Odwrócona beema

Nie wiem jak Państwo, ale ja mam mieszane uczucia w stosunku do nowej kampanii reklamowej Apple'a, http://www.apple.com/switch/

Nie wiem jak Państwo, ale ja mam mieszane uczucia w stosunku do nowej kampanii reklamowej Apple'a, http://www.apple.com/switch/

Media, nawet w Polsce, podnieciły się jedną z reklam, w której przygłupiaste dziewczę mówi: "pi, pi, pi", http://www.apple.com/switch/ads/ellenfeiss.html . Podobno panienka ma wielu wiernych wielbicieli. Założyli oni nawet specjalną stronę, na której wymieniają uwagi oraz sprzedają koszulki ze stosownym nadrukiem, http://ellenfeiss.gloriousnoise.com/ . Cóż, młodość musi się wyszumieć. Tylko dlaczego poważna firma zdecydowała się na tak dziwną formę reklamy? I to jeszcze konfrontacyjną z samym MS.

W tym kontekście zastanawiające jest milczenie polskiego przedstawiciela Apple'a, czyli SAD-u: żadnych reklam o konwertytach, ba - żadnej próby odniesienia się do tej kampanii, http://www.apple.com.pl/ . Myślę, że tym razem sadownicy mają rację. Oczywiście, można złośliwie powiedzieć, że już na samym początku zaczynają się schody, bo nie wiadomo, jak przetłumaczyć kluczowe słowo "Switch". Słownik angielsko-polski podaje kilka znaczeń, wśród nich "skierowanie, nadanie innego kierunku" chyba najbardziej pasuje do sensu oryginału, ale przecież trudno sobie wyobrazić kampanię pod hasłem "Skierowanie", bo byłaby to raczej zachęta dla niezamożnych emerytów do wyjazdu na wczasy niż oferta dla nabywców szpanerskich komputerów.

Rozglądając się jednak wokoło, zauważyłem, że choć kampania nie jest może najwyższego lotu i zachęca do parodii (najlepsza chyba jest ta o graczu, http://drunkgamers.com/switch0001.shtml), to jednak dobrze odzwierciedla pewien nasilający się trend.

Otóż pecety zaczęły być używane już nie tylko przez technicznie uzdolnionych, ale trafiły też na biurka zwykłych ludzi. Ci ostatni, niestety, nie lubują się w rozwiązywaniu problemów błędów oprogramowania oraz w badaniach uczestniczących systemów operacyjnych. Są więc potencjalnie gotowi do zmiany. Tylko czy zamienią im zupełnie na ogół wystarczający komputer na coś całkiem nowego?

Obserwacja otoczenia na uczelni, gdzie pracuję, pokazuje raczej, że nawracają się na nową wiarę już raz przekonani, a więc ci, którzy kiedyś używali Macintoshy. Zwykle gdzieś w połowie lat 90. pod naporem tańszego sprzętu pecetowego zdecydowali się na pierwsze przełączenie. To wtedy Apple zaczął gwałtownie tracić udział na rynku podstawowych komputerów, a więc tam, gdzie na co dzień były tylko używane programy Microsoftu, takie jak Word lub Excel. Pecety wtargnęły do sieci i AoL, który wzorował się na eWorld (kto jeszcze pamięta tę usługę dostępu do sieci uruchomioną przez Apple'a na całym świecie), odseparował przeciętnego użytkownika od problemów ustawiania parametrów połączenia. To było wspaniałe i wychodziło naprzeciw oczekiwaniom przeciętnych ludzi.

A potem coś się załamało. Zamiast upraszczać i ułatwiać życie, pecety zaczęły robić się coraz bardziej skomplikowane. Złośliwi mówią, że po wykończeniu konkurencji, w tym także i Apple'a, nie było już kogo naśladować. Rzeczywiście, brak nacisku zdaje się rozleniwił chłopców z Redmont. System oraz programy rozrosły się kobylasto, zasadniczych błędów konstrukcyjnych i bezpieczeństwa nikt nie poprawia, bo i po co, firma zarabiała przecież krocie. Tylko zwykły, szary użytkownik został gdzieś zagubiony. Widziałem często ludzi, którzy byli całkowicie załamani, jak im przychodziło sformatować prosty dokument, zaś kopiowanie plików po sieci uchodzi do dziś wśród sekretarek za wiedzę tajemną. O ustawieniu drukarki nie wspominam, bo tego nie da się dobrze zrobić pod Windows.

To w tym środowisku Apple znalazł materiał na nawróceńców.


Zobacz również