzeb i całokształtu sytuacji". W poprzednim miejscu zaangażowanie się w pracę zgodne z oczekiwaniami pracodawcy wykluczało posiadanie normalnie funkcjonującej rodziny. Próba pogodzenia pracy z życiem rodzinnym oznaczałaby ciągły stres, napięcie i konflikt. Nie służyłoby to zarówno jakości pracy, jak i rodzinie. "W mojej firmie to ja panuję nad czasem, ja decyduję o dynamice jej rozwoju. Obecnie świadomie działam dość ekstensywnie, planuję jednak zintensyfikować działalność z chwilą pójścia mojego syna w świat, czyli do przedszkola. Czuję radość i satysfakcję z pracy, mam zadbaną rodzinę, czas dla siebie, siłę i chęć do nauki".

Kochanie, niedługo będzie lepiej

Kamila Luttelmann-Malińska mówi, że planując odejście z dużej firmy i decydując się na samodzielną działalność, trzeba pamiętać o minusach takiej sytuacji: "Skala mojej działalności wpływa na skalę przedsięwzięć, jakie są mi powierzane. Obecna praca dostarcza mi nieustająco nowych podniet intelektualnych, a jednak rozmiar i poziom skomplikowania projektów, w których kiedyś mogłam uczestniczyć, dawały nieco inny rodzaj satysfakcji. Inspiracja i wsparcie merytoryczne zespołu były naturalne i łatwo dostępne, teraz nie mam ich w takim stopniu, co wymaga ode mnie więcej indywidualnych zabiegów i wysiłku".

Paweł Durkiewicz przyznaje, że dzięki nowej firmie on i jego zespół zyskał radość pracy, niezależność i ogromny entuzjazm. To ważne prawie tak bardzo jak to, co stracił, a stracił, jak na razie, pewność regularnych zarobków, zaufanie do człowieka, z którym początkowo próbował rozkręcać swoją firmę, boryka się z ciągłym stresem wynikającym z większej niż dotychczas niepewności jutra i braków finansowych. "Czasem naszym żonom brakuje cierpliwości, zwłaszcza gdy kolejny raz zapewniamy je, że już niedługo wszystko będzie lepiej. Ale i tak było warto" - zapewnia Durkiewicz. "Rzeczy idą w dobrym kierunku i już to w firmie czujemy". Dariusz Wesołowski: "Życzę Pawłowi, by jego firma miała się bardzo dobrze, by sprzedawała swoje produkty nie tylko skutecznie, ale i uczciwie, to dobrze wpłynie na relacje między naszymi firmami".

Zakazane konkurencje

Prowadzona przez Durkiewicza firma Omega nie jest w jego opinii konkurencyjna w stosunku do firmy, którą wcześniej opuścił. Ponieważ jednak obie organizacje działają na podobnym rynku, trudno uniknąć wątpliwości w tym zakresie, ich przedstawiciele mają tu odmienne zdania i starają się je wyjaśnić. "Od konkurencyjności naszych firm dla mnie ważniejsza jest jednak inna kwestia" - mówi Dariusz Wesołowski. "Polskie prawo wyraźnie mówi, jak należy traktować wszelkie informacje poufne, które nabyło się u byłego pracodawcy. Jako osoba bezpośrednio stykająca się z tymi problemami, na ten aspekt chciałbym najmocniej zwrócić uwagę".

Umowa Kamili Luttelmann-Malińskiej zawiera przepis zakazujący prowadzenia działalności konkurencyjnej. Zakaz ten nie dotyczy jednak możliwości pracy w charakterze prawnika w ogóle, a jedynie ogranicza krąg podmiotów, dla których może świadczyć usługi. "Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że moja umiejętność pracy zgodnie ze standardami dużych firm prawniczych oraz spore doświadczenie okazały się możliwymi do wykorzystania atutami, których zakaz konkurencji nie obejmuje" - podkreśla stanowczo. Jako prawnik dodaje też, że poza opcją porozumienia się z dotychczasowym pracodawcą nie istnieją uniwersalne sposoby umożliwiające prowadzenie działalności konkurencyjnej mimo obowiązywania zakazu. Jedynie w umowach regulowanych prawem pracy, w razie ustania przyczyn uzasadniających zakaz konkurencji albo w razie niewywiązywania się pracodawcy z obowiązku wypłaty odszkodowania zakaz konkurencji przestaje obowiązywać. "Trudno się wymigać z takich zapisów" - podsumowuje.

Ekskluzywne formy niezadowolenia

Odejścia "na swoje", o których tu mowa, nie są czymś złym, przeciwnie - wiążą się z powołaniem do życia osobnej firmy, są źródłem nowych miejsc pracy, stwarzają pożądaną na rynku konkurencję i "ciągną gospodarkę w górę". Czasem jednak są bolesne dla organizacji, które tracą wartościowego mecenasa, handlowca, menedżera. Jest tajemnicą poliszynela, że wraz z ludźmi z firmy odchodzą klienci, bazy danych bywają kopiowane i zyskują nowych, nieuprawnionych użytkowników, a umowy o zakazie konkurencji "obchodzone" są w sposób, który na pewno nie spodobałby się prawnikom. Zjawiska odejścia "na swoje" na pewno nie można w sposób bezkrytyczny zestawiać z powszechnie znanym zjawiskiem rotacji w firmie, choć skutki obu tych kwestii z całą pewnością mają swoje punkty styczne - zazwyczaj w jakimś stopniu burzą relacje z partnerami, na jakiś czas osłabiają proces nawiązywania kontaktów z nowymi klientami, osłabiają morale załogi, a także, co powtarza większość menedżerów, są przyczyną wzrostu kosztów funkcjonowania firmy. Skutki te nabierają zwielokrotnionej mocy, gdy z przedsiębiorstwa odchodzi nie tylko jedna osoba, ale cała grupa. Także powody rozstań mają swój jeden, zasadniczy punkt wspólny, a jest nim jakaś forma niezadowolenia z pracy. Analiza zjawiska rotacji w grupie handlowców, w której to grupie zadowolenie z pracy bardzo jasno przekłada się na osiągane rezultaty, pokazuje, że aż 33% z nich jest na etapie szukania nowego zajęcia, a zaledwie 25% wyraża swoje całkowite zadowolenie z pracy (patrz wykres). Niezadowolenie przyjmuje niekiedy formę bardziej "ekskluzywną", bierze się z innych przyczyn niż te uwzględnione w prezentowanym badaniu, dotyka raczej obszaru możliwości realizowania się jako człowieka, odnosi się do wolności i osobistego potencjału kreatywności. Dlatego tak znamienna jest deklaracja Kamili Luttelmann-Malińskiej: "Zawsze chciałam tworzyć swoją legendę".


Zobacz również