Panienki z seksem potrzebne ...

Takie filmy jak ten prowadzą wprost do demoralizacji! Kobieta składa się nie tylko z biustu... Mam tu na myśli miłość, a nie zwierzęcą ruję! Tłumy przed kinami, wypełnione po brzegi widownie, a na nich zgorszone nauczycielki, dzieciarnia i zaaferowani żołnierze. Seksmisja już samym tytułem poruszyła wyobraźnię.

Takie filmy jak ten prowadzą wprost do demoralizacji! Kobieta składa się nie tylko z biustu... Mam tu na myśli miłość, a nie zwierzęcą ruję! Tłumy przed kinami, wypełnione po brzegi widownie, a na nich zgorszone nauczycielki, dzieciarnia i zaaferowani żołnierze. Seksmisja już samym tytułem poruszyła wyobraźnię.

Nie ma okien? Nie ma klamek? A który to rok?

Nie ma okien? Nie ma klamek? A który to rok?

Chyba najbardziej druzgocącą krytykę filmu wygłosiła pewna rosyjska bileterka. Kiedy przed jej okienkiem stanęła rodzina z wyrośniętym już synem, usłyszała co następuje: Bez okazania metryki nie wpuszczę. Jest pani kobietą i matką i powinna się pani wstydzić. Pani nie widziała, co to takiego, a ja widziałam: To potworność!

Seksmisja cieszyła się wyjątkową popularnością w moskiewskich kinach, gdzie dystansowała nawet takie hity, jak Amadeusz i Neverending story. W 1986 roku w plebiscycie organizowanym przez Sowietskij Ekran została ogłoszona najlepszym filmem z krajów socjalistycznych. Rosjanie stali na mrozie w tasiemcowych kolejkach, bo całe miasto huczało, że ten film po prostu trzeba zobaczyć. Chociaż w rosyjskiej wersji film nosił tytuł Nowe amazonki i dystrybutorzy nie mogli liczyć na marketingową wartość słowa "seks", fama, że chodzi właśnie o "te sprawy", rozeszła się błyskawicznie. Nie tylko pewien Żenia z Moskwy z rumieńcami na twarzy zastanawiał się, czy wszystkie dziewczyny w Polsce są takie zgrabne. Tania, uczennica szkoły średniej, przyznała bez zażenowania: Mnie to najbardziej podobał się ten tołstieńkij...

Podobną furorę, być może za sprawą współscenarzysty Pavla Hajnego, robiła Seksmisja w Czechosłowacji. W jednym z największych praskich kin wyświetlano ją prawie przez cztery miesiące, a mimo to dostanie się na wieczorny seans graniczyło z cudem. W ciągu dwóch miesięcy od premiery film obejrzało ponad 1190000 widzów! E.T. i Poszukiwacze zaginionej Arki zaczęły zostawać w tyle. Dystrybutorzy upatrywali źródeł takiej popularności w oryginalnym pomyśle, znakomitej scenografii, no i oczywiście samym gatunku, który bezbłędnie trafił w czeski gust i poczucie humoru.

W Polsce nagminnie dochodziło do sytuacji, kiedy na jedno miejsce sprzedawano po kilka biletów.

To, co nas podnieca

Przebudzenia bywają bolesne. Po piędziesięciu latach w stanie hibernacji nawet rogale nie smakują tak samo

Przebudzenia bywają bolesne. Po piędziesięciu latach w stanie hibernacji nawet rogale nie smakują tak samo

Na film ciągnęły tłumy, nie wiadomo - zachęcone klasą, jaką Machulski pokazał w Vabanku, czy nadzieją na dwie godziny momentów, jakich pozwalał spodziewać się sam tytuł. Ci, którzy zapłacili za bilet z tego drugiego powodu, wychodzili z kina rozczarowani. Kapral Wiesław Mróz, lat 21, nie krył swojego niezadowolenia, kiedy dziennikarz Tygodnika Kulturalnego zapytał go o ocenę filmu: Nie pierwszy raz zdarza się w polskim filmie, że tytuł mówi o czym innym, a treść idzie własnym torem i z tytułem nie ma nic wspólnego. Mówiło się, że Seksmisja to nieudolna kompilacja Miasta kobiet Felliniego i słuchowiska radiowego pt. Matriarchat, jakie swego czasu przygotował Marcin Wolski. Wśród zawodowych krytyków i tym razem nie mogło zabraknąć malkontentów. Pojawiały się głosy, że reżyser uciekł w parodię, nie mogąc przy tak mizernych środkach, jakimi dysponował, konkurować z produkcjami w stylu Gwiezdnych wojen. Do pomieszania pojęć dochodziło zresztą nieraz - Seksmisję okrzyknięto manifestem antyfeminizmu czy wręcz mizoginizmu, zapominając przy tym, że jest to przede wszystkim komedia zrealizowana z niecodziennym w polskim kinie rozmachem.


Zobacz również